poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Rozdział 212


~~Anakin Skywalker~~

[Parę godzin później, główne centrum dowodzenia Zygerrian w stolicy, Kiros]
       Konsoleta przedstawiała niebieskie obiekty uformowane na żołnierzy, maszyny oraz te ich przeciwników. Mimo rozwoju technologii, systemy oraz wyposażenie wojenne były wciąż sprawne mimo, że zostały wyprodukowane szesnaście lat wcześniej. Prawda jest taka, że dzieła Kaminoan są wręcz najlepsze. Są w końcu najlepszymi klonerami, a co za tym idzie - cała technologia, to urządzenia na bardzo wysokim poziomie.
       - Jednak stolica nie jest punktem zapalnym - podsumował Obi-Wan.
      - Najwidoczniej - zgodził się Anakin. - Teraz pytanie, wszystko na jednym szczeblu, czy jakieś inne miasto będzie głównodowodzącym.
       - Albo to pułapka - zasugerowała Ahsoka.
       - Dokładnie - potwierdził.
     - Będziecie potrzebowali do tego pomocy. Poproszę Radę o wysłanie mnie do was - zaproponował Kenobi. Możliwe, że wszystkie techniki na raz są zastosowane.
       - Wszystkie są na jednym szczeblu, pod koniec okazuje się, że jedno było główne, a stolica to pułapka, bo za łatwo poszło - dopowiedział sobie Skywalker.
       - Cóż za dedukcja, Anakinie - pochwalił go ironicznie Obi-Wan.
      - Spokojnie, trochę czasu minie zanim dotrę do czterdziestego pierwszego roku swojego życia. Na razie traktuj mnie jako swoje wsparcie, staruszku - odciął się młodszy.
       - Jeżeli będzie mu to dane - wtrąciła Tano. - Popatrz, jak się garbi. A jak idzie, to skrzypienie jego stawów słyszę będąc na drugim końcu świątyni.
       - Trochę słabo. Ja będąc na zewnętrznych rubieżach je słyszę - kontynuował dowcip jej mentor.
      - Może pora na spoczynek, co Obi-Wanie? W korpusach rolniczych byś odpoczął - zasugerowała.
      Nastała niezręczna chwila, którą Anakin przerwał:
      - To nie było na miejscu...
      - Spokojnie - opanował najstarszy Jedi. - Już praktycznie o tym zapomniałem.
      - O co chodzi? - zmieszała się padawanka.
     - Powiedzmy - zaczął Wybraniec. - że Obi-Wan od zawsze był taką sknerą, że żaden Rycerz Jedi go nie chciał. Dobrze, że nie chciał się wiązać.
       - Powiedzmy, że miał różne etapy w młodości i byłem dość kontrowersyjny. Na szczęście, Moc chciała mnie jako padawan Qui-Gona i nim zostałem - wytłumaczył Obi-Wan.
       - Tak to sobie tłumacz - zadrwił młodzieniec.
      - Dobrze. Idę po zgodę do Rady. Do zobaczenia za niedługo. Niech Moc będzie z wami. - Po tych słowach Kenobi zniknął z ich pola widzenia pozostawiając im dalszą część planu do ułożenia. Znając życie, nie dostosuje się do nich, tylko zechce wprowadzić swoje własne modyfikacje twierdząc, że tamten jest zbyt chaotyczny, więc zrobi na okrężną drogę, żeby wolniej poszło, a wynik i tak będzie ten sam. Bez sensu, zdecydowanie.
       - Będę musiała kiedyś popytać mistrza Yodę o historię poszczególnych rycerzy Jedi. Naprawdę muszą być ciekawe - stwierdziła togrutanka.
       -  Nie usłyszysz wszystkich - ostrzegł ją Anakin. - Dowód? Yoda nie opowie ci o planie Sifo Dyasa. Yoda nie jest wszechmocny, czy jakiś wieszczem z różnych planet, na przykład z Mirial. To zależy czy ktoś go dopuści, czy ktoś potrzebuje specjalnej troski. Yoda też ma swoje sprawy na głowie, musi nas wszystkich pilnować, doprowadzać do pionu. A największy problem tkwi w tym, że każdy ma jakiś talent. Te talenty są nie do okiełznania. Dlatego Yoda nie opowie ci wszystkiego, musiałby mieć naprawdę silny kontakt. To, że pomógł Obi-Wanowi zostać uczniem Qui-Gona, nie znaczy, że potem jeszcze uczestniczył tak bardzo w jego życiu. Z własnego doświadczenia wiesz, że od rozwiązywania twoich problemów jest twój mentor, nie przypadkowy Jedi. Dopiero pod nieobecność lub w nagły wypadek włącza się w to Yodę.
     - Czyli zostanie mi tylko podkradanie twoim dzieciom holoopowiadań na dobranoc - podsumowała dziewczyna.
       - Przyznaj, że to z czystej zazdrości. Tobie takich nie dali - zażartował.
    - Dobra, nakryłeś mnie. Moja niepewność jest spowodowana tylko i wyłącznie brakiem zapoznania się dziecięcym poznaniem historyjek o wielkich Jedi. Moje życie jest tak pozbawione koloru przez to...
    - Chwała Mocy, masz mnie! Swojego utalentowanego mentora, który dał ci możliwość naprawienia swojej sytuacji!
       - Większość na twoim miejscu byłaby dumna ze swoich osiągnięć militarnych oraz tych typowo dla rozwoju rangi Jedi, a według ciebie największym osiągnięciem jest spłodzenie bliźniąt? Jesteś niepoważny, mistrzu - zaśmiała się.
       Skywalker wybuchł śmiechem. Mimo wszystko, wiedział, że Ahsoka nie żartuje sobie z jego rodziny i miała świadomość, że dzieci, to dla niego wielka duma. Nie dlatego, że jest zaślepiony tym faktem lub zawyżonym ego, ale Moc tak chciała, iż wychował się w miłości matki, więc jej potrzebował. Potem poznał siłę uczucie do drugiej osoby, a małżeństwo, to dwuosobowa rodzina. Choć nie planował potomka i raczej plany odsuwał na na dalsze losy jego życia, nie żałował, że tak to wszystko się potoczyło. Ta trójka była dla niego wszystkim, największą dumą znajdującą się na tym samym poziomie co jego padawanka.
       - Dobrze. Panowie oraz pani komandor - zwrócił się do wszystkich zebranych. - Mamy bitwę do wygrania!
____________________________________
Wyjątkowo w poniedziałek, bo wczoraj zapomniałam xD CZEMU NIE MA KOMENTARZY, HALO XD
W te wakacje:
>Obejrzałam 4 seriale
>Zaczęłam 4
>Przeczytałam 14 książek i zostały mi jeszcze dwie
>Dwa wyjazdy
>Napisałam jakieś 30 postów
>Usunęłam ostatecznie zeza
>Spełniłam marzenie i zrobiłam kolczyka w przegrodzie nosowej
Za tydzień idę do 2 klasy technikum, a wy? Do której?

NMBZW!

niedziela, 12 sierpnia 2018

Rozdział 211


~~Anakin Skywalker~~

[Trzeci rok odwetu zygerriańskiego, Kiros]
     Na wojnie wszystkie chwyty są dozwolone, a co za tym idzie - te najboleśniejsze i najskuteczniejsze najszybciej rozwiążą problem. Dlatego też Republika od razu wzięła sobie na cel stolicę Kiros, gdzie, jak ostatnim razem podczas wojen klonów, osiedlili się Zygerrianie i szerzyli postrach poprzez niewolnictwo. Togrutanie byli rasą znajdującą się na drugiej pozycji listy zawierającej dane o zniewalaniu ras. Taki popyt, co poradzić. Mężczyźni mają się nauczyć pracy, bo według "panów" wyglądają na słabych, a kobiety są niezwykle urodziwe, więc są przeznaczone do losu i wolałyby skończyć w kopalni.
       Kanonierki trzęsły się od salw wysyłanych przez wrogie oddziały, ale Anakin wiedział, że i tak się przedrą. Zawsze się przedzierali i wykonywali swoją robotę. Tak też będzie i tym razem, bo nie pozwoli, aby znowu go unieruchomiono, rozwalono cały plan tak, że by wrócił z pustymi rękoma, jak Obi-Wan i i Kit Fisto. Może i porywczość oraz jego złość nie bardzo szły w parze z celem i sposobem wykonania zadania, ale adrenalina tak zawładnęła nim w tamtym momencie, że nie potrafił się powstrzymać. Nie panował nad sobą i swoimi emocjami, dla niego liczyło się tu i teraz oraz to, żeby się nie dać. A przede wszystkim, nie stracić Ahsoki.
       - Prawie się przedarliśmy - informował Appo.
       - Przygotować się - ostrzegł Anakin. - Jeżeli zajdzie taka potrzeba, będziemy skakać.
       - Chyba na to wychodzi, panie generale - odpowiedział pilot.
       - Zejdź tak nisko jak tylko się da - polecił Skywalker.
       Kanonierka zatrzymała się na parę sekund w powietrzu na wysokości dachów domu. Żołnierze nie mieli zbyt wiele czasu na opuszczenie transportu, który został zestrzelony, akurat, chwała Mocy, w momencie, kiedy ostatni żołnierz wyskoczył. Anakin poczuł ukłucie w sercu i pustkę oznaczającą, że pilot stracił życie. Opłakiwanie strat postanowił zostać wić na później - czekała na niego walka do wygrania i wiedział, że polegli na pewno woleliby aby wpierw stanąć w obronie Republiki i to wcale nie z powodu wrodzonego celu, tylko klony posiadały swój własny rozum, wolę. To czy robili to z przymusu, czy było w tym choć krztyna chęci, to ich własny interes.
       Najgorsze w tym wszystkim było przyzwyczajenie do droidów. Zabijało się zwykłe, żywe osoby, do których nie dało się odbić strzału bez poczucia winy. Zawsze ból celnego trafienia zaznaczał się w Mocy, gdzie przez ułamek sekundy powodował chaos, a w tym wypadku, nawet ten skrawek tej jednej krótkiej sekundy, mógłby być ostatnią chwilą Jedi. Trudo jest się wyzbyć uczuć, kiedy jesteś obrońcą pokoju, masz żyć w spokoju i nie poddawać się emocjom, zwłaszcza tym negatywnym.
       Salwy pocisków z blasterów Zygerrian, jak zwykle nie dawały rady mieczom świetlnym. Co innego z sytuacją żołnierzy. Obydwie "rasy", to żywe, inteligentne osoby, wyszkolone. Mieli swoje techniki, tak więc, opierając się również na statystykach z ostatnich trzech lat, w porównaniu do wojen klonów, w odwecie zygerriańskim zginęło dwa razy więcej żołnierzy. Dlatego, w momencie bitwy o Kiros, Anakin musiał się skupić jeszcze bardziej, ponieważ w niezwykle dużym stopniu wpływała na niego śmierć każdego z jego kompanów. Legion 501 to nie tylko zbiór zmuszanych do walki mężczyzn, to grupa osób, która przeżyła wiele bitew, miała swoje trudne chwile, straciła dwóch przywódców na raz, z czego jeden wrócił. Wysyłano ich jako pomoc do osób z kompletnie innym zamysłem, nie potrafiących zrozumieć potrzeb podwładnych Anakina.
       Wraz z Ahsoką ukrył się za jednym z domów, aby przystąpić do dalszej części ofensywy.
       - Trzeba skasować tych w domu po lewej. Tam przechwytują kontakty z bazy - powiedział.
       - Do tego nadaje się bardzo zwinna osoba - odpowiedziała Tano.
      - Uważaj na siebie - poprosił, a po chwili dziewczyna zniknęła mu sprzed oczu poprzez salto, aby jak najszybciej dostać się do wcześniej wyznaczonego celu.
       Anakin gestem dłoni rozkazał natarcie i szedł przed siebie razem ze swoim wojskiem, aby zwrócono na nich większą uwagę niż na Ahsokę. Ta biegła i zgrabnie omijała oraz odbijała pociski. Nie wypadła w ogóle z wprawy, ale to zasługa tego, że cały czas ćwiczyła, mimo wcześniejszego braku uczestnictwa odwecie zygerriańskim. To już nie była ta sama dziewczyna, którą poznał w bitwie o Christophsis - to przede wszystkim dorosła kobieta mogąca decydować sama o sobie, a i tak została nadal padawanem. To przede wszystkim doświadczona Jedi - dojrzała, jak na prawdziwego kandydata na rycerza Jedi przystało. Duma zasłoniła wszelki ból i cierpienie krzyczące w Mocy. Duma z własnej padawanki napędzała go do działania, do tego, aby przestał patrzeć na straty choć przez chwilę, godząc się z realiami wojny, kroczył dalej naprzód, przeciwko Zygerrianom pozbawiając ich raz po raz życia.
       Kiedy Skywalker wraz z Legionem 501 był w połowie swojej pracy, Ahsoka kończyła zabijanie obstawy wejścia, żeby wtargnąć dalej. Problem tkwił w tym, że nie poinstruował co dziewczyna ma po tym dokładnie robić, ale mimo wszystko... wiedział, że sobie poradzi, choć pewnie nie tak, jak chciał, lecz... no dobra, to tylko jego durne, bezpodstawne obawy, bo zwyczajnie w świecie naszła go pewna chwila nostalgii, jakby jego uczennica znowu miała czternaście lat. Dziwne spaczenie nauczyciela - kiedy za bardzo ponosi go duma, trzeba krytykować, to ponoć jest zdrowe.
       Nie jest.
____________________________________

niedziela, 5 sierpnia 2018

Rozdział 210


~~Anakin Skywalker~~

[Coruscant, koszary WAR]
       Znowu Kiros.
     Tym razem byli przygotowani jeszcze lepiej. To nie jakaś tam bitwa przeciwko zachciankom Dooku tylko naprawdę walka o życie togrutan, których zniewolono w bardzo okrutny sposób. To nie potyczka z droidami - to wzajemna rzeź żywych osób pragnących dalej wieść spokojny żywot broniąc swoich priorytetów kosztem przeciwnika.
       - Jak emocje po długiej przerwie? - zapytał Ahsoki, która do niego podeszła. Postanowił ją zabrać na tę bitwę. Wiedział, że tęskniła za wspólną walką u jego boku, a on to odwzajemniał. Nie ukrywał mimo wszystko troski o nią. Nie wybaczyłby sobie tego, że mogłaby skończyć tak jak on trzy lata wcześniej. Skupił by się wtedy tylko na szukaniu jej. Aż wstyd przyznać, ale zaniedbałby rodzinę przemierzając galaktykę wzdłuż i wszerz tylko po to, by odnaleźć swoją uczennicę. Naprawdę by to zrobił, mimo że on siedziała w świątyni i czekała. Trzeba to zrozumieć, sama się bała, Obi-Wan jej zbytnio sam nie dopuszczał, a Skywalker nawet o to nie zabiegał. Bardziej zadowala go fakt, że została przy Padme, opiekowała się nią i nie wplątywały się kłopoty, a obie miały talent do ich znajdowania.
       - Cóż... - zaczęła dziewczyna - Fakt, to nie bitwa przeciw blaszakom, więc będzie trudniej, ale myślę, że jestem już gotowa. Przy twoim boku, nie widzę innego zakończenia prócz zwycięstwa.
       Jej słowa wiele dla niego znaczyły. Ahsoka naprawdę dojrzała i darzyła go większym szacunkiem niż wcześniej. Wykazywała się cechami Rycerza Jedi, mimo że nie chciała przyjąć tego tytułu. Anakin czasem się obwiniał, ponieważ wiedział, że w jakimś stopniu jego uczennica strasznie się tym ograniczyła, nie rozwija się tak, jak Jedi powinien, ale nie może jej tego zabronić. To jej wybór, nie potrafił odmówić, bo... bo Luminara miała rację. Za każdym razem sobie to powtarzał - Unduli miała rację.
       - Z jednej strony cieszę się, że Rex tego nie widzi - stwierdził Anakin.
     - Umarł haniebną śmiercią. Chciałabym, żeby tu był. Zawsze mnie pocieszał. Myślę, że nie siedziałabym przy nim tylko razem byśmy was szukali. Z Appo to nie to samo - przyznała.
      - Każdy ma w naszym sercu swoje miejsce. Rex też. Bez względu na to, jak doszło do tego, że żył, kim był i jaki los go czeka. Byliśmy gotowi na własną przegraną, cały czas jesteśmy. Rex przegrał bitwę z systemem, ze swoim przeznaczeniem, na co nikt z nas nie miał wpływu. Tylko Palpatine i Dooku. To jeden wielki spisek, który jakoś zażegnaliśmy. Teraz powstał nowy, zupełnie niespodziewanie tylko po to by ewentualnie nam namieszać. Daliśmy radę wtedy, to damy i teraz. Kaminoanie działają na naszych warunkach, mamy w końcu swój wkład w rozkazy, został opanowany wirus. Żaden klon nie zginie z własnej ręki. Rex jest przykładem dobrego żołnierza, honorowego. Nigdy nie skrzywdziłby swojego dowódcę, był po naszej stronie. Zawsze wierny. Wszyscy go doceniają, ma swoje własne odznaczenie, jest upamiętniony, a nie każdy klon na to zasłużył. Na pewno jest gdzieś tam, w Mocy, po drugiej stronie. Słucha nas, pomaga nam, daje wiarę. Motywuje. Czuję to. Czuję jego ducha walki w naszym legionie.
       - Ma pan rację, generale - wtrącił Fives. Zasalutował i przyłączył się do nich. - Legion gotowy, dowódco. Appo jeszcze kontroluje, zapina wszystko na ostatni guzik. Zaraz wylatujemy - zaraportował.
       - W takim razie nie każmy im na nas czekać - zadecydował Skywalker i w trójkę wmaszerowali na rampę ciągnącej się w kierunku włazu.
      - Co do Rexa, panie Generale. Każde nasze przyśpiewki mando, które śpiewamy przed bitwą, Legion przerobił na cześć Rexa. Pozwoliliśmy sobie na małą zmianę - pochwalił się żołnierz ARC.
       - To naprawdę godne pochwały - odparł Jedi. - A Rex zdecydowanie zasłużył na takie okazanie szacunku. Był jednym z najlepszych żołnierzy, jakie WAR mogło dostać. Zagrzewał do walki jak nikt inny. No i umiał niańczyć Ahsokę, a to jest wyczyn - zażartował.
       - Ah... te błędy czternastolatki - westchnęła Tano. - Bunt, używki i te sprawy. Wykonywanie rozkazów po swojemu, walka z droidami. Tak, to zdecydowanie normalne wśród młodzieży. A mieć  za opiekuna żołnierza-klona, to standard.
       - A nie mówiłem? Umiał ją wychować - potwierdził mistrz Jedi. - Oszczędził ci roboty, Fives.
       - To jedna z tych najważniejszych rzeczy, za które jestem mu wdzięczny - odpowiedział klon.
       Kiedy weszli do hangaru, zauważyli Appa wydającego rozkaz rozejścia się i czekania na bitwe. Na widok generała i komandosa zasalutował i wraz z nimi pomaszerował na mostek, gdzie znajdował się już admirał Yularen.
       - Wylatujemy - rozkazał Anakin.
      - Tak jest, generale - przyjął admirał i nakazał żołnierzom odpalić silniki krążowników, aby wzbić się w powietrze, a następnie, na orbicie, wskoczyć w nadprzestrzeń.
       Podejrzewał, że Ahsoka już nie zapomniała jak to jest widzieć wszędzie niebieskie tło, które dłuży się jakby w nieskończoność, ale zdecydowanie krócej przemierza się przestrzeń niż w rzeczywistości. To Anakin najbardziej kochał w statkach i ogółem w mechanice - zamontowanie jednej części, to krok do przodu w celu rozwoju i dalszego życia, na świecie, który tylko sobie obierzemy jako cel wyprawy. Taki hipernapęd sprawiał, że w bardzo krótkim czasie mógł zwiedzić tyle planet, na ile miał ochotę.
       Nadświetlna zawsze kojarzyła mu się z ucieczką, z lepszym życiem. Kiedy stał się Jedi, pragnął po prostu mieć spokój. Choć raz zaszyć się w jakieś dziurze. Kiedy Zygerrianie go uwięzili, zaczął doceniać jakie fizyczne możliwości dawała mu Moc i jej wola. Tak naprawdę, jego jedyną ostoją zawsze była i będzie Padme. To do niej wycofywał się myślami przez pierwszych dziesięć lat swojego życia w Zakonie. To u niej w apartamencie, trzymając ją w ramionach, osiągał pełen spokój, który zawsze potrzebował. Nie klitka, nie samotność, nie brak innych osób, brak kontaktu - tylko swój własny mały świat, gdzie uciekał swoim własnym hipernapędem - miłością.
       Takim hipernapędem wróci na Coruscant.
       Już wkrótce.
___________________________________
Wena jest! A na pewno była... nie no, nadal jest, ale w wakacje kończyłam seriale, które kiedyś zaczęłam oglądać, a teraz kończę książki, których nie skończyłam czytać, ale raczej pierwsze 3 dni będą takie intensywne, ale będę pisać, bo czeka mnie półtora tygodnia przerwy od komputera.
Czy rozdziały będą? Tak. Raczej Jawa je doda, pewnie coś mi poprawia (Bardziej niż pewne XD)

NMBZW!

niedziela, 29 lipca 2018

Rozdział 209


~~Anakin Skywalker~~

      Rycerz Jedi wrócił do pałacu o umówionej porze. Gammoreańscy strażnicy wpuścili go bez żadnych formalności. Skywalker nawet nie skupił się na tym fakcie. Jego głowę wciąż zaprzątały wspomnienia rozmowy z Owenem i Beru. Zdawali się być po prostu bliscy, jakby żył z nimi zawsze. Przestał mieć żal do wszystkich o to, co stało się z matką. Przestał żywić urazę do kogokolwiek, prócz Zygerrian, bo to, co działo się aktualnie w jego życiu, sprawiało, że czuł się bardzo szczęśliwy.
       - Czy namyśliłeś się? - przemówił Anakin. Po raz kolejny nabrał ochoty na to, żeby mówić w języku huttów, ale to źle kojarzyło mu się z dzieciństwem, przez które w późniejszym życiu cierpiał katusze. Trzy lata rozłąki z żoną i dziećmi to jedna z najbrutalniejszych kar, jaką mogli go obdarować, a przeżył naprawdę wiele.
       Jabba zaczął przemawiać. O ile jego krótkie wypowiedzi naprawdę dało się zrozumieć, tak, gdy się rozkręcił, ni w ząb. Anakin cierpliwie czekał aż Hutt skończy, a potem kazał droidowi przetłumaczyć. W prawdzie, udało mu się coś z tego wyłapać, ale nie miał pewności czy dobrze zrozumiał.
       - Wielki Jabba mówi, że bardzo chętnie nawiąże z wami współpracę. Otworzy dla was wybrane szlaki handlowe. Nadal jest dłużny uratowania swojego syna. Nie pozwoli też, aby Zygerria szerzyła swoje zasięgi zaburzając jego to, co panuje na tej planecie - przetłumaczył droid protokolarny. Nawiasem mówiąc, Anakin dziwnie się czuł patrząc na jakiegokolwiek droida protokolarnego. Wszystkie były takie poukładane! Cecha zupełnie przeciwna do tych, którymi odznacza się jego C-3PO. Jego dzieło, to ewenement sam w sobie. Kto widział tak roztropnego, a zarazem roztrzepanego robota? Nie mówiąc o tym, że wzorowo wykonywał polecenia jednej z ważniejszych senator w Senacie Galaktycznym. Zajmował się dziećmi jak należy...
       - W imieniu Najwyższej Rady Jedi oraz Republiki Galaktycznej, dziękuję za porozumienie. Powtarzam jeszcze raz, nie zamierzamy przejąć kontroli, ani wdrążyć tej planety do Republiki. Przybywamy z pomocą i nawiązujemy kontakty, które również nam, w tym konflikcie, ułatwią wygraną. Już za niedługo odezwiemy się ponownie. - Skywalker ukłonił się i skierował nogi ku drzwiom. 
     Wychodziło na to, że misja zakończyła się powodzeniem. Naprawdę zabrało mu to dużo siły przez nerwy. Sama rozmowa z Owenem kosztowała go wiele stresu, ale wszystko się przecież dobrze się kończy. Musi.

[Dwa dni później, Coruscant, Apartament Królowej Amidali]
       - Podaj - poprosił Anakin syna, kiedy to budował z nim wieże z klocków. Wiedział, że za niedługo będzie mógł pokazać swojemu potomkowi maszyny i razem z nim dzielić się zainteresowaniami. Pragnął, aby Luke osiągnął coś więcej niż tytuł syna Anakina Skywalkera. Chciał, aby galaktyka znała go z sukcesów o wiele większych niż osiągnął jego przodek.
       Luke w pewnym momencie wstał, podreptał do sofy, wszedł na nią, przysunął do siebie poduszkę i położył na niej głowę, po czym zamknął oczy. Anakin usiadł obok niego, podniósł a następnie ułożył się z nim tak, żeby poduszka z głową chłopca leżała pod jego prawym ramieniem, a żywym mógł go obejmować. Luke usunął w parę minut, a Skywalker wraz z nim.
        Nie śniło mu się praktycznie nic, jak za każdym razem kiedy zamknął oczy po powrocie do domu. Napawał się ciszą, albowiem cały czas był na wpół przytomny i dobiegały do niego lekkie kroki Lei z poprzedniego pokoju i cichy trzask zabawek, kiedy je kładła lub obijała jedną o drugą. Takie chwile nie posiadały ceny, nie oddałby ich za żadne skarby i to nie tylko dlatego, że Jedi nie mogą niczego posiadać. Rodzina, którą miał, to najważniejszy priorytet jego życia i nie wymieniłby go na inny. Tak uczyła go matka, między innymi wtedy, kiedy to ryzykował dla Watta swoje własne życie, a jego rodzicielka cierpiała katusze. Bo bardzo kochała.
        Usłyszał w pewnym momencie Padme i wyraźnie wyczuwał też jej obecność w Mocy. Otworzył lekko oczy, kiedy schyliła się pogłaskać synka po włosach. Niestety, Anakina już pominęła, więc postanowił się z nią podroczyć. Wstał i zabrał Luke'a do jego łóżeczka, a Padme zrobiła tak samo z Leią. Okazało się, że Anakin stracił na chwilę czujnosć i pozwolił na to, żeby bardzo zmęczona Leia zasnęła na podłodze. Fakt, tak damie nie przystoi, w końcu jest córką senatora i byłej królowej sektora Chommell.
       - Nie sądziłem, że tak będziesz mnie zaniedbywać, zwłaszcza po trzech latach nie obecności - przemówił z kamienną twarzą.
       Padme odwróciła się od szafy z sukienkami, do której zmierzyła od razu z pokoju dzieci, do którego drzwi znajdują się trzy metry na prawo od jej garderoby. Na jej twarzy malowało się duże zdezorientowanie.
       - O co ci chodzi? - Jej twarz zaczynała się robić ostrzejsza i jeszcze bardziej zdziwiona oraz zmartwiona.
       Anakin patrzył na nią jeszcze przez chwilę, po czym spuścił głowę i odpowiedział:
       -  Mnie nie pogłaskałaś po głowie.
       Amidala patrzyła na niego jeszcze chwilę i potem wybuchła śmiechem. Podeszła do niego i złapała jego twarz w dłonie. On pochylił głowę i zderzyli się czołami. Przez długi czas patrzyli sobie w oczy.
__________________________________________
Zastanawiałam się, czy dobrze robię, że daję sobie dwa tygodnie. Yup, chyba mam dobre wyczucie czasu. Zaczęłam pisać we wtorek, bo dopiero wtedy w końcu czułam się na siłach. Nie potrafię powiedzieć, czy doświadczenia po operacji z tamtego roku są normalne, czy o dziwo lepsze, ale tę zniosłam okropnie, pod względem wybudzania z narkozy i potem samopoczucia. Oko jest bardziej opuchnięte niż prawe, więc trochę mu jeszcze zajmie dojście do siebie, ale wszystko idzie w dobrą stronę. Wracam!
NA "IF WE WANNA..." jest już na rozdział!

NMBZW!

niedziela, 8 lipca 2018

Rozdział 208


~~Anakin Skywalker~~

[Trzeci rok odwetu Zygerriańskiego, Tatooine]
       Żyjąc na Coruscant, nikt nie przejmował się tym, jaki śmigacz minął, prócz tych fanatyków, co zachwycali się każdą nowością aż za dosadnie. Kiedy Anakin znajdował się na polu bitwy podczas wojen klonów, nikt nie zwracał uwagi czym lata, tylko zależało wszystkim by usunąć mu się z drogi, bo zrobi rozróbę. Jak każdy uczestniczący w wojnie. Teraz, o dziwo, czuł się bardzo dziwnie lecąc tak nisko nad Mos Eisley. Zdecydowanie było to największe miasto na tej planecie, które swymi cenami w porcie przewyższyło popularność Anchorad i tym samym odebrało miano stolicy Mos Espie. Mimo wszystko, wiedział, że większe wrażenie zrobił by lecąc nad tymi dwoma, niż nad Mos Eisley, ale na tym zacofanym świecie, wszystko co obce robi sensacje. Wynikiem jego niewygody były trzy lata w kolejnej niewoli. Teraz jego podświadomość mąciła mu głowie podpowiadając, że handlarze niewolników najchętniej by go złapali i wsadzili kolejny czip. Cudownie jest mieć pokrzywdzoną psychikę. Żyć nie umierać!
       Kiedy minął sławny kosmoport skierował się do obszarów farm wilgoci, gdzie w jednej z nich zostawił grób matki. Oczywiście pod opieką jej męża. Dziwnie czuł się z tym, że ma potencjalnego ojca, skoro nigdy go nie było. Qui-Gon twierdził, że został poczęty przez Moc, a przez wszystkie lata nauki w Świątyni jego ojcem stał się Obi-Wan. Mimo tego, nawet gdyby losy Anakina potoczyły się inaczej, Anakin nie traktowałby Cliegga jak ojca. Nie przypadł mu do gustu podczas pierwszego spotkania, a jak ktoś wydaje się zły Anakinowi, to tak już zostaje na zawsze. Jego złość na Cliegga zrodziła się z tego, że po prostu stracił nadzieję. Matka mu wiele razy opowiadała o swoim synu, czekała na niego każdego dnia, a Lars powiedział Anakinowi prosto w twarz "Wątpię, że żyje". A ostatnimi resztkami żywota, wyznała, że jest dumna i że kocha swojego synka.
       R2 zapiszczał.
       - Nie było mnie tu sześć lat i widziałem tę farmę raz. Dlatego nie pozostało mi nic innego jak ci zaufać. Jak zawsze - odpowiedział. To może dziwne, ale R2 to jeden z jego najprawdziwszych przyjaciół.
       Wylądował na skraju, parę metrów od domu. Na dźwięk lądowania na powitanie wyszedł mu młody mężczyzna, a wraz za nim młoda kobieta. Owen i Beru. Patrzyli z zaciekawieniem na myśliwiec, który osiadł na ich posesji, a kiedy kokpit się otworzył i ukazał się im Anakin, bardzo się zdziwili.
       - Witaj - powiedział Owen.
       - Jestem tu na chwilę - odpowiedział. - Przyjechałem do matki.
       - Zjedz chociaż obiad. Porozmawiajmy - zaproponował Lars.
     - Jasne - zgodził się Skywalker po krótkiej chwili i wyminął ich kierując się do grobu matki. Ostatnim razem znajdowały się tylko dwa groby. Teraz obok siebie stały trzy, między pomnikiem Shmi, a matki Owena stał Cliegga. Z daty wynikało, że umarł rok przed zakończeniem wojen klonów.
       Anakin klęknął przed grobem mamy. Czuł wzrok Owena na swoich plecach, a na schodach prowadzonych do domu usłyszał delikatne, kobiece kroki, które świadczyły o tym, że Beru weszła do środka.
       - Cześć, mamo - powiedział. - Pamiętasz, jak mówiłaś, że jesteś dumna? Nie zawsze robiłem wszystko, co przynosiłoby dumę. Zwłaszcza na wojnie. Ale jedną rzecz wykonałem dobrze... wyuczyłem padawana. Zabiłem Sitha i wygraliśmy wojnę. Podczas tych trzech lat ukrywałem małżeństwo z Padme. Urodziła mi dzieci. Pomimo że nie ma cię przy mnie fizycznie mam wrażenie, że widzę cię w oczach mojej córki. Ma na imię Leia. Jej starszym bratem bliźniakiem jest Luke. Problem w tym, że ich nie znam. Trafiłem do niewoli. Do Zygerrian. Siedziałem tam trzy lata, patrzyłem na przyjaciółkę jak ją krzywdzili. Miałem też  wiele czasu do myślenia. Doszedłem do wniosku, że naprawdę zepsułem sprawę. Nie wybaczę sobie tego, że nie przyleciałem w porę by cię uratować. Nie potrafię. Nie powinienem obwiniać Obi-Wana. Nikogo. Zdałem sobie sprawę. Zawsze o mnie dbał, martwił się i był dla mnie ojcem. Gdy mnie porwano, zadbał o Padme i dzieci. Mój brak upartości i postawienia na swoim jest winne. Czasem odpowiedzialność i dojrzałość po prostu się nie opłaca. Gdybym nie słuchał, uratowałbym cię...

       Wszedł cichym krokiem do domu. Beru stawiała talerze na blacie stołu. Cała trójka zasiadła do posiłku.
        - Naprawdę trafiłeś znowu do niewoli? - nie dowierzał Owen.
        Anakin kiwnął potwierdzająco głową.
        - Zastawiono na mnie i jeszcze jedną Mistrzynię Jedi pułapkę. Na szczęście w porę wycofaliśmy nasze oddziały żołnierzy-klonów. Jedi stawiają życie żołnierzy ponad swoje - odpowiedział.
       - Słyszałem wiele o tych klonach. Co jest prawdą? - zaciekawił się Lars.
       - To ludzie z krwi i kości. Są klonami pewnego sławnego łowcy nagród. Są mięsem armatnim jak każdy jeden Jedi. Bardzo dobrze wyszkoleni, ale mimo wszystko jednostki się różnią. Zależy jak je... wyselekcjonowali klonerzy. Zakon nie miał wpływu na to jak ich tam traktowali, ale po prostu mieli przy... produkcji dane sektory - ci oddziały specjalne, ci żołnierze ARC, ci zwiadowcy, tamci wywiadu. Wiele istnieje sektorów, nawet tych, gdzie żołnierze są dostosowywani do fauny i flory panujących na danej planecie.
       - Jak dużo ich jest? - wtrąciła Beru. - Wszystkich żołnierzy.
     - Kiedy przygotowywano żołnierzy do pierwszej wyprawy, była podana ich liczba. Z tego co powiedzieli mojemu mistrzowi, dwieście tysięcy było gotowych, milion w przygotowaniu. Potem przestali to liczyć. Nie było czasu. Produkcja, ciągle napływały nowe dane z bitew toczonych na wielu planetach równocześnie.
       - Dlatego odlecieliście? Bo zaczęła się wojna? Chciałeś w ostatnim momencie...? - domyślał się Owen.
       - Nie. Przyleciałem, bo wiedziałem, że mojej matce działa się krzywda. Miałem misje dzięki, której mogłem jakoś tu przylecieć, nie pozwalano mi wcześniej. Mój mistrz dotarł na Geonosis, planety od której zaczęła się wojna, na pewno słyszeliście. - Para pokiwała głową. - Wpadł w tarapaty, Separatyści go uwięzili. Dostałem zadanie pilnowania Padme. To ona uparła się, żeby lecieć mu pomóc, a ja miałem wykonywać swoją robotę polegającą na utrzymanie jej przy życiu - wytłumaczył Anakin.
        - Mówiłeś głośno, nie chciałem podsłuchiwać... - zaczął jego brat.
      - Pobraliśmy się tuż po rozpoczęciu wojen klonów. Przez trzy lata żyliśmy w tajemnicy. W końcowej bitwie nas ujrzano, potem sama to potwierdziła. Próbowano wejść w nasze życie z butami, ale z drugiej strony jestem Jedi, potem zaginąłem i Kanclerz się tak zdenerwował, że zaczął nakładać sankcję za naruszenie prywatności. Parę osób zapłaciło, ale uważanie, że to absurd nie trwało długo. Ich pieniądze pomogły spłacić dług Republiki. Media przestały ingerować w życie prywatne Senatorów.
       - A dzieci?
       - Urodziły się zaraz po tej bitwie. Bliźnięta. Luke i Leia.
       - Nam się jeszcze nie udało - skomentowała Beru, a Owen pogłaskał ją po dłoni.
       - Cierpliwość jest drogą do szczęścia, w które wy, zwykli cywile, wierzycie.
________________________________________WAŻNE!
Po pierwsze, pod poprzednim rozdziałem zostały wytłumaczone słowa Jabby. Przyznaję się, zapomniałam o tym, a miałam zrobić to od razu po skończeniu rozdziału... ups.
Po drugie, tak, jestem tępą dzidą, bo dwie soboty z rzędu zapomniałam dodać rozdziału na Anidali... za tydzień na pewno też NIE BĘDZIE, ale za dwa tygodnie już tak.
Po trzecie, jeju... dwie nowe osoby zaczęły komentować. Nie wiem ile to czytają, ale zachęcam do tego samego. Nie macie pojęcia jak mnie to uszczęśliwiło i dało powera do pracy! Napisałam na szybko jeden rozdział, zaraz zacznę kolejny... naprawdę jesteście moją osobistą Mocą.
Po czwarte, tak napisane obok - rozdziału za tydzień nie będzie, w piątek idę na operację. Trzymajcie za mnie kciuki, żeby wszystko się udało.

NMBZW!

niedziela, 1 lipca 2018

Rozdział 207


~~Anakin Skywalker~~

       Po śmierci matki obiecał sobie, że już więcej nie wróci na Tatooine. Parę miesięcy później wysłano go tam ze śmierdzącym synem Jabby, którego uratował z Ahsoką z rąk Asajj Ventress wykonującej niecną intrygę Hrabiego Dooku. Po dobrze wykonanej misji ponownie przyrzekł sobie, iż nigdy więcej. A tu co? Rada, jak zwykle pokrzyżowała jego plany, bo czemu by nie? I to jeszcze przed powrotem do służby. Skywalker sądził, że Mace Windu nadal ma złudne nadzieje - niby Jabba miałby się ulitować nad nimi po niezwykle wzruszającej historii, co przeszli z Aaylą przez trzy lata?
       - Wszystko w porządku, R2 - odpowiedział na piski droida. Mimo że program wbudowany do jego myśliwca tłumaczył słowa, to Anakin bardzo dobrze znał język swojego małego przyjaciela.
       Skierował się myśliwcem w stronę pałacu Jabby the Hutt. Z lewej strony biegły Jawy, które miały złudną pewność, że coś z jego myśliwca będzie ich. Nic bardziej mylnego - R2 nie pozwoli, a nawet jeśli, to zanim cokolwiek udałoby im się ukraść, Anakin by już wrócił.
       Kiedy grodzie otworzyły się, Gammoreanie unieśli broń w celu zatrzymania Jedi. Ten, ruchem dłoni, zbył ich poprzez perswazję Mocy. Wszedł pewnym krokiem, a na miejscu powitał go Bib Fortuna.
       - Jestem członkiem Rady Jedi. Przybyłem negocjować z Jabbą - przemówił Anakin.
       - Wielki Mistrz Jabba ma masę spraw na głowie... - zaczął tłumaczyć Twi'lek.
     - Jeżeli Zygerria napadnie na Tatooine, to dopiero będzie mieć wiele pracy. Jestem Anakin Skywalker. Uratowałem jego syna. Muszę się widzieć z Jabbą natychmiast - zażądał.
       Doradca zawahał się na chwilę, ale dłonią wskazał by Wybraniec szedł przed siebie w stronę wielkiej sali. Kiedy się tam znaleźli, Fortuna wyszeptał po Huttańsku do Jabby.
       - Czoubaso! Kii czai czai kan kiuta?*
       - Przybyłem negocjować umowę, która zapewni ci pomoc w wypadku ataku - zaczął Jedi.
       - Bargon uan czii kospah** - uniósł się Jabba.
       - Wysłuchaj mnie. Wiem, że taki atak jest planowany. Trochę się dowiedziałem. I to nie dlatego, że byłem sprytny, ale wzięli mnie w niewolę. Próbowali wyciągnąć cokolwiek, a przy tym mówili, do czego dana informacja jest im potrzebna. Jedna z nich, to atak. Twoja reputacja ciągle rośnie. Ponadto, nasz wywiad, wie, że już za niedługo zostaniecie napadnięci. Pomyśl, ilu łowców nagród stanie w twojej obronie? Liczą na zyski, a żeby je mieć, trzeba żyć. Jeżeli trafią w niewolę, to skończą się ich interesy, a potem życie. Nie uda im się stamtąd wydostać żadnymi fizycznymi sztuczkami. Ledwo stamtąd wyszedłem żywy.
       - Sądzisz, że tylko Jedi są silni? Wielu jest lepszych od was - wtrącił z pogardą Bib Fortuna.
      - Zgodzę się, ale powiedziałem "Fizycznymi sztuczkami". Gdyby nie Moc, w którą Jedi wierzą, nie stał bym tutaj, tylko nadal tkwiłbym w celi - zauważył Anakin. - Nie wiecie co to Moc, ale uwierzcie mi, że żeby jej użyć, musiałem zbierać siły trzy lata. TRZY LATA. Nie udawało się złamać krat, unieść czegokolwiek. Mają dobry system i trochę już to rozszyfrowałem, więc pracujemy nad tym, aby się temu przeciwstawić. Nasi klonerzy, najlepsi technicy w galaktyce opracowują, jak nie być podatnym na ich urządzenia. Nasza armia wygrała wojny klonów i dobrze radzi sobie również z mięsem armatnim. Nadal potrzebujesz argumentów? Jeśli wtargną na Tatooine, to pierwszym celem będziesz ty. Wybacz, za to co powiem, ale twoją bronią są interesy. Nie ruszasz się stąd nigdzie, nie dasz rady sprawnie uciec, jeśli zaatakują nagle i ze wszystkich stron. Jeżeli naszej armii nie udałoby się ich dostatecznie powstrzymać, to przynajmniej ułatwią ci ucieczkę. Zastanów się. Proszę - nalegał Skywalker.
       Jabba zamyślił się.
       - Jest jeszcze ranek - zauważył Rycerz Jedi. - Wrócę tu o zachodzie słońca. Dam ci czas. Popytaj doradców. Nie skreślaj naszej propozycji od tak. Co możesz nam w zamian zaoferować, również pozostaje w twoich rękach. Ja mogę potem to wynegocjować.
       - Iniki.***
       Anakin wyszedł z pałacu. Poszło łatwiej niż myślał. Nawet miał rację co do Jaw - nie udało im się nic zdziałać, a on już wrócił. Na jego widok natychmiast uciekły. Od zawsze były płochliwe i bardzo nieuczciwe. Uśmiechnął się na wspomnienie, jak raz zirytowały Watta tak bardzo, że ze złości kazał pracować Anakinowi dłużej niż miał. Kiedy wrócił do domu, jego matka odetchnęła z ulgą. Bała się, że coś mu się stało. Właśnie... jego mama.
       Kobieta, która po prostu zaszła w ciążę. Nie miała żadnego mężczyzny, Anakin nigdy nie miał ojca, do póki nie został Jedi, o czym tylko marzył. Ona, mimo tak abstrakcyjnych planów syna, zawsze gdzieś czuła, że się spełnią. Anakin po prostu to wiedział. Wiedział, że bez względu jak bardzo jego pomysły były zwariowane lub niebezpieczne, ona zawsze w niego wierzyła - nawet w obliczu śmierdzi coś - na pewno Moc - podpowiadała jej, że jeszcze go ujrzy i się z nim pożegna. Że popatrzy na niego oczami pełnymi dumy. Że zobaczy go, jako Jedi.
       Ona gdzieś tam była i widziała go. Widziała każdą jego decyzję - dobrą, jak i złą. Cały czas przy nim czuwała i nie opuściła go na krok. Zwłaszcza teraz. Przecież ma Leię.
__________________________________
Stwierdziłam, że przerwę sobie zrobię w pisaniu i poczytam. Jest oki :))
Proszę o pare komentarzy, naprawdę XD
*Witajcie, co tu robisz?
**Nie zawrę takiej umowy
***Dobrze.
NMBZW!

niedziela, 24 czerwca 2018

Rozdział 206


~~Anakin~~

[Cztery miesiące później]
       Bliźnięta oficjalnie weszły do Zakonu. Luke trafił pod skrzydła Obi-Wana, a Leia - pogwałcając tym samym zasady Mirialan - pod opiekę Luminary. Anakin dalej kontynuował szkolenie swojej padawanki Ahsoki. Co najlepsze, przygotował jej trening należycie. Studiowanie dokumentów, wyzwania, sparingi mieczem świetlnym. Mimo że miała zostać jego uczniem póki śmierć ich nie rozłączy, to chciał, aby w końcu jej padawańskie życie przebiegało tak, jak powinno. Jakby wojny nigdy nie było, Zygerria wcale nie stwarzała ponownego imperium polegającego na zniewalaniu planet.
    Niestety, nie mogli udawać, że w galaktyce nic się nie dzieje. Anakin za każdym razem uczestniczył w naradach podobnych jak ta tamtejszego dnia.
       - Huttowie cały czas przekładają umowę - zaczął nowy temat Windu.
       - Nie zdziałaliśmy nic przez te trzy lata? - zdziwił się Skywalker.
       - W tej sprawie? Jedynie otworzono nam dwa nowe szlaki. To tyle. Chcą wojny na własną rękę.
     - Tatooine samo się nie wybroni. Szumowiny albo się pochowają, albo uciekną. Zygerria od dawna planuje jak przejąć niewolnictwo na tej planecie. Nawet nie musiano mnie uwięzić, abym się tego dowiedział. Jedynie potwierdzili mi nasze założenia.
       - Polecisz na Tatooine - postanowił Windu. - Jutro.
       - Do służby wracam za miesiąc - przypomniał Skywalker.
       - Powiesz Jabbie wszystko, czego się dowiedziałeś. Powiesz im o tym, jak cię przetrzymywali i utarguj nam umowę o to, żebyśmy mogli im pomóc w razie ataku. Sami nie dadzą rady.
       Wybraniec wziął głęboki wdech.
       - Dobrze. Przygotuje myśliwiec. Rano zgłoszę się w Świątyni i polecę. Mam wziąć na Ahsokę?
       - Nie. Sam lecisz. Nie powinno ci się nic stać. Poza tym, padawan Tano nie chce wchodzić w ten konflikt.
       - Rozmawiałem z nią i zmienia podejście - poinformował.
       - Niech Moc będzie z tobą - życzył mu Windu.

       Anakin klęczał przy wannie pomagając Luke'owi się umyć, co było trudno bo należał do osób praworęcznych, ale chyba nikogo jak Jedi czy żołnierza opisuje powiedzenie "Trening czyni mistrza".
       - Wyjeździasz? - zapytał znienacka syn.
       - Tak - przyznał mistrz Jedi. - Ale tym razem wrócę - obiecał.
       - Leia jest smutna. Nie chce byś wyjechał.
     - To nie potrwa długo. Naprawdę - powtórzył. - Pora wyjść - polecił i rozłożył ręcznik na dywaniku. Chłopczyk wygramolił się z wanny, a jego ojciec zaczął go wycierać do sucha i pomógł włożyć piżamę. Przeczesał jego długie włosy a potem zmierzwił. Kiedy wróci, zaplecie mu warkoczyk padawana, a potem sam zetnie resztę. Obi-Wan obiecał Anakinowi ten przywilej.
       Chłopczyk pobiegł do salonu pozwalając swojemu tacie na wieczorną higienę. Mężczyzna po skończonym prysznicu sam poszedł usiąść na kanapę obserwując jak bliźnięta wcinają kolację.
       - Nie jesteś głodny? - spytała go Padme.
       - Niee - zaprzeczył. Sporo zjadł w Świątyni i był zbyt wzburzony, aby jeść cokolwiek.
       Powrót na dawną po planetę mając wspomnienia z niewolni zygerriańskiej było jak uderzenie w policzek. Albo nie - jak przywalenie twarzą w barierę stworzoną z przeszłości. Mimo wszystko przyszło mu na myśl, aby odwiedzić Owena i Beru oraz klęknąć przy grobie matki. Trochę jej poopowiadać. Ostatnim razem... złość ze względu na spóźnienie sprawiła, że nie mógł jej pożegnać tak, jak pragnął. Teraz miał szansę chociaż z nią porozmawiać na spokojnie, powiedzieć jej, że ma wnuki. Nie miał już nic do stracenia zważając na to, że przykra przeszłość już dawno zawładnęła jego światem.
______________________________________INFO
1) Tak, jak wspominałam - w wakacje dodaję rozdziały, co niedzielę. Po prawej jest info, że nie dodam 15 i 22 lipca. Powód? Tak jak wspominałam we faktach, mam dwie wady wzroku - astygmatyzm i zez. Zeza na prawym oku zoperowano mi rok temu, lewe zostanie poddane operacji 13 lipca. Po doświadczeniach z tamtego roku, zapewniam was: pisanie z jednym okiem jest TRUDNE. Noszę opatrunek dwa tygodnie z własnego wyboru i postaram się mimo wszystko pisać, aczkolwiek przez ograniczone pole widzenia, jest to problematyczne, więc proszę o więcej czasu do napisania postów na zapas.
 2) ZAPRASZAM NA BLOGA [ODNOŚNIK] <- KLIKNIJ! Jeżeli wam się spodoba, to od tych wakacji wrócę do pisania go, ale z przerwami dwutygodniowymi na okres wakacyjny. W zależności od tego, jak nowi czytelnicy go przyjmą. Jeżeli odzew będzie bardzo duży i pozytywny - będę dodawać co tydzień, w soboty!
3) POJAWIŁ SIĘ ONE SHOT! NA BLOGU: [ODNOŚNIK] <- KLIK! Jeżeli wena mi dopisze i sami podsuniecie mi pomysły - będą pojawiać się częściej :)

Poproszę o 5 komentarzy, nawet anonimowych, na tym oraz na dwóch pozostałych blogach pod najnowszymi postami. Będzie to naprawdę motywujące oraz pokażecie mi, że naprawdę chcecie to czytać.

NIECH MOC BĘDZIE Z WAMI!