czwartek, 6 sierpnia 2015

One-Shot "Wypełnienie Przeszłości"

O czym będzie to opowiadanie?
Hmmm... dowiecie się! :P Trochę będzie przypominać motyw "Sotkanie z Nadziei", a także z książką "Zjawa z Tatooine". Co do czasu - ujawni się w trakcie opowiadania pewną informacją ;)
W tym opowiadaniu nie ma Ahsoki, nigdzie nie będzie wspomniana. Nie pytajcie mnie co z nią, bo sama nie wiem. Nie było jej w pomyśle, nie jest tu potrzebna, więc jest zupełnie (choć przykro mi to mówić) zbędna c:
Uwaga! 
Kiwi pisze...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 
     [Dwa lata po bitwie o Geonosis]
    Powiadają, że zemsta jest słodka. Nie dla wszystkich. Osoba, która to planuje czuje się niebo wzięta, natomiast druga - wręcz przeciwnie. Niekiedy obydwie zemsty działają w tej samej chwili, a czasem zdarza się tak, że płynie to od tego samego.
   Każdy miał jakieś szalone pomysły, a szczególnie członkowie rady Separatystów, którzy postanowili zaatakować dwie planety dokładnie w tym samym czasie: Naboo i Tatooine. Planetą Gunganów i Kanclerza Palpatine kazał zająć Nute Gunray, a piaszczystą kryjówkę wielu zbirów galaktyki postanowił  najechać Dooku. Obydwoje kierowali się rządzą zemsty. Wymyślili dziwny plan, który miał przede wszystkim zaszkodzić Naboo.
    - Proponuję wypuścić Łowców Nagród, których złapiemy na planecie. - powiedział Neimoidianin. - Pokażemy im gdzie są różne skarbce. Jakąś część nam oczywiście oddadzą.
   - Ciekawe jak ich do tego zmusisz. - powiedziała kpiąco w swoim języku Shu Mai.
   - Oto już się nie martw, moja droga. Nie wtrącaj się lepiej. - poradził jej.
   - Bez sprzeczek, przyjaciele. - uspokoił Dooku. - Wszystko musi być idealne i w jak najkrótszym czasie. Nie możemy sobie przerywać czasu na wasze kłótnie i moje upomnienia
   - Chciałbym zaznaczyć, że powinniśmy nauczyć tej pani kultury. Najlepiej takiej, która wpoi jej, żeby nie wtrącała się w sprawy, w których nie bierze udział i nie ma prawa się odezwać. - dodał v-ce król z wściekłością.
    - Każdy może się odezwać. Nie robimy z siebie ważniaków. - skarcił Hrabia. - Ostrzegam was po raz ostatni, że jeżeli znowu będziecie się sprzeczać, to nie ręczę za siebie.
   - Hrabio... - spróbował dodać coś jeszcze w tej sprawie v-ce król, ale Dooku wyczuwając to, natychmiast przerwał krótkim:
    - Nie!

**********

    Dzień, jak co dzień. Ratował galaktykę, był Rycerzem Jedi, Anakinem Skywalkerem, Bohaterem Republiki. Wraz z wieloma Jedi, strażnikami Republiki, walczył u boku żołnierzy-klonów przeciwko Separatystom. Niestety ta wojna sprawiła, że Jedi stracili dobre imię. Czy uda im się je przywrócić?
    Rzadko sypiał w kajucie, jak i w swoim pokoju w Świątyni. Odkąd żyje w związku małżeńskim z panią Senator, Padme Amidalą, zazwyczaj spędzał noce w jej mieszkaniu przytulając ją do siebie. Gdy zasypiał w innym miejscu, miał nadzieję, że obok niego pojawi się jego żona i zaśnie przy niej, a rankiem, kiedy się wybudził, zobaczy ją obok siebie. Jeżeli będzie sytuacja, że rano nie jest już w niego wtulona, to ponownie weźmie ją w ramiona.
    Tego dnia, śpiąc na pryczy po prawej - od wejścia - stronie, wybudzając się miał wrażenie, że w nocy po prostu obrócił się na lewy bok. Z tego powodu, odwrócił się na prawy, by znów przytulić swoją żonę, której niestety tam nie było. Próbował ją znaleźć machając ręką i przysuwając się, gdyby była za daleko, przez co po chwili spadł na podłogę.
    - Stang. - zaklął. Miał ochotę... śmiać się? Płakać? Rzucić czymś o ścianę z powodu tego, że znowu marzył o nierealnych rzeczach podczas misji?
    Otworzył oczy i rozejrzał się po kajucie, ale nie było tam nikogo prócz niego.
    Odetchnął z ulgą.
   Obi-Wan nie widział jego upadku i nie będzie musiał słuchać zbędnych, dla niego, pytań oraz ominie go tłumaczenie całego zajścia, w którym znowu będzie musiał albo po raz kolejny okłamać Mistrza, albo jąkać się jak głupi.
    Wstał i od razu stwierdził, że jest już całkowicie przytomny i ogarnia co w okół niego się dzieje. 
   Poszedł w stronę mostka licząc na spokojną pogawędkę z Mistrzem albo Rexem, ale to, co zobaczył, zdecydowanie nie były uwzględnione w jego planie. Kompletny rozgardiasz, wrzaski, rozkazy, wojskowi biegali w te i we wte.
    - Co się tu stało? - zapytał byłego mentora, gdy udało mu się przedrzeć.
    - Naboo i Tatooine. - odparł szybko Kenobi.
    - Chyba sobie żartujesz! - oskarżył Mistrza.
    - A czy ja wyglądam jakbym żartował?
    - Ale za to bardzo dobrze udajesz. - przypomniał Anakin.
    - Teraz nie udaję! Lecimy na Naboo. Wiem, że chciałeś odpocząć, ja też, ale takie rozkazy.
    Skywalkerowi jakoś smutno z tego powodu nie było. Doskonale wiedział, że zastanie tam Padme, więc nie będzie czuł wyrzutów sumienia, że wróci później niż w ostatnich godzinach planował.
    Z jakiegoś powodu nie wytrzymał i wybuchnął gromkim śmiechem. Tatooine zaatakowana przez Separatystów? Ma pomagać okrutnej przeszłości? Dla niego to jakiś śmieszny, nierealny sen. Jego wesoła pobudka była wytworem jego wyobraźni. Nadal spał.
   - A Tobie co tak wesoło? - zdziwił się Kenobi.
   - Bo chce się obudzić z tego paranoicznego snu. - młodszy Rycerz Jedi śmiał się co raz głośniej.
   - Ucisz się. - poprosił groźnym tonem starszy. -To nie sen.
  - Błagam, nie Tatooine. Drwicie sobie ze mnie czy jak?
   - Anakinie, nie! - Obi-Wan chwycił go za ramiona i potrząsnął nim. - To jest prawda! Rozumiesz? Nikt sobie z Ciebie nie drwi! Musisz sobie jakoś poradzić z przeszłością w takiej postaci. Przykro mi, że los plata Ci takie figle.
   - Ty, nie jesteś niczego świadomy. - odparł.
    Naprawdę tylko Padme mogła go wesprzeć bo powiedział jej co zrobił, ona jedyna wiedziała co się stało, co go gryzie, z czym musi sobie poradzić.
**********
    Słońce wyłaniało się zza horyzontu, powoli budząc się ze snu i wchodząc na swoją zmianę zastępując księżyc.
    Na Naboo dopiero nastał nowy dzień, który miał być normalny; zwyczajny, ale w tych czasach przypadki chodzą po planetach. Parę dni wcześniej Separatyści, bez ostrzeżenia, zajęli planetę i wysadzili na jej powierzchni wiele osobników, różnych ras, zakutych w kajdany. Pochodzili oni z Tatooine. Zostali wmieszani w lud  Naboo więżąc ich w obozach. Pałac został zajęty, ale królowa nadal tam została wraz ze świtą. Lecz nikt poza murami budowli nie wiedział co się tam dzieje...
    Padme Amidala, wpływowa Senator w Senacie Galaktycznym i potajemnie żona Bohatera Republiki, Anakina Skywalkera, przylatując na Naboo miała nadzieję na odpoczynek w gronie rodziny daleko od wszystkich kryzysów, korupcji, wojny. Z ostatnim punktem niewiele się udało - nawet w ojczyźnie znalazła byłą królową. Miało to jakieś plusy: droidy, o dziwo, nie rozpoznały jej i nie zaprowadzili ją w inne miejsce, jak na przykład; do pałacu, czego zdecydowanie żałowała. Nie miała pojęcia co zrobili z królową, jakie - prawdopodobnie - warunki jej stawiali. Przez tę niewiedzę, strach zżerał ją od środka.
  Co powie Anakinowi, gdy wróci, a jej nie będzie?Oczywiście, pewnie dostanie jakieś powiadomienie o ataku na jej rodzinną planetę, ale skąd mogła mieć pojęcie kiedy je otrzyma.
    - Amidala. Senator Amidala. - zwrócił się do nich droid.
  Była pewna, na sto procent, że ją znaleźli. Jej spokój minął. Czekało jej jeszcze większe niebezpieczeństwo niż wcześniej.
  Wstała z twarzą niewyrażającą żadnych uczuć. Tyle przeszła, nadal żyła, nie bała się. I tak wcześniej czy później. Każdego czeka śmierć. A ona się jej nie obawiała. Umierała każdego dnia, od jednego momentu...
    - Pójdziesz z nami. - rozkazał.
   - Przecież wiem. - mruknęła poirytowana. Uśmiechnęła się do siostry. Nie chciała aby się o nią martwili. To zbędne, za dużo niebezpiecznych przygód przeżyła, żeby obawiać się kogokolwiek z Separatystów, nawet jeśli był to v-ce król, który tuż przed Wojnami Klonów przygotował dla niej specjalne zamachy, z czego, ku jego oburzeniu, wyszła cało.
    Prowadzili ją przez labirynt ulic. Mimo ataku z zaskoczenia nic nie ucierpiało. Wzdłuż płotów ciągnęły się zadbane, zielone żywopłoty. Kwiaty rozpylały wokół swą woń. Taki piękny dzień, które na Naboo były normalnością i nigdy się nie nudziły, a im przyszło być więzionym i atakowanym.
   Pani Senator zauważyła, że idą drogą, którą najszybciej można było dostać się do pałacu. Dokładnie ją pamiętała i w duszy była trochę radosna. Wreszcie będzie mogła przestać zastanawiać się nad sytuacją w wewnątrz pałacu. Czy królowa nadal żyje.
   Gdy weszła do sali tronowej kompletnie ją zamurowało. Zobaczyła tam Grievousa. Nie spodziewała się go, zwłaszcza po tym, jak wraz z Gunganami uwięziła go i upokorzyła.
     - Droga Pani Senator, mamy do omówienia pewną sprawę. - powitał ją.
     - Słucham. - odpowiedziała miło.
    - Gdzie pani schowała swój komunikator, którym pani wezwała Republikę mimo zablokowania wszystkich połączeń?
     - Są tu? - zdziwiła się
     - Gdzie? Było wszystko dopilnowane. Jak zwykle popsułaś wszystko. Pytam ostatni raz: gdzie? 
     - To nie ja. Oddałam wszystkie urządzenia, które miałam ze sobą.
     - Widocznie nie wszystkie.
  Generał odwrócił się i jej oczom ukazała się znajoma postać. Clovis.
    - Radzę Ci mówić szybciej.
    Chytry uśmiech byłego kochanka przekonał ją, iż to on zorganizował to wszystko. Ale... to było dziwne. Chciał się zemścić czy potajemnie się zrehabilitować Republice mimo roli wtyczki?
    - To nie ja, ale...
    - Dość! To Ty! Łżesz! Zabrać ją! Za karę wyciągniemy z Ciebie informacje brutalnym sposobem. Gdyby nie Twój upór, rozmawialibyśmy spokojnie, bez żadnych krzywd. Pamiętaj, że sama sobie sprawiłaś ból.
*********
    - Jeden z naszych komandosów, zdobył listę wszystkich mieszkańców Tatooine, które należą do Jabby, ale przez Separatystów nie mogliśmy od tak sobie o nią poprosić. - przedstawiał dalej swój plan Obi-Wan. - Trzeba będzie ich przegrupować tak, aby byli mieszkańcami miast lub wiedli życie w ich okolicach. Ja i Anakin zajmiemy się Mos Eisley oraz Mos Espą. Prawdopodobnie Separatyści planują dla nich coś specjalnego.
   Anakin miał ochotę otworzyć usta i wytrzeszczyć oczy. Nie mógł uwierzyć w co go wpakowano. Jeszcze te dwa miasta... wyczuwał spisek przeciwko niemu. Jakby specjalnie chcieli, by zmierzył się dawnymi czasami, on natomiast  wręcz przeciwnie. Nie to, że się bał, i tym podobne, tylko nie chciał wracać. To, co się stało po śmierci matki... nie umiał wygrać z czymś co jest niewidoczne. Starał się, ale to, nawet dla Anakina Skywalkera, zbyt wiele.
   - Stang! - Nie wytrzymał i uderzył pięścią w odpowiednie miejsce panelu, dzięki czemu nic nie zepsuł. - Za co?
   - Generale, nie chcę być niemiły, ale wydaje mi się, że to pytanie powinien pan zadać Separańcom. - wtrącił Rex, Kapitan 501 Legionu, który często towarzyszył Wybrańcowi na wojnie.
   - To jest bardziej zagmatwane. - powiedział Kenobi.
   - Rozumiem. - odparł z szacunkiem żołnierz.
   - Gdzie są? - zapytał Skywalker.
   - Są przesiedlani. Zwiadowcy nadal obserwują. - poinformował były mentor.
   - Trzeba poinformować Gunganów. - zauważył Cody.
   - Ja to zrobię. Spotkałem parę razy Bossa Lyonie. Będzie lepiej jak spotka zaufaną osobę.
   - Anakinie... - zaczął starszy, ale młodszy od razu mu przerwał.
   - No, czyli decyzja podjęta.
    I ruszył w swoją stronę, a reszta została.
   - Co mu się stało? - zdziwił się Rex.
   - Przeszłość. - przypomniał Kenobi.
    Rex miał ochotę pacnąć się w czoło. Zapomniał o informacji, która mówiła o przeszłości Generała. Być może zapomniał o niej dlatego, że nie zamierzał tego rozpowiadać na prawo i lewo. Bez względu na to, jaki okrutny rozkaz będzie musiał wykonać nie zamierzał skrzywdzić osoby, której ufał. Anakin dbał o swoich żołnierzy. Wśród klonów krążyły opowieści o Kalu Skiracie. Rex zdecydowanie twierdził, że ta dwójka, to najlepsi ludzie w galaktyce. Tylko oni umieją tak oddać się swoim kompanom.
    - Zaczniemy się zbierać. - postanowił i zmierzył ku hangarowi.
**********
    Gdziekolwiek w mieście by nie poszli, słyszał o Wojnie, ale nigdy nie sądził, że ta okrutna rzeź dotrze do takiej planety jak Tatooine. Niektórzy z więźniów twierdzili, że ma to coś wspólnego z Jabbą, który z Separatystami naraził się na wzajemny gniew i, że wydarzenie zaczynające ten cały spór miało miejsce dwa lata wcześniej.
    Owen Lars, farmer wilgoci na obrzeżach miasta Mos Eisley, nie chciał się mieszać w żadne konflikty; był spokojnym człowiekiem; ale nie oznaczało to, że nie chciał być bezpieczny. Pragnął prowadzić spokojne życie w gronie i miłości rodziny. Nie sądził, że szybko zapomni o tym wydarzeniu, zwłaszcza wtedy, kiedy będzie ono długo trwać.
    Nie znajdowali się w dogodnych warunkach. Cały czas byli pod presją, że podejdzie do nich osobnik groźnej rasy i będzie tak głodny, że będą musieli mu oddać swój jedyny posiłek, a oni sami, niechętnie, przejdą na dietę.
    Z żoną i innymi mieszkańcami Mos Eisley zostali  zmieszani z obywatelami Mos Espy. Owen przez długi czas nie mógł znaleźć nikogo znajomego, ale w końcu mu się udało. W jednym miejscu siedziała piątka nastolatków wraz ze starszą kobietą. Młodych pamiętał ze ślubu ojca i macochy, a starsza kobieta... to widocznie musiała być Jira, starsza kobieta, której Anakin pomagał, gdy Jedi jeszcze go nie zabrali. "Matka" często opowiadała o Jirze, ale nie sądzili, że tyle lat przeżyje.
    Odruchowo dotknął kieszeni.
    Nadal je miał. 
    Z ulgą wypuścił powietrze z płuc.
  Usłyszał kobiece krzyki, po czym odszukał źródło  cierpiącego wrzasku. Kasztanowe włosy kobiety były rozczochrane, piękna sukienka, pewnie przez wyszarpywanie się, nadawała się na szmaty.
  Nie miał pojęcia za co na to zasłużyła, ale wychodziło na to, że nawet jeszcze z nią nie zaczęli.
    "Więźniarka" - jeżeli można było ją tak nazwać - podniosła głowę i ukazała się jej twarz.
    To była Padme!
**********
    Zdecydowanie wolał już iść do Gunganów, ale miał świadomość, że tak czy siak będzie musiał pomóc Obi-Wanowi, chyba że sprawa z wodną rasą się przedłuży - wtedy on niewiele będzie mieszał się do zadania, które mu powierzono, o co się zresztą modlił. Nie sądził, że kiedykolwiek odmówi takiej służby, a zamiast tego zechce zostać chłopcem na posyłki, co zawsze przeklinał.
    Wyleciał z hangaru swoim myśliwcem Delta 7 i skierował się w stronę lasu znajdującego się niedaleko jeziora, gdzie ukrywali się Gunganie w mieście Otoh Gunga. Potrzebny mu był Jar Jar, ale  nie mógł się z kontaktować ze swoim niezdarnym przyjacielem. Miał nadzieję, że nie uciekli jeszcze do świętego miejsca. Nie miał zamiaru szukać ich po całym lesie, nie pamiętał drogi, którą podążał dwanaście lat wcześniej i nie zwracał na nią uwagi.
    Moc zdecydowanie towarzyszyła w tamtym momencie Skywalkerowi. Gunganie dopiero co  wychodzili z naturalnego zbiornika wody.
    Wylądował jak najszybciej, pozostawił statek pod opieką R2 i pobiegł w stronę Jar Jara i bossa Lyonie
    - Wasza wysokość. - ukłonił się z szacunkiem Jedi.
   - Generale Jedi. - zwrócił się do niego wódz Gunganów.
   - Przybyłem z pomocą i mam nadzieję, że Twoja armia ponownie zjednoczy się z WAR w obronie Naboo. - powiedział Rycerz Jedi.
   - Dlatego nasza czekać na wasza z niecierpliwością. - poinformował go Lyonie. - Jednak nasza musi się bezpiecznie ukryć i zabrać to, co dla nasza ważne. 
    - Oczywiście. Pomogę wam. -zaoferował.
    W duchu wręcz skakał z radości.
**********
  - Królowo! - krzyknęła na widok władczyni wchodząc do sali tronowej.
  - Pani Senator! - odpowiedział jej radosnym tonem v-ce król Federacji Handlowej. - Jak się cieszę, że obdarzyła nas pani swoją obecnością! 
   - V-ce królu, skąd ta uprzejmość? - zapytała z ironią.
  - Ale chyba nie będziemy się, teraz, niepotrzebnie sprzeczać? Grievous podejrzewa swoje. - Machnął lekceważąco ręką. - Ukaranie Twojej osoby należy do moich przyjemności. Nie będziesz cierpieć tylko za to przeszkodzenie, ale też z powodu przeszłości. Skoro mam już Cię nareszcie w swoich sidłach, mogę zacząć działać, prawda? Przygotowałem dla Ciebie niespodziankę i to nie jedną. Clovis, - zwrócił się do swojego pomagiera - zaprowadź panią Senator, gdzie trzeba.
    - Oczywiście. - zgodził się i wypełnił polecenie.
    Padme myślała, że zwróci swój niewielki posiłek , kiedy usłyszała jego głos. Nienawidziła tego człowieka.
    - Jesteś z siebie zadowolony?! - wybuchła, gdy znaleźli się w korytarzu.
    - Nie wiedziałem nic o tobie. - odparł spokojnie.
    - I na to pozwalasz? Czyli nic do mnie nie czujesz? - Kobieta chciała dodać, że ją to raduje, ale on nie dał jej skończyć.
    Odwrócił się gwałtownie po tym, jak jego była kochanka wypowiedziała drugie pytanie.
    - Moje uczucia do Ciebie nigdy się nie zmieniły! - zaprzeczył.
   Zbliżył się do niej, dotknął jej szyi obiema dłońmi. Tak bardzo chciał ją pocałować!
    - Zostaw mnie... - rozkazała groźnym tonem.
   - Nie mam jak Cię uratować i nie jestem tu po to. Mam swoje sprawy do załatwienia i nie dotyczą one Ciebie. Kocham Cię, ale nie ma już dla Ciebie ratunku. Przykro mi, najdroższa.
   Poczuła coś na szyi i miała nadzieję, że to wiatr wkradający się przez małą dziurę w oknie, którą zobaczyła patrząc w jakąkolwiek stronę, byle nie w jego oczy.
    Zbliżył się bardziej.
    - Odejdź ode mnie! Wolę umrzeć niż być dotykana przez Ciebie!
    - Przykro mi, że to mówisz.
    - A mi wcale.
    Zaprowadził ją do znajomych drzwi, jej sypialni. 
    - Żegnaj. - powiedział ze smutkiem.
   Elektroniczne wrota otworzyły się, a ona ujrzała istny koszmar. To nie była jej sypialnia tylko pokój tortur. Widziała dwie misy, w powietrzu unosił się okropny zapach, a po środku, z wieloma pomysłami w głowie, stał kat. Nie mogła uciec, na szybki ratunek nie mogła liczyć, musiała wszystko znosić. Ale czy będzie potrafiła?
    Kazano jej klęczeć przy jakimś pieńku, została rozebrana z ubrań, co było bardzo upokarzające. Skąd miała wiedzieć co chcą jej zrobić?
    Usłyszała dźwięk.
    Bicz.
   Na samym początku zamierzał ją biczować. Najłatwiejsza do zniesienia kara, ale to się dopiero zaczynało!
    Pierwsze dotknięcie - ból.
    Drugie dotknięcie - ból.
    Następne dotknięcia - większy ból i większe przyzwyczajenie.
   Gdy ta "runda" się skończyła, Padme upadła na ziemię i przyłożyła policzek do zimnej posadzki. Czuła ulgę, ale uczucie szybko minęło, kiedy usłyszała kroki i dziwny dźwięk. Później coś niewyobrażalnie gorącego polało jej plecy.
    Wydobyła z siebie bardzo głośny krzyk.
**********
    Zrezygnował z podniesienia jakieś skrzynki, kiedy o jego czaszkę obiło się echo bólu. Obi-Wan to nie był... coś nowego, nie bardzo znanego, wielkiego. Ktoś bardzo cierpiał, chciał go ratować, ale musiał również znaleźć Padme, gdziekolwiek była. Potrzebował jej w takich chwilach chociaż obecnością, niekoniecznie słowami
    - To wszystko. - oznajmił, kiedy doszli do świętego miejsca. Trochę im to zajęło, ale Skywalker wydawał się być zadowolony, w końcu ominęła go jakaś część odbicia przeszłości, ale jego przyjacielowi zdecydowanie nie będzie do śmiechu. Rozkazy wyrażały iż Anakin był potrzebny, a ten zlekceważyli je i bez pytania podążył ku Gunganom.
    - Twoja może zabrać nasza wojowników. - wyraził pozwolenie Lyonie. - Będą wiernie służyć Wasza.
    - Dziękuję, Bossie Lyonie. - Jedi ukłonił się. - Skontaktuje się dowództwem Przydzielą wam miejsce i jedną z kompani żołnierzy-klonów. Ja mam już pomoc Generałowi Kenobiemu. Niech Moc będzie z Wami. - życzył i odszedł do Myśliwca.
    - R2. - zwrócił się do droida. - Leć w stronę wschodniego placyku. Wyląduj trzy, najdalsze, ulice dalej od niego i wróć na krążownik.
    Robot spełnił życzenie swojego opiekuna.
*****Parę godzin później*****
    Obi-Wan był zadowolony ze swojego dzieła. Udało mu się z Anakinem, który zdecydowanie nie pajał  do tego zadania optymizmem, zapobiec jakichkolwiek nieprzyjemnych działań wobec niewinnych mieszkańców Tatooine. Zwyczajny dzień ratowania galaktyki był już prawie za nimi, ale podczas wojny nie można chwalić nic przed zachodem słońca. Jak na razie szło im dobrze, lecz Kenobi miał świadomość, że jeszcze wszystko może się zdarzyć, zwłaszcza mówiąc ogólnie. Nigdy do takiego czegoś się nie mylił, wręcz wiele razy takim myśleniem wykrakał i w tamtym momencie wcale nie zdarzył się wyjątek. Obi-Wan zdecydowanie musiał się nauczyć "wypluwać" myśli. Nigdy nic dobrego z tego nie wychodziło.
    - Generale. - Podszedł do niego Cody. - Udało nam się uwolnić jedną z grup ludności Naboo. Tam... okazało się, że tam - poprawił się. - była rodzina pani Senator Amidali. Podobno była tam z nimi, ale droidy znalazły ją i zabrały. Prawdopodobnie do pałacu. Tam dalej jest królowa. Ją też trzeba uwolnić. Pewnie jest zmuszana do podpisania jakiegoś paktu.
   - Też tak sądzę. Właśnie czekam na zwiad. Obmyślimy plan uwolnienia królowej. Myślę, że zabrano tam Senator z przyczyn podobnych do tych sprzed parunastu lat. - odpowiedział Jedi.
    - Zgodzę się.
    - Idź odpocząć, czeka nas wiele pracy.
    - Dobrze. - zgodził się Komandor i zostawił swego dowódcę samego, ale nie na długo. Po paru minutach, wraz ze zwiadowcami, przyleciał kanonierką Anakin.
    - Zaproponowałem chłopakom, że ich podrzucę.  - oświadczył z uśmiechem na twarzy.
    - Jakie wieści.
    - W ciągu paru godzin obserwacji niewiele się wydarzyło, ale widzieliśmy senator Amidalę. Miała na sobie potarganą suknię i wierzgała się próbując uwolnić się od droidów. Została wprowadzona do pałacu, następnie widzieliśmy ją przez okno. Szła z jakimś mężczyzną, później weszła do pokoju, a po paru minutach usłyszeliśmy krzyk.
    - Facet potem wyszedł i jakiś inny go wołał. Nazwał go "Clovis". - wtrącił drugi.
   - CLOVIS?! - powtórzył Anakin. Miał ochotę coś rozwalić, najlepiej całe miasto i torturować byłego kochanka żony. Miał się nigdy nie pojawić, a nagle jest na Naboo z Separatystami. Zaprowadził Padme do jakiegoś pokoju... z którego dochodziły ... k r z y k i! - Trzeba szybko interweniować! - postanowił.
    - Najpierw plan. - przypomniał były Mistrz.
    - Ale... - urwał. Nie mógł znowu tak robić, bo znowu byłoby to podejrzane. Postanowił spróbować zachować zdrowy rozsądek, co dla Anakina Skywalkera to BARDZO rzadki wyjątek. - Dobra. - zgodził się jednak.
**********
    Jej ciało z impetem dotknęło betonowej posadzki. Zabolały ją bardziej wszystkie kości i rany jakie odniosła w karze, praktycznie, za nic. Zaczęła coraz bardziej uważać, że albo Separatyści albo Grievous jest głupi. Przecież Jedi mogli dowiedzieć się tego w każdej sytuacji, ta cisza planety za długo trwała, by nikt nigdy nie spostrzegł o co chodzi. Po za tym, to był Clovis. Znała ten jego wzrok. Tylko zastanawiała się; dlaczego? Niby już trochę rozszyfrowana jakiś schemat, ale czy była pewna jego wiarygodności? Czy on naprawdę kombinuje coś co nie ma sensu? Chyba, że robi coś dla swoich celów nie stojąc po żadnej stron... nie, to nie miało sensu... nie wszystko... ostatnia myśl. Jak każdy posiadał swoje priorytety.
    Gunray zdecydowanie wybrał moment, by ukarać ją za dawne unikanie śmierci, którą miały spowodować wszystkie zamachy na jego polecenie. I tak się nie dała i miała nadzieję, że również tak będzie, ale to, ile zniosła podczas tortur... nie miała już po prostu na nic siły. Czuła, że jest z nią gorzej niż powinno. Wzięła pod uwagę także, iż ostatnio nie czuła się za dobrze, czy to miało jakiś wpływ? Byle jakie, prawdopodobnie, przeziębienie?
    Nie ufała swojemu słuchowi. Szumiało jej w uszach i niewiele ogarniała. Chciała mieć święty spokój, ale odgłosy dochodzące zza ścian nie dawały jej tego błogosławieństwa.
     Powieki powoli opadały mając nadzieję, że ich właścicielce spodoba się ten pomysł, ale okazało się, że było wręcz przeciwnie. Miała ochotę poddać się snu, ale nie dawała rady już się tak trzymać. Jednak pozwoliła sobie na drzemanie. Kosztowało ją to wysiłek, co oznaczało, że zbytnio nie mogła odpocząć.
    Drzemanie nie potrwało długo. Po paru minutach co raz mniej dochodziło do niej dźwięków, odprężyła się czując spokój i pragnęła tak zostać przez jeszcze dłuuugi, dłuuuugi czas. Przestały ją boleć oparzenia i rany, lecz nadal nie pragnęła zobaczyć się w lustrze, bała się swojego odbicia, swego ciała i oszpeconej twarzy (Kat jej nie oszczędzał).
    - Padme. - powiedział znajomy głos, którego jej brakowało. Tak się cieszyła, że właśnie taki sen ją nawiedził!
    - Padme. - powtórzył. - Padme... proszę Cię, otwórz oczy...
    O czym on mówi?, zapytała we śnie samej siebie.
    - Padme, to ja Anakin. Nic Ci nie będzie, zajmiemy się Tobą. - potrząsnął nią przez parę chwil, co spowodowało, że wróciła do rzeczywistości.
    Otworzyła gwałtownie oczy. Przestraszyła się, że znowu przeżyje piekło.
    - Padme...
    To... to naprawdę on!
    - A-Anakin? - zapytała niepewnie. Skąd była pewna, że to nie wybryk jej mózgu?
    - Taak. - odparł. - C-co... - zająknął się.
    Nie dotykał materiału sukienki, lecz większej mierze nagiego ciała, które było pokrwawione i przepełnione nieprzyjemnymi plamami zaschniętej krwi, sińcami oraz coraz mniej krwawiącymi ranami.
    - Zabiorę Cię stąd. Wyleczą Cię. - obiecał i zabrał się do ostrożnego wzięcia jej na ręce, by móc ją stąd wynieść.
    - Gdzie... - próbowała zapytać.
    - Ciii... - uciszył ją.
    Ona objęła go i przymknęła oczy czekając, aż ktoś się nią zajmie.
*****[Trzy dni później, Naboo]*****
   V-ce król Gunray nadal był ścigany przez Republikę za swoje czyny, natomiast  na Tatooine Separatyści nadal bawili w podchody. Generałowie Jedi szybko rozszyfrowali całą tę sprawę stwierdzając iż ma to trochę większy sens, ale nie mieli dokładnie pojęcia co te dwie planety miały ze sobą wspólnego... bohatera? Przecież nie mogło im chodzić o Anakina, bo co on zawinił na dwóch planetach i wszystkim Separatystom? Większe prawdopodobieństwo spoczywało na zemście lub jakiś nikczemnych planach w wygraniu wojny... na co była im potrzebna piaszczysta planeta? Bo przebywa i rządzi nią Jabba? Myślą
    Neimoidianie nadal znajdowali się na oblężonej planecie wraz ze swoimi poplecznikami, lecz nie mieli jak uciec z zajętego świata ponieważ był bardzo strzeżony przez WAR, ale ukrywali się gdzie popadnie, mając pewność, że uda im się wydostać. Możliwe, że żyli w błędzie.. Jedi już paru wyłapali, a reszta to tylko kwestia czasu. Rycerze Republiki co parę godzin wyruszali na poszukiwania, jednym z nich to Anakin Skywalker. Jak na razie nic nikogo nie udało mu się schwytać, więc wrócił z niczym. Denerwowała go ta bezczynność.
    - Nic. - zameldował.
   - Droidy zbierają się na północy. Zbierz żołnierzy, wyruszysz za pół godziny. - polecił mu Mace Windu, który przybył przed dwoma dniami.
   - Dobrze. - zgodził się i poszedł szukać Rexa.
   W czasie drogi zauważył, że jeden z żołnierzy próbuje zatrzymać jednego człowieka z Tatooine, który próbował się dostać na strefę zakazaną. Nie żeby byli gorsi, przebywali w miejscu gdzie znajdowało się coś na kształt bazy. Nie chcieli, żeby pojawiły się jakieś komplikacje i urazy, broń nie jest dla wszystkich i nie każdy widzi ją na co dzień.
    Owym człowiekiem był... Owen Lars. Jego przyrodni brat... tylko po co mu było przedostanie się na "drugą stronę"?
   - Żołnierzu. - zwrócił się do klona podchodząc do nich. - Mogę Cię prosić o to byś dał mi to załatwić? Myślę, że się dogadamy. - stwierdził.
    - Oczywiście, Generale. - odparł żołnierz i odszedł.
    - Owen, przecież wiesz, że tam nie można. - powiedział Anakin.
    - Masz rację, ale muszę Ci coś ważnego przekazać. - odrzekł Lars.
    - To znaczy?
    - Widzisz, gdy podlecieli obok naszej farmy, w ostatniej chwili udało mi się zdobyć najważniejszą rzecz mamy. Na pewno by chciała, żeby znalazło się to w twoim posiadaniu. Kiedy byłeś na Tatooine... nie było czasu byś to wziął. - Przyrodni brat wręczył mu materiałowy woreczek. Czuł, że jest w nim parę przedmiotów. - To mniejsze nośniki.
    - Co w nich jest?
    - Pamiętnik matki. Robiła go dla ciebie.
    - Gdzie Cliegg? - zadał kolejne pytanie po chwili milczenia - Chcę z nim porozmawiać.
    - Nie żyje. Umarł cztery miesiące temu.
   - Rozumiem, przykro mi. Dziękuję za to, że przekazałeś mi to. To wiele znaczy. Może później porozmawiamy. Mam bitwę na głowie, swoje obowiązki w tej wojnie.
    - Oczywiście.
   - Dziękuję Ci... za te wszystkie lata... kiedy mnie nie było przy mamie. Chciałem ją uratować, obiecałem jej to... cieszę się, że miała was, że nie została sama. Zastąpiłeś mnie w jakieś sprawie, ale obaj wiemy, że mamy swoje miejsca w jej sercu. Nie wiem co się z nią działo, nie było czasu by o tym porozmawiać.
    - Mama byłaby z Ciebie dumna. - zapewnił Owen.
   - Mam nadzieję. - odpowiedział zamyślony Skywalker. - Na razie. - pożegnał się i odszedł zapatrzony w woreczek.
    Nie mógł tego zostawić przy sobie. Od razu by mu zabrano, ponieważ nie wolno mu posiadać, ale mógł to schować... spojrzał przed siebie i zobaczył idącą Padme w stronę swojej rodziny. Nie miał pojęcia skąd się wzięli jej najbliżsi, ale nie zamierzał wnikać Potruchtał do jak najszybciej i gdy był wystarczająco blisko chwycił ją za przegub.
    Spojrzała na niego zdezorientowana, gdy on błyskawicznie chował jej coś do kieszeni.
    - Schowaj to, gdy wrócimy na Coruscant przy najbliższej okazji to zobaczę. - powiedział.
    - Co... - chciała spytać zdziwiona, ale on przerwał jej jednym słowem:
    - Mama.
    I poszedł przed siebie, nie odwracając się, nie patrząc w tył i zostawiając ją zbitą z tropu.
    Jej samej trudno było mu spojrzeć w oczy. Bała się... że znowu zgubi coś, co dla niego jest ważne.
**********
    Jedi już złapała paru ukrywających się Separatystów, a reszta to tylko kwestia czasu. Rycerze Republiki co parę godzin wyruszali na poszukiwania. Nadeszła kolej na Anakina Skywalkera. Nie musiał wcale czekać. Jego ofiara sama się zjawiła.
    Rush Clovis.
    Były Padawan Obi-Wana Kenobiego zeskoczył z dachu zaskakując swojego rywala.
   - Jesteś hipokrytą. - przywitał byłego kochanka żony. - Najpierw twierdzisz, że ją kochasz, a później pozwalasz na jej tortury. Bardzo inteligentne, Clovis. - pochwalił.
    - To nie zależało ode mnie! Gdybym mógł, uratowałbym ją. Ja tu mam swoje plany, potrzebuję Separatystów, a oni mnie. Nie mogę zbaczać ze swojego kursu. Przeżyłaby. Wiedziałem, że nadejdzie pomoc, ale to nie oznaczało, że nie mam swoich planów. - tłumaczył się zdrajca.
    - Zginiesz. Gdybym mógł, torturowałbym Cię gorzej.
    - A czy nawet takie słowa nie są wykroczeniem?
    - Niech Cię nie obchodzi wykraczanie zasad Jedi. Robię to co konieczne.

    Za Clovisem stanęli żołnierze i próbowali go skuć, ale ten zaczął się wyrywać.
    - To nie ma sensu. - poinformował go Rex. - I tak skończysz w celi.
    - Skywalker, nie rozu...
    - Zrozumiałem już wystarczająco, uwierz. Zabierzcie go. - polecił żołnierzom.
   Rush jeszcze raz szarpnął, ale nie udało mu się wydostać. Kiedy go wyprowadzili, Anakina przywołał głos Rex'a trzymającego coś w dłoni.
    - Co to jest? - zapytał zdziwiony żołnierz.
   Rycerz Jedi podszedł do kapitana i nagle stanął jakby dobił do muru. Skąd Clovis miał naszyjnik Padme zrobiony przez jej męża?
    - Wiem kogo to jest. Pozwól, że oddam to tej osobie. - powiedział tylko.
    - Oczywiście, Generale. - zgodził się Rex.
*****[Pięć dni później]*****
   Po skończonej bitwie, sprzątaniu planety, przechwyceniu paru Separatystów i przesłuchaniu ich, Anakin Skywalker mógł wreszcie odpocząć. Jeszcze zanim wrócił na Coruscant przeprowadził dość długą rozmowę ze swoim przyrodnim bratem i Beru, spojrzał prosto w oczy starym "przyjaciołom", po czym wsiadł do kanonierki i odleciał na krążownik by udać się do Świątyni Jedi. Niestety nie dane mu było iść do Padme. Obi-Wan w pewnym momencie podróży zaproponował, aby jego były uczeń trochę się zdrzemnął, a gdy pojawili się w Świątyni siedzieli i rozmawiali do dość później godziny, więc nie udał się do domu. Na drugi dzień dostał jaką robotę i znowu musiał spędzić noc w swoim pokoju. Im dłużej przebywał w Świątyni, tym co raz szybciej tracił cierpliwość. Jego żona posiadała pliki pamiętnika Shmi Skywalker.
   Udało mu się. Od południa miał być już wolny. Nikt nie potrzebował jego pomocy, aż do kolejnego wieczora. Ruszył natychmiast do apartamentu pani Senator. Zastał ją gdy wymieniała kwiaty w szklanym wazonie. Sławny polityk robiący zwyczajne porządki w domu, widok - bezcenny.
    - Cześć. - powitał ją kładąc łokcie na oparciu kanapy.
    - Myślałam, że już się nie zjawisz. - wyznała.
    - Gdyby mnie jeszcze gdzieś wysłali, to bym oszalał. Ta cała sytuacja... i te pliki...
    - Są bezpieczne, schowałam je. - zapewniła.
    - Wiem... gdyby Rada się dowiedziała... nie pozwolili by mi.
    - Chcesz teraz...? - zapytała niepewnie.
    Wciągnął parę razy powietrze do płuc i po czym wypuścił.
    - Tak. - zdecydował. - Ale mam do Ciebie jeszcze jedną sprawę.
    - Słucham.
    Wyciągnął z kieszeni kawałek japoru i powiesił go na palcu przed jej twarzą.
    - Powiedz mi, dlaczego miał go Clovis? Był tu przed tym wszystkim? Znowu coś nie tak? Czy... to wszystko... to podchody, że cię tam zostawił...
    - Nie. Annie, słuchaj. Spotkałam go dopiero na Naboo. Miałam ten naszyjnik zawsze przy sobie. Wtedy... jak mnie prowadził. Dotknął mojej szyi. Widocznie ten podmuch wiatru... coś mnie łaskotało w szyję... widocznie musiał go odpiąć i zabrać. Miałam go cały czas. W kajucie... gdy się przebudziłam... nie było go. Szukałam, spytała droida medycznego, nic nie było. Myślałam nad "pokojem tortur", ale też nic nie było, wysprzątali. Bałam się, że go zgubiłam. Nie chciałam żeby tak wyszło. - wytłumaczyła.
    - Przepraszam, wiesz przecież...
    Objęła go.
    - Tak. - wyprzedziła odpowiedzią dalszy część pytania. - Przyniosę adaptery.
    Kobieta zniknęła w przejściu do sypialni. On wziął datapad ze stolika i usiadł na podłodze uznając, że będzie mu tak najwygodniej.
    - Proszę. - podała mu adaptery. - Zostać z tobą czy wolisz sam?
    - Rób co chcesz. Nie zmuszam cię do niczego.
    Postanowiła zostać.
   Odtworzyli pierwsze nagranie. Przed ich oczyma pojawiła się uśmiechnięta Shmi Skywalker. Anakin miał ochotę płakać, tylko nie wiedział czy ze szczęścia czy ze smutku. Nie miał pojęcia co zobaczy na następnych nagraniach, o czym mu opowie, ale słuchał i patrzył uważnie. Była taka wesoła i szczęśliwa, mimo że została sama, a jej syn odleciał na Coruscant aby szkolić się na Rycerza Jedi. Przekazała o tym co się dzieje, co u jego przyjaciół, że dowiedziała się o Qui-Gonie i martwi się o swojego syna, nie mając pojęcia, że miał dobrego Mistrza.
   Na innych zaś opowiadała na przykład o swoim ślubie, był również pokazany, później gdy mieszkała na farmie Larsów, gdzie w tle czasami przewijał się Cliegg i Owen. Również czasami coś dodali od siebie.
    Ostatnie nagranie przedstawiało ostatni dzień przed jej zniknięciem.
   Po skończeniu nie mógł się dostatecznie otrząsnąć. Z każdym nagraniem było mu coraz trudniej znieść jej braku w świecie żywych, ale bardzo żałował kiedy wszystko już obejrzał. Chciał więcej, bo wiedział, że to raczej nie jest wszystko. Wiedział co się mniej więcej u niej działo, lecz chciałby to widzieć na własne oczy. Wszystkie te lata...
    - Która godzina? - zapytał nagle swojej żony.
    - Po pierwszej w nocy. - odparła drżącym głosem.
   - Teraz wiem... wiem co się mniej więcej się u niej działo, ale nie wszystko. Najważniejsze jest jedno. Te wszystkie luki... wypełniłem przeszłość.
___________________________________________
Dzień dobry! Jak mijają wam wakacje? :*
Jest napisane, że nie dodaję ROZDZIAŁÓW, nie "postów".
Jak wszyscy wiecie, udało się nam! Udało nam się przenieść premierę! Siła internetu i fanów! Możemy sobie pogratulować! :D 
Pisałam to przez każdy wolny czas, większą połowę. Niestety miałam trochę problemu z dawnym telefonem, plus nowy prawie rozwalił mi kartę pamięci dając do niego... jakieś dziwne pliki i blokując foldery, ale się udało to usunąć na starym telefonie, który jeszcze jakoś się trzyma. One-shot byłby wcześniej, gdyby nie to, że w obawie iż wszystkie 650 ileś piosenek szlag trafi, przerzuciłam je na kompa, a później od wieczora poniedziałku, aż do 12 rano wtorku musiałam przerzucać je z powrotem po 3, gdzie, w między czasie, występowały błędy, tak więc... było trochę roboty.
Parę zmian się w te wakacje nawinęło, problemów i innych przeżyć, które, niestety, to te niemiłe. Całe szczęście, że mam "przy sobie" Melonika ♥
Jestem dumna z tego one-shota pod względem składni. Oceniło to parę osób i stwierdziło, że odpowiednie. Co do treści... jak pewnie widzicie... są niedociągnięcia, ale tak ma być. Jeżeli macie pytania, to... postaram wymyślić coś aletrnatywnego na odopowiedź :)
Zastanawiam się nad zmianą nazwy, wow. Dodanie coś z Ewokiem. Ewoki ostatnio mnie od siebie uzależniły. Macie jakieś propozycje?
Kiwi Ewok?
Mroczne Kiwi z gangu Ewoka?
Mroczne Kiwi (Ewok)?
Poproszę o pomoc :D :*
A, no właśnie. Doszukaliście się czasu? Przyjżeliście się dokładnie? Jak nie, to od razu mówię. Rozmowa Anakina i Owena odbywa się, dokładnie, 4 miesiące po śmierci Cliegg'a :P Ha! Mówiłam, żeby szukać? nie piszę tam "dokładnie", bo chciałam tu dodać, jakbyście mieli problem.
Zdj. na górze to art Wiktorii na moją prośbę, za co bardzo jej dziękuję.
Dobra, ja lecę, wesołych JESZCZE wakacji! I oby się nie kończyły! Haha :D

NIECH MOC BĘDZIE Z WAMI! ♥     

niedziela, 28 czerwca 2015

Rozdział 105


                                             ~~Obozy na Naboo~~

   5 dni po przejęciu planety przez Separatystów. Rodzina Naberrie
    To było... straszne? Dziwne. Kompletną paranoją?
   Nie.
   To była wojna, a dokładniej Wojny Klonów.
   Ruwee nie mógł uwierzyć w jakich czasach przyszło mu żyć. Każdy widział, jak Republika powoli upadała, ale mimo wszystko się trzymała, a ten fakt dawał mu wielką nadzieję i opłacało się. Mocno wierzył, że rząd przyśle jakiś ratunek co wkrótce nastąpiło. Może czas dłużył się w nieskończoność, ale jakby teraz na to wszystko popatrzeć, to wcale nie było tak długo. Jak na taką blokadę, szybko im to zajęło.
   Skąd wiedział o wielkiej powadze sytuacji?
   Droidy nie uważały na to czy ktoś usłyszy jak rozmawiają czy wymieniają się rozkazami. A może właśnie chcieli, by mieszkańcy wiedzieli, jak bardzo są uwięzieni i kiedyś wreszcie będą musieli się poddać, bo królowa tak długo nie pociągnie? Nie był tego pewny. Twierdził, że ponownie im się to nie uda. Znowu mieli bardzo młodą królową, ale nie sądził, że dziewczyna podda się tak łatwo. Brała przykład z jego córki, bo było warto. Padme była dla nich symbolem walki, bo pokazała, że uda im się pokonać wojsko federacji oraz by pojednać się z Gunganami, wystarczą dobre chęci.
   Wielu mieszkańców sądziło, że to właśnie blokada trzynaście lat temu była najgorszym okresem w ich życiu, ale gdyby się porządnie przyjrzeć to właśnie teraz jest o wiele gorzej. W tym momencie nie będzie tak łatwo, ale jego córka zrobi wszystko, by tylko uwolnić swą ojczyznę z rąk najgorszych w galaktyce osób.
   Doceniał jej starania, ale nadal był rozdrażniony tym, co zrobiła. Nie powinna się tak zachowywać. Matka z córką najpierw były zafascynowane Anakinem, ale jak spełniły się ich wygłupy, to był już problem nie mówiąc o tym, że ukrywała to przez trzy lata. Powaga sytuacji była taka, że chłopak mógł wylecieć za ich głupie pomysły, ale również sam sobie był winien. Zgodził się, jak nie zaproponował tego. Patrząc na wiadomości z HoloNetu... po nim jednak wszystkiego można było się spodziewać. Nie hamował się przed wieloma rzeczami, ale był w pełni oddany klonom i nie chciał by ginęli nawet, jeśli byli do tego stworzeni. Separatyści perfidnie wykorzystywali ten fakt.
   - Republika zaczyna atakować. - powiedział w pewnej chwili jeden z droidów do drugiego. Nie umknęło to uwadze starszego człowieka. Planeta nie mogła długo zostać w rękach Separatystów. Pomoc Republiki była nieunikniona.
   - Słyszałeś słowa szefa? Podobno Republika próbuje się odbudować. - odpowiedział drugi.
   - Nie uda im się to. - odparł pierwszy z wielką pewnością.
   To były tylko droidy, po za tym strasznie głupie i Separańców. Ufanie im słowom nie było rozsądne. Nie mieli racji i ojciec byłej królowej Naboo dokładnie o tym wiedział. Jego nadzieja tkwiła w Republice, która trochę się zmieniła, ale wiadomość o tym, że próbują przywrócić dawną świetność była bardzo podnosząca na duchu. Jeżeli chodzi o tę informację, to im wierzył. W resztę  - w ogóle.

                                                  ~~Ahsoka~~

   - Musimy oczyścić pałac jak najszybciej. - powiedziała dziewczyna. Jeszcze wiele droidów znajdowało się w budynku, a oni za wolno sobie radzili. Na zewnątrz Separatyści przysłali wsparcie, dlatego musieli czekać aż Aayla Secura przybędzie ostatecznie główny plac. Droidy, które tam lądowały od razu wchodziły do pałacu, więc odbicie reszty pomieszczeń było jeszcze trudniejsze.
   - Staramy się, Komandorze. - odpowiedział spokojnie Fives.
   - Wiem. - upewniła żołnierza. - Problem jest w tym, że Separatyści nie dają za wygraną. To będzie o wiele trudniejsze niż inne bitwy, nawet jeśli znowu mamy walczyć z tymi głupimi robotami.
   - Pod twoimi rozkazami na pewno nam się uda.
 Jego wiara naprawdę ją ucieszyła. Nie wyobrażała sobie Legionu 501 bez niego, Rexa i Corica oraz nie mogło się odbyć bez Cody'iego.
   Dziewczyna uśmiechnęła się do niego promiennie. Był dobrym człowiekiem. Nie ważne co inni myśleli o żołnierzach, dla niej zawsze będą osobami, na których można polegać nie tylko na polu walki.
   Zza rogu wydobył się dźwięk strzału i zaraz po tym przed oczami przeleciała czerwona smuga.
   Dziewczyna po raz kolejny włączyła miecz świetlny i pognała przed siebie, a jej celem było zniszczenie tych paru droidów. Nie umiała określić czy to te, które przed chwilą weszły nieproszone, czy te, które tkwiły tu dłużej. W sumie, to nawet nie miało znaczenia. Po co miała się przejmować czymś bezsensownym? Ważne było ich zniszczenie i to jak najszybciej. Nie mogli się już tam długo cackać. Apailana potrzebowała schronienia, a wraz z nimi, mieszkańcy Naboo. Tylko w dobrze strzeżonym pałacu mogli czuć się bezpiecznie. Oczywiście Ci z innych miast mieli zapewnioną pomoc Bultar w innym punkcie. Z Theed i okolic mieli opiekę na głównym placu. I tak będzie.
   Padawanka usłyszała dalekie, ciężkie kroki stąpające w równym rytmie. Nadchodziły kolejne.
   - Idźcie pilnować najbliższego wejścia. - poleciła paru żołnierzom i pognała z resztą dalej.
   - Ahsoka. - odezwała się w komunikatorze Atari.- Mistrzyni Secura jest niedaleko. - powiadomiła. - Właściwie, to już są kanonierki.
   - Dobra. Ja biegnę dalej. Skontaktuję się jeszcze z Sio Bibble, jak sobie radzą. - odparła i zrobiła to, co postanowiła.

                                                 ~~Padme~~

   Po raz drugi w życiu stanęła na żywo twarzą w twarz z młodą królową. Była niższa, jej twarz była niewinna i młoda. Miała oczy pełne strachu i obawy. Widać, że nie chciała uciekać, ale nie miała innego wyjścia. Całe szczęście, że teraz mogła liczyć na lepszą Republikę, która się zmieniała na dobre z każdą godziną.
   - Królowo. - ukłoniła się Naberrie.
   - Pani Senator. - odwzajemniła ukłon Apailana. - Tak dobrze cię widzieć!
   - Republika działa. Pałac zaraz zostanie odbity i będziesz mogła tam wrócić i być bezpieczna. Twoja służka już tam idzie. Naszym zadaniem jest Cię tam dostarczyć. My wysiadamy w połowie drogi - poinformowana.
   - Nie boisz się tu być w takim stanie? - zmartwiła się dziewczyna zdrowiem byłej władczyni.
   - Myślę, że lepiej będzie, jeśli przebywam tutaj. Są sprawy, które nie dotyczą jedynie tej planety, a ja jestem w to niestety zamieszana. - odparła Padme.
   - Mam nadzieję, że przejdziesz przez to wszystko żywa i bezpieczna. - wyraziła się dziewczyna. - Nie mam zamiaru mieszać się w te sprawy. Wiem, że nie powinnam.
   - Nie zrozumiałabyś i takie wyjście jest dla Ciebie o wiele lepsze. - zapewniła kobieta.
   - Pani Senator, nie mamy wiele czasu. - przypomniała jej Ekria stojąc prawie na baczność, ale była rozluźniona. Wiedziała, jak ma się zachować. Kulturę miał każdy.
   - Masz rację. - przyznała Amidala. - Chodźcie.
   Kobiety weszły do wnętrza kanonierki, po czym poleciały w stronę Theed biorąc po drodze służbę królowej. Przy granicy miasta, kanonierka obniżyła się by zostawić Senator i dwie Jedi.
   - Co teraz pani zrobi? - zapytał żołnierz-klon.
   - Na pewno coś co ułatwi wam pracę. Spokojnie, wiem doskonale co trzeba począć. Opiekujcie się królową. - poleciła.
   - Oczywiście. Powodzenia. - życzył jej.
   - Niech Moc będzie z Wami. - powiedziała Ekria.
   Kanonierka podniosła się do góry i poleciała przed siebie.
   One zaś pobiegły wzdłuż granicy. Padawanki po prostu biegły i ufały Padme. Same nie wiedziały co robi. Miały jedynie pojęcie o tym, że czegoś szukała, ponieważ patrzyła w uliczki.
   - Gdzie biegniemy? - spytała różowo włosa nie wytrzymując niewiedzy.
   - Do pałacu. - odpowiedziała Padme.
   - CO?! - Wysy zatrzymała się, jakby uderzyła w mur. - Czy Ty sobie żartujesz? Przecież tam lecieli!
   - Nie biegniemy tam, gdzie oni. Tłumaczenie tego wszystkiego byłoby za długie. Kiedy dotrzemy do celu, same będziecie mieć obraz tego, co chcę zrobić. A powody i wszystko inne poznacie później. Lepiej się pospieszmy. - ponagliła dziewczyny i ruszyła dalej.
_________________________________________
105 rozdział to chyba niezły wynik, nie? :P
Na dzisiaj i jak na pierwszą połowę 2015 roku, to tyle. Koniec. Oczywiście nie, że wielki "The End", bo jak widzicie - nie skończyło się jeszcze i mówiłam dwa tygodnie temu, że połowy jeszcze nie ma. Robię sobie przerwę na dwa miesiące. Będzie to już 3 raz. Dwa lata temu zaczęłam tuż przed wakacjami, a nie miałam warunków do pisania, więc jakoś tak wyszło. W tamtym roku potrzebowałam odpoczynku, a w tym roku też. Nawet nie wiecie jak trudno się pisało 109 i 110 rozdział. Dwa miesiące przerwy to idealny czas, bo dla mnie już 2 tygodnie to jest odpoczynek, ale teraz chcę się zregenerować po dziesięciu miesiącach. Oczywiście pewnie napiszę na zapas jakąś notkę i piszę one-shota, który się pojawi w trakcie wakacji... ja mam taką nadzieję, to zależy od weny i chęci.
Nazwijmy te 10 miesięcy rokiem mojego pisania. Tak, więc dziękuję każdemu, kto tu był: Soni, Wice, Idze, Martynie (ta czwórka jest tu dość długo, prawie od zawsze), Ali (którą nam gdzieś wcięło :<), Adamowi, Margaret, Akirze, Karsie, Cadowi i przede wszystkim:
MIRZE ♥
Margaret napisała, że nie widzi gadżetu... cóż, ja od wtorku go już widzę. Ja go mam, mogę obserwować co kto dodał. Przykro mi, że tak się stało, że nadal nie jest w pełni "zdrowy". Jak dla mnie nadal stały wygląd bloga, dla innych może nie. Proszę was... nie, błagam was (Dzięki, Padme x)) ) powiedzcie mi czy go widzicie czy nie. Muszę wiedzieć czy nadal z tym kombinować. (Pewnie i tak to zrobię, ale powiedzcie)
Co do komentowania blogów, nie będzie to długo, pewnie nie będę mieć jak wypisywać błędów - uroki telefonu. Ale komentować i czytać zawsze będę, bez obaw. 
Życzę wam świetnych wakacji, udanych, bez szkód, z pomysłami i wariacjami itp!

 NIECH MOC BĘDZIE Z WAMI!

niedziela, 21 czerwca 2015

Rozdział 104


                                                 ~~Ahsoka~~

   Plac wcale nie był trudny do przemierzenia. Stało tam parę droidów co było niczym w porównaniu z zagrożeniami, które nie raz przeszła, a były o wiele, wiele gorsze.
   Co do pałacu... wtedy zaczynały się schody. Dosłownie i w przenośni.
   Najpierw wbiegła po betonowych stopniach stawiając nogę co trzy, a następnie zaczęły się wcześniej wspomniane schody zwane potocznie automatami, których było tu w większej ilości niż na głównym placu, ale dało się to przejść. Na jednego Jedi przypadło wiele robotów od Separatystów, więc to co teraz zamierzała zrobić nie było niczym nadzwyczajnym, ale spektakularnym może tak. Większość Jedi twierdziło, że ona i jej Mistrz mają niezłe wejścia jeżeli chodzi o jakąkolwiek bitwę czy ratunek osoby będącej po ich stronie w czasie wojny. Chyba że nadepnęli mu na odcisk, to już inna sprawa. Starał się nie brać udziału w takich rzeczach, a jak już musiał, to z wielki grymasem i niechęcią.
   Jej miecz oraz shoto były cały czas włączone. Gdy miała stanąć już na szczycie schodów, z pomocą Mocy wzbiła się w powietrze i wylądowała przed droidami, których od razu rozcięła w poprzek. Inne sądziły, że nie skończą jak ich ziomki, więc zaczęły strzelać do młodej Jedi, ale od razu poniosły klęskę z rąk dziewczyny.
   Padawanki pognały w stronę, gdzie odczuwały najwięcej oznak życia istot. Liczyli na nich, więc nie było co zwlekać. Gdy tam dotarły, w "kupie" siedziało wielu żołnierzy oraz nadworni, którzy albo nie zdążyli uciec, albo po prostu zechcieli zostać by się temu wszystkiemu przyglądać i powiadomić później królową o działaniach wroga na terenie jej planety.
   Zabiły tam droidy, które miały pilnować więźniów. Jak zwykle jęczały ze zdziwienia, bo nikt im nie wpoił tego, że nie mają szans z Jedi, że zawsze będą przerobione na złom nawet przez Separatystów. Przykładem tych drugich był Grievous, który, stety czy niestety, już nie żył. Dziewczyna zmierzyła się z nim już dwa razy, a pierwszy raz raczej z własnej głupoty. Dostało jej się później, ale przecież ratowała R2! Jako na padawana, to był może głupi wyczyn, ale dała radę. Przeżyła.
   - Rozkujcie ich. - poleciła żołnierzom, gdy skończyła się ta cała jatka.
   - Dobrze Cię widzieć, Mistrznie Jedi. - zwrócił się do niej Sio Bibble.
   - Padawanki. - poprawiła go Ahsoka. Gubernator po raz kolejny nieświadomie popełnił ten sam błąd, tylko że w trzy lata temu kiedy zjawił się tu jej Mistrz.
   - Dobrze Cię widzieć, gubernatorze. - przywitała go Orgeen kiedy skończyła ustalać następny cel z klonami.
   - Atari. - Sio rozpoznał ją, mimo że nie wyglądała jak ta mała dziewczynka, która kiedyś po raz pierwszy została mu przedstawiona przez Padme. - Dobrze Cię widzieć. Wyrosłaś.
   - Tak. - przyznała.
   - Co z Twoją kuzynką? - zaciekawił się.
   - Jest tu, zamierza jakoś pomóc, mimo sprzeciwu wielu osób. Dla jej bezpieczeństwa. - odpowiedziała.
   - Słyszałem. - potwierdził jej informację.
   - Teraz szuka królowej. Wiesz, gdzie może być?
   - Gunganie. - odparł tylko.

                                              ~~Padme~~

   - Padme. - odezwała się w komunikatorze jej kuzynka. - Apailana jest gdzieś w pobliżu Gungan. - powiadomiła.
   - Lecimy akurat w tamtą stronę. - odpowiedziała. - Dzięki. Trzymaj się. Niech Moc będzie z Tobą. - życzyła kuzynce. Tak, wierzyła w te "zabobony". Była świadkiem jej działania, a będąc w małżeństwie z Jedi i ogólnie blisko współpracując z Jedi wierzyła coraz to bardziej i było to dla niej już czymś oczywistym. Po za tym, Yoda widział w niej sprzymierzeńca. Można było jej ufać w takich sprawach.
   Paru również sądziło, że to nie przypadek, że tak chciała Moc, by mieli sprzymierzeńca z zewnątrz. Niektórzy również myśleli, że też ma w sobie Moc, jak Jedi. Umiała wiele przewidzieć, była sprytna  niczym Jedi, również bardzo spokojna. Zawsze zachowywała rozsądek w trudnych sytuacjach.
   Ahsoka często zastanawiała się jak to możliwe, że taka zawsze zachowująca spokój kobieta, zakochała się w tak narwanym człowieku jakim jest Anakin Skywalker, ale również wcale jej się nie dziwiła i też z tego powodu zastanawiała się dlaczego uważają jej Mistrza za nieodpowiedzialnego. Umiał utrzymać Wojnę, przyjaźń, żonę i padawana oraz - oczywiście - jeszcze żołnierzy. Starał się ich nigdy nie zostawiać na pastwę losu. Zawsze się nimi opiekował z całych sił. To była odpowiedzialność i może właśnie jeszcze ta cecha urzekła panią senator. Urok jego twarzy... w sumie też. Był przystojny, na co leciało większość kobiet. On przed wszystkimi pokazywał, że jest tego świadomy, ale jako Jedi nie mógł mieć partnerki i większość o tym wiedziała. Po za tym był wierny Padme. Nie zrobił by jej czegoś, co by ją zraniło. Sam by się załamał.
   Amidala znała go odkąd był małym chłopcem, dzięki niemu zdołała dolecieć do stolicy Republiki i zdać sobie sprawę, że to w jej rękach leży los Naboo, ponieważ na Kanclerza Valorum nie można liczyć. Również dzięki niemu udało się później zwalczyć droidy, gdy ten w wieku dziewięciu lat wysadził od środka stację.
   - Jest tam! - zauważyła Ekria.
   - Lecimy dalej. - poleciła pilotowi kanonierki.
   - Co ty robisz? - zdziwiła się Wysy. - Królowa tam była.
   - To nie była królowa. - zaczęła wyjaśniać Naberrie. - Był tam Kapitan Panaka. Widział mnie i pokazał mi palcami znak, że wiedzą gdzie iść, czyli ktoś się z nimi kontaktował. Druga sprawa: to nie była królowa. To służka.
   - Wyglądała jak królowa! - stawiała przy swoim Padawanka.
   - Ale to nie była ona. Królowa na Naboo ma do dyspozycji pięć służek. Jedna z nich ma wyglądać prawie jak królowa. Osoba, którą tam widzieliście była służką. Królowa jest gdzie indziej. Tam na placu mnie nie ma, ale jest moja dawna służka - Sabe. Kiedy atakowali, ona się schowała z innymi, bo miały przeczucie, że będą potrzebne. W sensacie też mam służki. Trzy lata temu nie zginęłam w wybuchu, ale zginął mój sobowtór, Corde. Zadaniem takich służek jest poświęcenie życia. Nie jest mi z tym wygodnie, ale tak trzeba. Tym razem nie zginą. To co wam teraz powiedziałam, to ściśle nadworna tajemnica.
   - To by wyjaśniało czemu królowe mają taki makijaż na całą twarz. Kiedy służka Cię zastępuje, trudno odgadnąć kto kim jest, bo nigdy nie widziano całej twarzy królowej bez makijażu. Nie licząc działań wojennych, oczywiście. Nikt nie wie, że widzi prawdziwą twarz królowej. - domyśliła się Ekria.
   - Dokładnie. Jesteś bardzo mądra. - skomplementowała dziewczynę kobieta.
   - Przepraszam. Nie miałam pojęcia. - odezwała się Wysy.
   - Nie wiedziałaś. - przypomniała Amidala.
   - Taa... - mruknęła dziewczyna dopiero później zdając sobie sprawę, że mogło to urazić panią Senator. - Wybacz. - dodała szybko.
   Naberrie kiwnęła głową.
   - Pani, chyba widzę kogoś ze służby. - wtrącił pilot po jakimś czasie.
   - Zniż się. Możliwe, że to właśnie królowa.
___________________________________________
Stwierdzam, że fajnie mi się pisze po północy :D
Dedykacja dla:
Soni <3 
Margaret 
Akiry

NMBZW! 

niedziela, 14 czerwca 2015

Rozdział 103


                                                  ~~Ahsoka~~

   Kanonierki zmierzały w stronę pałacu królowej gdzie osiedlili się Separatyści. Brutalnie i bez pozwolenia.
   Dla Jedi droidy to był po prostu pikuś, ale jeżeli znajdzie się tam Maul... nie. Ahsoka zdecydowanie nie była jeszcze na to gotowa. Słyszała trochę o Maulu. Mimo że zmierzyła się z Grievousem, który zabił wielu Jedi, to obawiała się dawnego ucznia Sidiousa, choć nie było go przez wiele lat po tym, jak Obi-Wanowi nie udało się go jednak zabić, po śmierci swojego byłego Mistrza - Qui-Gona Jinna.
   - Czy Gunganie pomogą? - zadał pytanie Fives. Po jakimś czasie wahań czy spytać lub nie, wreszcie doszedł do wniosku, że "raz się żyje". W przenośni i dosłownie. Mógł w każdej chwili zginąć i tego pytania by nie zadał, chociaż nawet było logiczne. Przecież ta planeta była również domem rasy, z której pochodził ambasador Binks.
   - Oczywiście. - odparła od razu Tano.
   - Wybacz, Pani, za to głupie pytanie. - powiedział.
   - Nie jest głupie. Nie wiemy w jakim czasie nam pomogą, gdzie się znajdują. Przynajmniej ja. Tylko Obi-Wan i Anakin wie gdzie mogą przebywać. Są jedynymi osobami z zewnątrz.
   Fives uśmiechnął się. Nie było tego widać, ponieważ nosił hełm, ale Ahsoka to wyczuła.
   Co raz lepiej było widać piękny pałac. Każdy władca dobudowywał własną część ich domu, więc wygląd budowli nie zatrzyma się na jednym etapie, chyba, że ktoś go zburzy. Owszem, będzie się dało odbudować, lecz jednak to nie będzie to samo. Pałac ma swoją historię zresztą jak wszystko, więc jeżeli coś zacznie się od nowa, to wszystko co dawne już nie wróci.
   - Myślisz, że mieszkańcy skończyli tak jak ostatnio? - zapytała Atari.
   - Nie mogli ich wszystkich zabić. Może to dziwnie zabrzmi, ale... dziwny zbieg okoliczności. Klony, jak i droidy, na jakiś czas zwariowały. - zauważyła Padawanka Skywalkera.
   - Czy Palpatine jest aż tak szalony? - zastanowiła się głośno Orgeen. - Rozumiem my, ale niewinne osoby?
   - Chce nas jak najszybciej powykańczać. Wykończenie nas jest jednym z mniejszych celów, które uzupełniają ten jego większy. - doszła do wniosku uczennica Wybrańca.
   - Anakin też jest jego częścią. - dodała Dathomirianka.
   - Tak, dość dużą. To jak elipsa podzielona na ćwiartki.
   - Elipsa to jego wielki plan. Dwie ćwiartki na dole to zbiór jego mniejszych planów, a Anakin...
   - To dwie górne. Obejmuje duuuużą część. - dokończyła przyjaciółka, jakby czytały sobie w myślach.
   - Jedynych z tych mniejszych planów... jesteś tam ty. - przypomniała padawanka Bultar.
   - Wiem, ale nic mi nie będzie.
   - Jesteśmy na miejscu, komandorze. - wtrącił Fives.
   - Droidy prowadzą jeńców. - zauważyła wyższa Padawanka.
   - Damy radę. - zapewniła Ahsoka. - Ruszamy! - poleciła.

                                                       ~~Anakin~~

   Jak zwykle wzięto go do czegoś, czego nie lubił - posyłki. Tak, był chłopcem na posyłki niczym posłanka rady.
   Pytanie, które zadawał sobie... jeden... dwa... trzy... cztery... bardzo wiele razy, przez cały czas podróży do miejsca, gdzie znajdowali się Gunganie, było pytaniem "Dlaczego ja?". (A teraz wszyscy! "Truuuudnee sprawyyyyyyyyyy" xD) Nie ukrywał, że wolałby tu nie przychodzić sam, ale z Obi-Wanem, z którym jak na złość jest nie lekko pokłócony, o sprawy, które noszą bardzo krótką nazwę czyli: "Miłość" lub jak ktoś woli dłuższe - "Małżeństwo".
   Dotarł do świętego miejsca. Tuż przed nim znajdował się Boss Lyonie, teraźniejszy przywódca Gungan.
   - Mistrz Skywalker. - powitał Rycerza Jedi.
   - Bossie Lyonie. - odparł z ukłonem. - Przychodzę w imieniu Republiki by prosić Cię o pomoc.
   - Nasza czekać na wasza. Królowa też. - odpowiedział.
   - Królowa kontaktowała się z wami? - zapytał lekko zdziwiony.
   - Ona tu być, a później odejść. Machiny być niedaleko i szukać jej. My być gotowi by stanąć do walki po wasza stronie. - rzekł Gungan.
   - Wyprowadźcie ich w takim razie gdzieś na otwartą przestrzeń. Dajemy wam wolną rękę. Jeżeli chcecie pomocy, załatwimy ją. Żołnierze i Jedi są od tego by pomóc. Ta walka musi być ostatnią w tej wojnie.
   - Nasza rozumieć powagę sytuacji. - powiedział Lyoni. - Nasza również przyjmować i dziękować za wasza pomoc. Przydać się. - przyznał.
   - Także, udanej walki. Niech Moc będzie z Wami. - życzył, po czym się ukłonił i pobiegł w stronę miasta.
   W czasie trasy przyznał, że trzeba było wziąć zwierzę jak ostatnim razem, a nie męczyć się biegnąć, ale już nie da się tego odkręcić. Powrót tam byłoby niepotrzebną głupotą. Po prawie połowie drogi, stwierdzić, że jest się zmęczonym, wrócić i pożyczyć żywy transport, było strasznie idiotyczne i zupełnie pozbawione sensu.
    Gdy tak biegł, w pewnym momencie jego oczy ujrzały kanonierki, ale nie zamierzał ich wołać. Niech lecą tam, gdzie mają lecieć, a on co metr już był bliżej co oznacza, że drugi koniec miasta również jest blisko.
   Stanął na chwilę i chwilę po tym usłyszał wybicie szyby i "krzyk" droida, który rozbił się o klif, ale o dziwo nie wpadł do wody.
   - Oho, Ahsoka wkroczyła. - skomentował całą tę sytuację i pobiegł dalej.

                                                         ~~Maul~

   Zamierzał być cierpliwy i czekać na Obi-Wana, aż sam przyjdzie i to jest nieuniknione. Sith nie miał zamiaru go ścigać, bo to byłoby bez sensu, ale czekać poczeka, bo mu się to bardziej opłaci. Jedi nie zapomniał jeszcze pojedynku sprzed trzynastu lat na tej planecie i jego przeciwnik również. Po raz kolejny i ostatni raz spróbuje wyrównać rachunki i był przekonany, że mu się to uda, bo inaczej dla niego być nie mogło.
   Nagle przed nim stanął Tarkin. Maul gdyby mógł, dawno by go już zabił, bo tak bardzo człowiek działa mu na nerwy. Nie może jednak zlekceważyć Palpatine'a. Tarkin był mu na coś potrzebny, ale dla ucznia, był wręcz bezużyteczny. Ta mała Togrutanka mogłaby zginąć raz dwa, a on zamierzał się z nią bawić nie wiadomo po co i na co.
   - Czego chcesz? - zapytał groźnie.
   - "Twój pałac" zaatakowany, a Ty tu sobie od tak siedzisz? - zdziwił się.
   - To idź go bronić, może w zamian za to sprawią Ci jakąś fajną trumnę i pogrzeb. - odparł.
   - Twoje mówienie o tym o czym myślisz jest... hmm... irytujące. Bo widzisz, nie wiele osób obchodzi co właśnie ty sądzisz. - powiedział Wilhuff nie kryjąc szczerości i chęci ubliżenia wrogowi, a zarazem współpracownikowi.
   - Przeżyłem gorsze rzeczy od Ciebie, więc Twoje słowa odzwierciedlające Twe głupie marzenia mnie nie obchodzą. Wynoś się stąd bo i tak nie masz mi nic inteligentnego do powiedzenia. Żegnam. Niech Moc Cię opuści.
   - Uważaj, żeby Ciebie zaraz nie opuściła. Jesteś ślepy, omylny i łatwowierny osobom, które chcą Cie tylko wykorzystać.
   - To Ty taki jesteś.
   - Nie. Jeżeli Palpatine złapie Anakina, to Ty mu już nie będziesz potrzebny zwłaszcza po tym, jak wiele razy i niechętnie się nad Tobą ulitował.
   - Nie wierzę Ci. Zginiesz z mojej ręki, a jak nie, to przez tą małą. Ja będę patrzeć i się cieszyć.
________________________________________
Mamy 103 rozdział. Doszłam dawno do 100. A o to powód dlaczego zaczęłam pisać:
Odejście Ahsoki.
Szczerze? Nie wiem czemu, nie wiem jak, ale kocham oglądać fragment nawet jeżeli już od samego początku są strumienie łez. Gdy obejrzę cały odcinek - jest źle. Gdy tylko ten fragment - jest nawet ok i chyba daje mi pomysł :) Dlaczego to piszę?
W piątek w godzinach 16-18, blog skończył 2 LATA!
Mówiłam wam o tym odcinku, bo od tego się zaczęło. Szczerze? Na początku myślałam "Za rok skończę". Wtedy dodawałam codziennie, ale wyszło co tydzień. I co jest teraz? Ludzie, nie ma nawet połowy xD Tak, zanudzę was jeszcze trochę :P Ale powiem tak:
W życiu każdego człowieka są wzloty i upadki, prawda? Każdy je przeżywa. Ja całe dwa lata mimo wszystko mogę nazwać "Najlepszym okresem mojego życia, który potrwa jeszcze długo". I tak jest. Spotkałam wspaniałych ludzi i jak na tę chwilę: nie chcę zmieniać takiego życia. :))
Dodałam do playlisty parę utworów c: 
NIECH MOC BĘDZIE Z WAMI! ♥

niedziela, 7 czerwca 2015

Rozdział 102


                                                  ~~Ahsoka~~

  W którą stronę dokładnie leciała? Nie wiedziała. Pod nią znajdowały się pola, łąki, jeziora, rzeki, a niedaleko również wodospady. Był piękny zachód słońca, a zaczynała się bitwa. Okropne starcie a w tle piękna przyroda. Jaki to miało sens? Po co atakować planetę, która jest pełna spokoju i piękna? No tak... spokój. Zadaniem Sidiousa od zawsze było zachwianie pokoju do własnych celów, a wtedy stworzy własny, ale czy dla każdego?
  Już wywołał chaos, jak go przywróci? Teraz Jedi wraz z nowym Kanclerzem robią wszystko by spłacić długi i przerwać wojnę na ich zwycięstwie. Podczas raportu z Naboo, sami dostali raport ze stolicy.
  W ciągu paru dni, wiele rzeczy uległo reformom. Klony przestaną się rodzić - Republika również postanowiła nie mówić wobec klonów "produkcji", mimo że było to prawdą. Jako że byli istotami żywymi, Aang zawsze uważał, że się rodziły i obywatele Republiki przystali na tę propozycje. Do końca trwającego miesiąca mieli to zakończyć. Paru zaufanych senatorów zarwało dwie nocy i dwa dni - z małymi przerwami - by pomóc przejrzeć wszystkie papiery. Udało im się znaleźć wiele rzeczy, które nie były potrzebne, a zostały zakupione nawet podczas panowania Finisa Valorum. Zebrano wszystkie te rzeczy, ich ceny zostały obliczone na teraźniejszą wartość i sprzedano je za pół ceny opłaty. Wydawało się to wręcz bezsensu, ale nie było. Wszystko to, co zostało wystawione - sprzedano. Gdyby oddali za tyle ile miało to kosztować, to musieliby długo czekać na zyski. Tak dostali nawet bardzo dużo.
  W ciągu tych paru godzin powstały licytacje, które zwiększyły kwotę kredytów w skarbcu Republiki. W ten sam dzień, planety również się przyłączyły do podobnych akcji. Nie obracali tylko tymi rzeczami, które posiadali za sprawą Kanclerzy, ale również i te, które po prostu mieli. Ze sto procent zysków, każda zostawiła sobie czterdzieści pięć, a pięćdziesiąt pięć oddała Republice, która zostawiła sobie piętnaście, a czterdzieści przeznaczyli na długi.
  Wszystko to zaczęło się od decyzji Aanga, który sam podjął decyzję nie mówiąc senatowi, ale oświadczył to później. Oczekiwał od wszystkich zażaleń, przekleństw i sprzeciwów, których nie było. Każdy zaakceptował jego poczynania, bo przewidzieli, że tylko wyjdzie im na dobre i każdy miał rację.
  Podczas tych całych akcji szacunek odzyskali również Jedi. Wraz z Kanclerzem omawiali prawa. Niektóre wyrzucano, inne zaś zostawiano, a następne dodawano. Oczywiście nie zamierzali zostawić tej korekty od tak sobie. Na kolejnym posiedzeniu rady dali wszystkim obywatelom wybór. Mogli coś pozmieniać. Jeżeli ktoś coś wymyślił, od razu wchodziło na ankietę i każde miało wiele głosów. Wszystko to, znalazło się w prawie, niektóre dodano do starych.
  Ustanowiono również wspólnotę między obrońcami Republiki, a rządem. Jedi musieli przystawali na decyzje Palpatina, ale nie zawsze się z nimi zgadzali. Twierdzili, że nie ma sensu się sprzeczać z osobą, która tak naprawdę była Sithem, ale to nie oznaczało, że przestali być tym, kim byli wcześniej. Zawsze bronili Republiki, choć w Wojnach Klonów nie tak, jak powinni. W każdym razie, brali teraz udział w całej tej zmianie na lepsze, dlatego przy każdym innym Kanclerzu, jeżeli nie będą zgadzać się z jego poczynaniami, mogą się mu sprzeciwić, a wtedy obywatele będą mogli wybrać odpowiednią dla nich decyzję. Oczywiście nie będzie to obowiązywało byle błahostek.
  Podsumowując to kilkudniowe zajście, wiele osób widziało Republikę jako biedną, wręcz bez kredytów, bo większością spłacali długi. Pomiędzy tym co posiadali, a tym co mieli oddać: była duża różnica, ale to dopiero początek. Wszystko wróci do lepszego porządku.
  Ahsoka miała w to wkład. Jej obowiązkiem było pomóc by wygrać tę bitwę i ostatecznie zakończyć Wojny Klonów. Obiecała to.
  Nie do końca sama, nie do końca o tym wiedziała, ale obiecała.
  Nie każdy ją znał w Republice. Kogo obchodziła dziewczyna, która cały czas chodziła z Bohaterami Republiki. Ona również nie znała większości, ale robiła to dla nich.
  Dla Jedi.
  Dla siebie.
  Dla rodziny, którą tworzyły najbliższe jej osoby.
  Dla pokoju.

                                               ~~Asajj Ventress~~

  Statek wyszedł znad przestrzeni. Przed nimi pojawiła się planeta, która była przepełniona małymi światełkami. Noc. W nocy ta planeta była piękna, ale na pewno nie cicha. Praktycznie nigdy nie spała zawsze na niebie latały różne środki transportu, nawet gdyby senat się palił, nawet po tak dużej zmianie Republiki w ciągu tych dwóch dni. Było tu wiele osób, którym nie zależało i nie przejmowało się Wojną, ani nic związanym z Separatystami oraz rządem, którego stolicą jest planeta, na której przebywali. Woleli się nie mieszać, ale nie mogli być pewni swojego bezpieczeństwa na tym świecie. Skoro Separańcy zaatakowali już Coruscant, to inni też by potrafili. Nie sądzili, że ta planeta już jest dobrym schronieniem. Nie zważano na to czy znajdowały się tu osoby nie mające nic wspólnego z tym wszystkim.
  Wylądowali na platformie, która wychodziła z hangaru Świątyni Jedi.
  Kobieta wstała i wyciągnęła nadgarstki by Jedi mógł ją skuć. (Na czas podróży uwolnił ją od kajdanek gdy spała.) Był trochę zdziwiony. Sama się mu poddała, sama chciała być uwięziona. Nie wyrywała się, nie próbowała go zabić. Była kiedyś uczennicą Dooku, a mimo to nie chciała nikomu zrobić krzywdy.
  Czy naprawdę tak bardzo się zmieniła?
  Gdy wychodzili ze statku, w ich stronę podążali Mace Windu, Shaak Ti, Kit Fisto oraz strażnicy.
  Nie wiedziała co powiedzieć, więc w ogóle się nie odzywała. Była przekonana, że wygada się podczas przesłuchania, co raczej jest nieuniknione. O co będą pytać?, zastanawiała się. Co zrobią kiedy nie będę znać odpowiedzi?
  Czuła się kompletnie zagubiona, co było prawdą. Nie umiała się w ogóle odnaleźć w tym wszystkim. To jej wina. Czemu dała się tak głupio zaskoczyć?
  - Zabierzcie ją. - poleciła Togrutanka strażnikom. - Zaraz ją przesłuchamy. - dodała, po czym zaraz się zdziwiła, ponieważ Dathomirianka uśmiechnęła się do niej z wdzięcznością.
  Gdy oskarżona odeszła, Shaak Ti pozwoliła zapytać:
  - Co się jej dokładnie stało?
  - Właściwie nie wiem. Nie stwarza w ogóle problemów. Wręcz przeciwnie. Jeżeli ją przesłuchacie, dowiecie się przez co to może być. - odpowiedział Jedi. - Powiedziałbym wam, ale nie chcę nic przekręcić. Wolę, żebyście usłyszeli wprost od niej. Będziecie mogli lepiej zrozumieć tę sytuację.
  W tym samym czasie, Ventress została doprowadzona do pomieszczenia, gdzie oczekiwano na proces. Ahsoka opowiedziała jej o tym miejscu w chwili kiedy dołączyła do byłej uczennicy Dooku. Później nigdy więcej nie mówiły o przeszłości, Jedi; Republice; Separatystach, choć kobieta widziała, że Ahsoka myśli o przeszłości.
  Ile będę musiała czekać, aż przyjdą?, zastanawiała się.
  Nie wyczuwała wszystkich członków Rady, więc nie miała pojęcia jak to wszystko się odbędzie.
  Tak czy siak i tak zginę za dawne czyny, zawyrokowała sama sobie bez pomocy członków Rady Jedi.
__________________________________________
Na rozdział w ogóle nie miałam pomysłu, ale pierwszy wątek mnie tak wciągnął, że pisałam i pisałam.
Przed chwilą skończyłam pisać 107 rozdział. Nawet nie wiecie jaka jestem zmęczona i potrzebuję odpoczynku ;-; Ale wytrzymam te 3 razy. Trzymajcie za mnie kciuki :P
Dedyk dla:
Soni <3
Martyny :*
Margaret
Akiry

NMBZW!