No to macie part 2 ;) Ale wiecie, że już więcej cdl. nie będzie? Mam nadzieję(akurat do tytułu pasuje xD), że tak xD Mam także nadzieję, że się spodoba, a jeżeli chcecie to później w całość złożyć to klikajcie![klikaj]
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dzięki Kanclerzowi wynajęto na Coruscant dość duży budynek i dano tam materace, oraz droidy do szykowania jedzenia, tak by mieszkańcom Tatooine dano schronienie do puki, planeta nie będzie wyzwolona, a pakt z Huttami miał więcej korzyści, za pomoc.
Anakin szedł w stronę małej komnaty Mistrza Yody, gdyż został wezwany na rozmowę. Nie myślał o tym, po co go wezwano. Myślami był przy matce, z którą musiał się na chwilę rozstać, ale obiecał, że przyjdzie i porozmawiają jeszcze.
Wszedł do środka. Zastał Mistrza w medytacyjnym transie. Odczekał chwilę za nim się odezwał.
-Wzywałeś mnie Mistrzu Yoda.
-Tak. Usiądź.-wskazał jedną z puf. Skywalker usiadł. Jedną nogę miał podkurczoną, a drugą jakby miał je skrzyżować.-Wieści od Obi-Wana słyszałem.-rzekł.
-Rozmawiałeś z nim? Myślałem, że będzie uśpiony.-powiedział, lekko zdziwiony Rycerz Jedi.
-Tuż przy wejściu spotkałem go. Rozmowy, krótkiej zażądał. Matkę odnalazłeś podobno.-To nie jest Twoja sprawa! Nie powinieneś się wtrącać!-krzyczał w myślach Wybraniec, lecz odpowiedział obojętnie:
-Tak i co z tego?
-Dużo. Do zbyt wielu ludzi przywiązujesz się.
-Ale to chyba nie oznacza, że nie mogę znowu zobaczyć własną matkę i porozmawiać z nią!
-Zabronić Ci nikt nie zabrania. Chwile pobyć z nią możesz, ale dać jej odejść trudne będzie dla Ciebie.
-Jestem skazany na bycie Jedi i też przez to nie mogłem jej uwolnić.
-Uwolniona jest. Zobaczyć się zobaczyliście się. Wystarczyć tyle powinno wam.
-A jak nie to co?-Głos młodszego Jedi wyrażał wyzwanie.
-Bycie Jedi, to uczuć pozbywanie się i tego co najdroższe jest dla Ciebie.
-Mistrzu Yoda. Ona będzie tu tylko z trzy dni. Ja jej nie widziałem dwanaście lat. Daj mi chodź tyle. Później jej już więcej nie zobaczę. Znowu się z nią rozstanę. Tylko te dni daj mi z nią spędzić. Po prostu chcę z nią spędzić trochę czasu. Tyle mi wystarczy.-Yoda zastanowił się minutę nad wypowiedzią byłego ucznia Obi-Wana.
-To o co prosisz daję Ci i za słowo trzymam Cię. Odejść możesz. Przyprowadzić ją możesz tu. Niech Moc będzie z Tobą.
-Niech Moc będzie z Tobą.-Po tych słowach wyszedł. Nie sądził, że Yoda zgodzi się na to, ale jednak. Tym bardziej na to, że pozwoli by przyszła do Świątyni. Był szczęśliwy. Spotkał po drodze Ahsokę. Dał jej wolne by spędziła trochę czasu z Barriss i Atari, a sam poszedł w stronę hangaru po śmigacz, by polecieć nim po matkę.
Leciał przez planetę-miasto, mijając wiele budynków, które zamieszkiwali osobnicy różnych ras. Był ogarnięty spokojem. Pilotował uważanie. Maszyny-to co lubił. Uwielbiał dłubać w ich przewodach i naprawiać. To go odprężało. Dzięki temu znajdował spokój w Mocy w czasie wojny. Tak samo z lataniem.
Wylądował na specjalnym lądowisku i skierował się w stronę drzwi. Gdy wszedł, zobaczył prycze i materace. Gdy kroczył przez dużą przestrzeń po środku, niektórzy mu się przyglądali, ponieważ był Jedi. Jego mina nie wyrażała żadnych uczuć. W oczach było widać irytację z powodu, że przebywali tu handlarze niewolników, a także ich "własności". Nienawidził niewolnictwa. Chciałby ich wszystkich uwolnić, ale nie może i dokładnie, o tym wie. Patrząc ponownie na tych wszystkich osobników różnych ras, mających swoich panów, aż do śmierci, jeszcze bardziej się denerwował. Chciałby na to nie patrzeć, ale musiał odnaleźć w tym tłumie swoją rodzicielkę i po chwili ją znalazł. Rozmawiała wraz z Jirą i swoim mężem, o którym mu powiedziała w kajucie, gdy rozmawiali wraz z Kitsterem. W ogóle siedzieli wszyscy, których zna, prócz Watta. Siedział dalej i majstrował w maszynach, przez co młodemu Jedi przypomniała się młodość, ale przegonił wspomnienia z głowy, mimo że były w pewien sposób piękne. Szedł w stronę matki.
-Dzień dobry.-przywitał się z uśmiechem na twarzy.
-Annie?-spytała z niedowierzaniem stara kobieta.
-Witaj Jiro.-przywitał ją i ujął jej dłoń swoją żywą i się uśmiechnął, a następnie zwrócił się do matki.-Pójdziesz ze mną?
-A gdzie?-spytała lekko zdziwiona.
-Zobaczysz.-Wstał i podał matce rękę. Kątem oka zobaczył Seeka, patrzącego z lekko otwartymi ustami. Tak wiele razy nie wierzył w Anakina, a teraz zobaczył go jako Jedi i zazdrościł mu bardziej. Malutka cząstka Skywalkera cieszyła się z tego. Chciała tego od zawsze i dostała to teraz. Nareszcie. Po tylu latach. Po tylu latach pokazał Seekowi, Melee i Amee, że dzięki wyścigom w tak młodym wieku, osiągnął to, o czym oni sobie tylko marzą. Z tego cieszyła się ta cząstka, która uwielbiała się pysznić w takich sprawach. Każdy Jedi miał podobną cząstkę siebie do tej, którą ma Anakin. Mimo że są Jedi, są takimi osobami jak wszyscy w galaktyce.
Wyszedł z matką. I zaprowadził w stronę śmigacza, którym przyleciał po nią.
-Twoi przyjaciele są...zazdrośni lekko.-oznajmiła mu.
-Widziałem Seeka.-odpowiedział. Nie chciał mówić o tym, że jest z tego zadowolony.-Zabieram Cię do Świątyni. Nie chciałem tego mówić tam, żeby nie było furory.
-Mogę do lecieć Do Świątyni Jedi?-spytała zdziwiona, gdy syn pomagał jej wsiąść.
-Poprosiłem Mistrza Yodę. Nie jestem pewien, ale chyba będzie chciał Cię poznać. Mistrz Yoda to najstarszy Mistrz Zakonu Jedi. Jest mądry i zasiada w najwyższej Radzie Jedi i to od on podejmuje ostateczne decyzje.-wytłumaczył, wyprzedzając pytanie matki.
Gdy lecieli w stronę Domu Jedi, Shmi rozglądała się po planecie. Była to najbardziej zaludniona planeta w galaktyce i była stolicą Republiki. Kobieta nigdy nie widziała planety takiej jak ta. Wybraniec wcale nie dziwił się temu. Każdy kto widzi tę planetę jest nią zaciekawiony, a zarazem zachwycony nią. To normalne, dlatego Anakin uśmiechał się lekko pod nosem.
Hangar świątynny, w którym nie dawno nastąpił zamach, był przepełniony statkami, droidami i oraz pracownikami. Jedynie kilku Jedi, którzy tam byli, popatrzyli się na kobietę, która szła z Anakinem. W ich głowach przebywało tylko jedno pytanie: Po co Wybrańcowi ta kobieta w takich ubraniach? Nikt, prócz Ahsoki i Yody nie wiedział, że to jest jego matka. Obi-Wan w ogóle nie wiedział, że jego były padawan odnalazł swoją matkę. Odpoczywał w salach uzdrawiania, a Skywalker był tam tylko przez chwile, gdy wrócili z Tatooine.
****************************
Kroczyli po opustoszałych korytarzach Świątyni Jedi w świetle słońca, które raziło w oczy. Było gorąco tego dnia, ale nie przeszkadzało to Anakinowi bardzo. W takiej temperaturze jaka panowała na tej planecie, czuł jakby znowu był z matką na planecie, na której spędził sześć lat swojego życia. Spokój, który im towarzyszył w rozmowie, przerwał świergot komunikatora jednego z Bohatera Republiki. Vokara Che, poprosiła by przyszedł do Sal Uzdrawiania, ponieważ Kenobi się obudził i zażądał rozmowy z byłym padawanem.
-Zaraz wrócę. Pochodź sobie po Świątyni. Odnajdę.-poprosił matkę i pobiegł w stronę Sal uzdrawiania.
Shmi Skywalker była jeszcze bardziej zachwycona Domem Jedi niż planetą, na której właśnie przebywała. Widziała, że wszystko to co znajduję się we wnętrzu budynku, jest przepełnione spokojem. Nie wiele wiedziała o Jedi, lecz wiedziała jedno. Są dobrzy i takim człowiekiem jest jej syn, którego nie widziała dwanaście lat, ale to po to by był jeszcze bardziej wyjątkowy niż przedtem.
Doszła do miejsca, gdzie stał pewien selkathcki chłopak, a z naprzeciwka szła Ahsoka. Shmi wiedziała tyle, że była bliska Anakinowi i postanowiła, że zapyta go o nią.
-Wracaj do opętańca larwo!-krzyknął do togrutanki chłopak. Szesnastolatka stanęła. Jej oczy przepełnione były złością. Matka jej mistrza, była na razie lekko przerażona, wyrazem twarzy dziewczyny.
-Coś ty powiedział?-spytała mrocznym głosem padawanka Wybrańca. Chłopak nie zdążył krzyknąć kolejnej obelgi w odpowiedzi na pytanie Tano, ponieważ ta zaczęła go dusić Mocą i podnosić w górę. Podeszła do niego i puściła gwałtownie po czym kopnęła go z całej siły w brzuch. On ją uderzył za to z pieści w twarz. Ahsoka poczuła smak krwi w ustach, ale nie przejmowała się tym. Uderzyła go obiema rękoma w szyje z tyłu, co spowodowało, że się schylił i w tej pozycji poczuł ból w brzuchu, bo togrutanka zaczęła go kopać kolanem w to miejsce, kilka razy. W pewnej chwili chłopak chwycił ją za nogę i wywrócił. Zaczął ją okładać pięściami po twarzy. Uderzając ją, któryś raz, zahaczył pazurem o jej usta. Z lewego rogu warg zaczęła jej lecieć strużka czerwonej cieczy. Wściekła się i podrapała go po twarzy boleśnie, ale jego to nie zabolało i nie chciał ustąpić. Chciał pokazać, że Padawanka Wybrańca nie jest tak święta i może ją każdy zlać, bo z nią wygra.
Dziewczyna podniosła lekko głowę, gdy miała okazję, ale pożałowała tego, ponieważ chłopak uderzył jej głową o posadzkę. Przegiął!-krzyknęła w myślach padawanka. Przewróciła go, dziwnie wykręcając jego nogę, o mało jej nie łamiąc. Wstała i zaczęła go kopać w brzuch, ale ją przewrócił ciągnąc za lewą nogę. Ona przewracając się uderzyła o krawędź ściany, obok wielkiego okna. Jej czoło krwawiło i w dodatku uderzyła tak, że rana na w rogu ust się powiększyła. Nie poddała się. Wstała stając mocno nogą na nadgarstek selkatha. Zostawiając tak stopę, ponownie zaczęła go kopać w okolice żołądka, a później w nos, co skończyło się złamaniem, a następnie znowu zaczęła go kopać w brzuch. Pluł krwią, przez co na podłodze były czerwone kropelki i wyglądało to, niczym fajerwerki w biały dzień.
-Ahsoko stop!-krzyknęła na nią Aayla Secura trzymając ją za nadgarstki i ciągnąc najdalej od zmasakrowanego padawana.
-Śmierdzące podoo!-przezwała selkatha Ahsoka, gdy Mistrzyni Secura próbowała ją odciągnąć i uspokoić, co jej się udało po dłuższej chwili.
-Uspokój się padawanie!-kazała jej Twi'lekanka, zmuszając ją by usiadła przy ścianie.-Spokojnie.-poleciła jej spokojnie. Tano oddychała głęboko powstrzymując łzy. Była zła na swojego przeciwnika i na siebie. Pobiła "brata", czując tylko złość i nienawiść. Zrobiła coś czego nie wolno robić Jedi, ale się cieszyła z tego nawet. Pokazała innym, że mogą skończyć, jeżeli będą przezywać tak Barriss.-Dlaczego go pobiłaś?-spytała zszokowana Mistrzyni.
-Kazał mi iść do opętańca.-wytłumaczyła.- Czy oni muszą ją na każdym kroku przezywać?-spytała. Samotna łza spłynęła po jej policzku.-Wszyscy tu jesteśmy rodziną, a wszyscy perfidnie wywalają z niej Barriss, mimo że nic nie zrobiła. To nie jest fair.
-Wiesz dokładnie, że wszyscy będą ją tak nazywać, aż do końca wszystkiego. Poczekaj tu proszę na uzdrowiciela.-Po tych słowach odeszła od szesnastolatki. Dziewczyna schowała głowę w między kolana i siedziała tak, przez parę minut. Dla niej to była chwila, ale realnie mogło to trwać o wiele dłużej.
-Po co się za mną wstawiasz?-spytała Barriss podchodząc do przyjaciółki. Togrutanka podniosła głowę gwałtownie i trochę się jej w niej zakręciło.
-Nie mają prawa Cię przezywać.-odpowiedziała jej.
-Obrona mnie, w dodatku w tak okrutny sposób przyniesie Ci jedynie kłopoty Ahsoko. Przestań, bo to Ci nigdy nie wyjdzie na dobre.
-Nie przestanę. Będę Cię bronić do końca, dlatego, że jesteś moją siostrą.-Obie Jedi przytuliły się.
Postąpienie padawanki Tano nie było prawidłowe. Nie wolno jej było i wiedział, że była tego świadoma, ale mimo wszystkiego zrobiła to. Pobiła padawana, na półżywego. To było nie dozwolone. Karygodne. Yoda nie wiedział co ma począć. Ahsoka nie panowała jeszcze w pełni nad swoimi emocjami, podobnie jak jej Mistrz.
Zielony mistrz podszedł do matki Anakina powolnie, podpierając się o swą gimerową laseczkę. Nie wiedział dlaczego, ale chciał z nią porozmawiać.
-Nietypowy to widok był.-stwierdził stając na przeciwko niej.
-Tak.-odpowiedziała niepewnie.
-Nad swoimi emocjami, nie zawsze młodzi Jedi panują. Co dziś stało się, raz pierwszy był. Padawanka Tano podobnie jak Mistrz jej, słabe nerwy mają.-zaśmiał się lekko.-Matką ty Skywalkera. Dobry to mężczyzna jest. Nad nerwami panować umie. Obawiać bardzo tak, nie musisz się o niego.-dodał.
-Jak on sobie tu radził? Słyszałam jak o misjach i o innych rzeczach, które tu przeżył, ale chciałabym to usłyszeć od obserwatora.
-Trudny on jest i trudno rozszyfrować go. Szybko uczy się.-powiadomił ją.-Zawróć i w prawo skręć. Tam syna swojego spotkasz. Szuka Cię,-Odszedł od niej, by porozmawiać z Vokarą Chce, a ona poszła tam , gdzie ma się spotkać z Anakinem.
****************************
O wschodzie słońca, po spędzonym, radosnym dniu z matką, musiał ją niechętnie odwieść. Chciał jeszcze z nią trochę pobyć, ale doszła do niego wiadomość co zrobiła Ahsoka, a po za tym, Skywalker wyczuwał, że Shmi jest zmęczona.
Weszli do środka budynku. Anakin zobaczył tam Luminarę, Shaak Ti, Aaylę, Barriss i Ahsokę. Jego, o pięć lat młodsza padawanka, stała rozmawiając z jakimś klonem, niedaleko materaca, gdzie siedział Amee, Kitster, Melee, Seek i Wald.(Lol! Alfabetycznie mi się napisało xD) grających dla rozrywki w Sabaka. Skywalker zaczął iść w jej stronę, kiedy skończyła rozmowę z żołnierzem. Z racji tego, że stała plecami do niego, zobaczył je twarz dopiero, gdy się obróciła. W kąciku ust robił jej się strup i nie był to zbyt piękny widok. Na czole miała opatrunek, spod, którego było widać blado zielony kolor, leku, który dostała, by wyleczyć ranę.
-Barwo!-zaczął klaskać w dłonie z uśmiechem dumy, gdy dzielił ich tylko metr.
-Barriss się to nie podobało.-powiedziała trochę zawiedziona.
-Bo Barriss to druga Luminra. Mają hopla na punkcie przestrzegania zasad. Nic na to nie poradzisz.-oświecił ją.
-A jak bardzo mi się dostanie?
-Tego dowiem się wieczorem, na posiedzeniu Rady. Ja jestem osobiście z Ciebie dumny za to, co zrobiłaś, ale dla świętego spokoju, bardzo niechętnie, muszę dać Ci tą nie potrzebną karę. Na razie co wymyśliłem to to, że jesteś zawieszona na dwie kolejne bitwy, które nam przydzielą, a na trzeciej dołączysz i poprowadzisz szwadron myśliwców. A na razie muszę Ci pogratulować i po raz kolejny, powiedzieć, że jestem z Ciebie bardzo dumny siostrzyczko.-uśmiechnął się do niej, a następnie objął ją ramieniem, jak siostrę, za którą ją uważał. Wiedział od matki, że ma przyrodniego brata, ale go nie znał i nie chciał poznawać. Dla niego jedynym rodzeństwem była Ahsoka, lecz nie powiedział tego matce.-A teraz wybacz. Idę ustalić konstytucję, że tylko ja mogę tego mirialańskiego gnoma przezywać.-oznajmił odrywając się od togrutanki.
-Ale żeś mnie pocieszył.-powiedziała Offee słysząc jego słowa.
-Lepiej jak ja będę Cię tylko przezywać niż, żeby Ahsoka wszystkich padawanów lała.-próbował przemówić do rozumu przyjaciółce.
-Niby tak, ale waszej dwójki za niedługo nikt nie zniesie, nie mówiąc o tym, że cała Galaktyka może wybuchnąć.-stwierdziła Tano.
-A gdzie cały entuzjazm, który miałaś od początku bójki?-spytał padawankę Generał Skywalker.
-Przerobił się na twój pomysł z konstytucją.-odpowiedziała.
**************3 dni później**************
Tatooine została odzyskana. Traktat z Huttami został wznowiony i zawierał więcej punktów, co sprawiało, że było z niego o wiele więcej korzyści. Niestety odzyskanie pustynnej planety miało swoją cenę. Cztery, całe dni Anakin spędził ze swą matką, ale dla niego to za mało. W ciągu tych trzy dni wiele się dla niego działo, ale potrzebował więcej. Jedyna osoba, której mógł to powiedzieć to Padme, z którą spędzał noce. Ona jedyna go rozumiała. Chciałby, żeby matka była cały czas na Coruscant. By zamieszkała w bezpiecznym miejscu, ale wiedział, że miała "nową" rodzinę i Młody Jedi był jej częścią, ale on tego nie czuł. Dla niego rodziną była Matka, Padme, Ahsoka i Obi-Wan. Te cztery osoby sprawiały, że jest w pełni szczęśliwy. Można nawet powiedzieć, że Barriss także staje się członkiem jego rodziny, ale jeszcze długa droga do tego.
Do hangarów WAR przyszedł z Padme i Ahsoką, które poszły pożegnać się na wstępie pożegnać z Atari, gdyż leciała na kolejną wojnę, a on poszedł szukać matki. Rozglądał się za nią mając nadzieje, że nie jest już w krążowniku, który ma im zapewnić transport na Tatooine. Nie używał Mocy. Zachowywał się jakby był normalnym mężczyzną nie Jedi. Nie liczyło się w tej chwili dla niego nic, prócz odnalezienie matki w tłumie osobników różnych ras. Po dłuższej chwili-która dla niego trwała jak wieczność-znalazł ją.
-Mamo!-krzyknął do niej. Ona obróciła się na dźwięk jego głosu. Wyszła z kolejki, w której trzeba było się ustawić, do wejścia na rampę. Podeszła do syna i przytuliła. Z oczu zaczęły jej płynąć łzy. Nie wiedziała czy to z powodu, że bezie musiała go opuścić. Czy z dumy albo z szczęścia. Nie chciała w tej chwili wiedzieć. Dla niej liczyła się tylko ta chwila. Oderwała się od niego. Z jego oka popłynęła samotna łza. Jedi nie wolno być "słabymi" i on nie był słaby. Po prostu rozstawał się z rodzicielką i nie wstydził się łez. Shmi była z niego taka dumna!-Czyli ponownie się żegnamy.-bardziej stwierdziła niż spytała.
-Nie na zawsze.-odpowiedział.-Zobaczę Cię jeszcze. Republika wygra tę wojnę i Cię odwiedzę. Obiecuję.
-Będę czekać na Ciebie, jak przedtem. Jestem z Ciebie dumna Annie.-Pogłaskała go po policzku.-Tak bardzo dumna.-On uśmiechnął się do niej.-Uważaj na siebie.-poprosiła i znowu przytuliła go. Tym razem na pożegnanie. Podeszła do nich Padme, gdy się oderwali.
-Zaopiekuję się nim. A jak nie ja to Ahsoka.-uśmiechnęła się.
-Do widzenia.-pożegnała się starsza kobieta.
-Niech Moc będzie z Tobą. Przyda się.-powiedział szeroko się uśmiechając. Ona w odpowiedzi kiwnęła głową z uśmiechem dumy. Ponownie słona kropla popłynęła po policzku Młodego Jedi, którego dotknęła jego matka.
Shmi obróciła się i poszła do męża, płacząc. Dla niej te cztery dni były najlepsze w życiu. Spotkała go. Dorosłego. Odpowiedzialnego, mężnego i co najważniejsze-Szczęśliwego. Ona teraz też jest szczęśliwa. Ma to co jej potrzeba. Teraz jedynie będzie czekać na ponownie spotkanie syna po wojnie, którą wygra. W końcu jest Bohaterem Republiki- pomyślała. Jej mały Annie od początku był wyjątkowy. Zdobył wielką sławę, zaczynając od wygranej Boonta Eve Clasic jako pierwszy człowiek- który przeżył te okropne zawody, w dodatku mając dziewięć lat-po bycie bohaterem Republiki Galaktycznej w najokropniejszej wojnie.
Wchodząc na rampie, spojrzała na syna po raz ostatni przed odlotem i zobaczyła go uśmiechniętego.
______________________________________________
YAY! Wyrobiłam się! Modlitwy Idki i Barto-wnuczki zostały wysłuchane! xDD
Ostatni wątek pisany przy Avril Lavigne- When You're Gone. Nie pytać dlaczego mi się na nią wzięło, ale ok. Chcieliście cdl. to macie :D Zgaduję, że was obrazek na górze zmylił xD Jestem jędza x)) No dobra. Mam nadzieje, że się podobało (:
Teraz tak. Do końca roku szkolnego nie dodaje, żadnego o-s prócz Wielkanocy, możliwe, że na dzień dziecka i jakiś jeszcze tam może się da, ale nie więcej bo przejrzałam was cwaniaki xDD
No to ja kończę i nie zanudzam pod krechą, ale i tak pewnie tego nikt nie czyta i bla, bla, bla, bla...
Jaina. Miałaś przyjechać z braćmi i chusteczkami :< Ale to i tak nie szkodzi bo i tak Kocham wnuczęta Anakina. Jesteście kochani ♥
No i takie informacje.
▶ Na playliście pojawił się "March of the Jedi Temple". Trochę się zgapiłam, ale wczoraj większość napisałam przy tym x))
▶W zakładce "Bohaterowie" są dwie nowe postacie :)
NMBZW!
niedziela, 16 marca 2014
wtorek, 11 marca 2014
Rozdział 54
~~Anakin~~
Przebicie się przez kolejną blokadę Separatystów, było nie lada wyzwaniem, ale jak zwykle, Republika dała sobie radę, choć wymagało to dużo czasu. Niestety większe przeszkody stanęły im na drodze na powierzchni planety. Wiele droidów ich zaatakowało, ale Republikanie nie poddawali się. Odpierali dalej, strzały blasterów. Blaszaki zakrywały przestraszonych jeńców. Jeden mężczyzna, który nie stracił wiary w Jedi i ich szanował, zaatakował jednego z automatów. Był silny, lecz dłoń go bolała od uderzenia. Wydobył z siebie cichy jęk, a droid go zastrzelił. Jego żona krzyknęła. Jej serce przeszył ból. Wystąpiła by rozwalić morderce męża, ale też niestety zginęła. Jej oczy padły na blond dziewczynkę, która wszystko widziała. Oczy małej były szkliste. Pewna twi'lenka wzięła dziewczynkę by nie patrzyła na wszystko. Przytuliła ją. Znały się, ponieważ kobieta wypowiadała jej imię.
Anakin nie widział tego, ale czuł. Czuł ból dziewczynki. Wiedział jak to jest stracić matkę. Mimo, że to dziecko straciło oboje rodziców, to wiedział. Współczuł jej. Nikomu nigdy nie poleca tego uczucia, ale wojna jest okrutna. Trzeba zapłacić cenę, nawet tak wielką. Skywalker miał nadzieję, że poświęcenie jej rodziców nauczy ją być odważną. Tylko nie tak bardzo jak Ahsoka, bo pyskowanie do kogoś z na przykład: z rządu nie będzie zbyt dobrym pomysłem.-pomyślał z nutką rozbawienia, lecz walczył dalej. Dalej rozcinał blaszaki. Nadają się na złom. Na nic więcej. Każdy kawałek metalu, przeznaczone na te bezmyślne roboty, mógł być o wiele lepiej wykorzystany. Na polu walki tylko się marnuje, co trochę drażniło Anakina.
Z Ahsoką najlepiej mu się walczyło zwłaszcza kiedy, robili sobie zawody. Przez jeden miesiąc kiedy jej nie było...nie było to dla Skywalkera normalne życie. Bez jego siostry nie ma szczęścia. To nie jest idealne życie. Jest jedną z osób, które powodują, że żyje normalnie po śmierci matki.
Skończyli szybko je złomować. Wybraniec popatrzył się na tłum ludzi. Wybiegła z niego dziewczynka, która straciła tu dwie bliskie osoby. Podbiegła najpierw do ojca, a następnie do matki zaczęła płakać. Młodemu Jedi ścisnęło serce. Ogarnęła go złość. Według niego, była to jego wina. Nie uratował jej ojca. Był zły sam na siebie. Obiecał sobie, że nie pozwoli więcej do podobnych sytuacji, takiej jaka wystąpiła z jego matką.
-Mistrzu. Nie prawda.-powiedziała Ahsoka. Wiedziała o czym myśli. Zbyt dobrze go znała.-Nikt nie mógł temu zapobiec. Daj spokój. Za śmierć na starość osoby, której nie znasz, też się będziesz obwiniać? No właśnie.
-Może masz rację.-odpowiedział jej.
-"Może"? Raczej na pewno!-zganiła go.
-Chodź.
~~Yoda~~
Większość Mistrzów Jedi pojawiła się na spotkaniu Rady jako hologramy. Mistrz Mundi był na Mygeeto. Jedną z kilku planet, która jest pokryta śniegiem i jej klimat jest bardzo zimny. Reszta podobnie była rozproszona po galaktyce na różnych światach, walcząc o wygraną Republiki. Jedyni członkowie Rady, będący w domu był Yoda, Mace Windu, Kit Fisto i posłanka Rady Barriss Offee.
-Jak to atak?-spytała z niedowierzaniem Stass Allie.
-Na Yavinie są pewne informacje, które są bardzo ważne i dobrze chronione, ale jeżeli to prawda...-zaczął Ki-Adi-Mundi.
-Jest tam parę Rycerzy Jedi.-przerwała Mistrzyni Ti.
-Bultar Swan wracać z padawanką musi. Przygodę z Wojnami Klonów skończyły one.-rzekł Yoda.-Zawiadom je Mistrzyni Offee.
-Oczywiście.-odpowiedziała. Szybkim krokiem podążyła na środek komnaty, po czym ukłoniła się i wyszła, wypełnić polecenie.
-Sugeruję, żeby wysłać tam też Ahsokę.-zaproponował Kit Fisto.
-Z Atari będzie jej łatwo walczyć. Są bardzo zgrane.-powiedział Plo.
-Wysłać padawankę Skywalkera musimy także. Rację masz Mistrzu Fisto. Talent jej do obrony Świątyni na Yavin przyda się bardzo.-mówiąc to zamknął oczy. Podejrzewał, że to może być początek tego co ma nastać.
~~Anakin~~
Gdy Rex odszedł, Rycerz Jedi poszukał dziewczynki wzrokiem. Klęczała pomiędzy miejscami, gdzie leżały ciała jej rodziców, które zabrano. Nie chciała jeść ani pić. Płakała, mając zasłoniętą twarz małymi dłońmi. Niedawno też się tak czuł jak ona, lecz nim po chwili ogarnęła żądza zemsty i mordu. Coś czego nie wolno robić Jedi. Zabił nawet bezbronne kobiety i dzieci, mimo że wśród Tuskenów tylko mężczyźni są wojownikami i to oni porwali mu matkę, którą tak kochał. Której obiecywał, że wróci i ją uwolni, a zobaczył ją skatowaną i umierającą. To, że jest z niego dumna było pocieszające, ale on tego nie czuł. Trzymał w ramionach półżywą rodzicielkę, która niczym nie zawiniła. Niczym.
Opuścił głowę i odgonił złe wspomnienia. Chwile później podniósł głowę i podszedł wolnym krokiem do rozpaczającego dziecka. Miała może tylko cztery latka, a utraciła tak wiele.
-Jak Ci na imię?-spytał łagodnie klęcząc. Dziewczynka popatrzyła się na niego z zaciekawieniem
-Kayla.-odpowiedziała. Teraz patrzyła na niego ufnie. Uśmiechnął się do niej.
-Może lepiej coś zjedz. Wyczuwam, że jesteś bardzo głodna.-rzekł łagodnie.
-Może coś zjem. Zależy co polecasz.-Skywalker uśmiechnął się szeroko.
-Wszystko co teraz mamy przy sobie do jedzenia.-Dziewczynka wzruszyła ramionkami. Nie płakała już. Czuł jakby miał na nią duży wpływ. Tak jak na Ahsokę na początku. A może po prostu też wierzyła w dalsze dobro Jedi.
-Przytulisz mnie?-spytała znienacka. Wybraniec zdziwił się bardzo. Czy tego właśnie potrzebowała ta dziewczynka?-spytał się w myślach, a na zewnątrz kiwnął głową, co oznaczało "Tak". Dziewczynka wstała i objęła szyje Jedi chudymi rączkami. On natomiast objął ją żywą ręką. Nie rozumiał tego. Dlaczego ta dziewczynka poprosiła o przytulenie jego, zamiast tej kobiety. Nie rozumiał o co chodzi, ale poczuł jej wiarę w Jedi. W oddali zobaczył swoją padawankę uśmiechniętą, a zarazem zdziwioną. Uśmiechając się poruszył ustami, wypowiadając nieme ,,No co?". Ona się uśmiechnęła i nie pytała o nic. Też wyczuła uczucia dziewczynki.
Kayla oderwała się, po czym popatrzyła na Jedi z uśmiechem.
-To co? Zjesz coś?-W odpowiedzi Kayla kiwnęła główką potwierdzająco. Ruszyła z Anakinem za rękę w stronę odpoczywających klonów.
~~Atari i Bultar~~
Weszła do Centrum Komunikacyjnego ujrzała hologram Barriss Offee. Poznała ją, kiedy wróciła do Świątyni by walczyć na Wojnie.
-Hej.-przywitała się.
-Cześć Atari.-także przywitała przyjaciółkę, uśmiechając się. Atari była jedną z osób, które nie obwiniały jej za ten zamach.-Czekamy na was. Niech Moc będzie z Wami.-pożegnała się i jej obraz znikł.
-Wracamy?-spytała padawanka.
-Tak. Musimy. Nasza przygoda w Wojnach Klonów się skończyła.-odpowiedziała.-Zakon ma o wiele gorszy problem. Musimy lecieć na Yavin, ale zanim to nastąpi, pobędziemy trochę w domu, tak jak miałyśmy to zrobić.-wytłumaczyła.
-Yavin? Znowu? Spędziłam tam rok. Nie chcę tam ponownie lecieć.-powiadomiła ją z wyrzutem.
-Ahsoka leci z nami Atari. Nie rozstaniecie się ponownie.
-To świetnie!-stwierdziła wesoła Orgeen.
-Nie wiem ile tam spędzimy, ale na pewno z nią. Po za tym czeka Cię tam jeszcze wiele pracy. Będziesz mogła ją oprowadzić i przynajmniej też Ci pomoże.
-Ta praca powoduje, że nie chce tam wracać.
-Lepsze to niż wojna Atari.
-Dla mojej torgutańskiej przyjaciółki teraz już nie.
-Poglądy Skywalkera. Jaki Mistrz, taki uczeń.
-Jak dobrze znałaś mojego Mistrza?-spytała po krótkiej chwili ciszy.
-Bardzo dobrze. Poznałam go jak byłam świeżym padawanem Mistrza Plo. Dlatego Cię wzięłam na padawana. Wiesz, że zachowanie twojej rodowości było ważne i chciał Cię upilnować oraz wyszkolić jak najlepiej i zrobił to.
-Ty też to robisz Mistrzyni.-zapewniła uczennica i została obdarowana ciepłym uśmiechem.
_____________________________________________
Nanananana...no co?*robi taką samą minę co Anakin*
To tak. Wielu z was zagłosowało cdl. "Spotkania z nadziei". Jeżeli chcecie by dużo się tam działo tak jak w tamtym to, musicie mi dać co najmniej 2 tygodnie. Ale jest jeszcze jedna sprawa. Od dwóch o-s na swieta, blog jest przeplatany one-shotami i nn.Po świętach dałam nn, za tydzień była "Padawanka wybrańca". Następnie było z dwa, może trzy, a może 5 nn i walentynki. Jedna notka i o-s "Wybór(nie)Jedi". Było nn bo się nie wyrobiłam i znowu "o-s". Teraz napiszę pewnie notkę i cdl. "S. z. n" i dwie, albo trzy notki i znowu o-s na święta. Później jeszcze będzie dzień dziecka pewnie...EJ! Ja przejżałam niektórych grę! Wy to specjalnie robicie! Żebym bloga szybko nie kończyła! O wy jedne cwaniaki! No patrzcie ich. Pomysłowość godna Jedi muszę powiedzieć xD
Dobra. Mam nadzieję, że się podobało.
Dedyk, dla:
Idki
Przemka
Wiki
Mati
NMBZW!
sobota, 8 marca 2014
One-shot "Spotkanie z nadziei"
Pewnie wielu, a może kilku Fanów Star Wars w tym ja, zastanawiało się nad tym "Co by było gdyby Shmi Skywalker żyła?" Jakby wyglądała historia? Jakby wyglądało ich spotkanie po tych latach? Przecież Anakinowi Skywalkerowi podpowiedziało serce, że kiedyś zobaczy jeszcze matkę. A co by było gdyby zobaczył ją, tylko że żywą? Ja utworzyłam swoją historię w głowie i spróbuję ją przelać na klawiaturę ;) Zróbmy najpierw wstęp ode mnie.
Anakin był cały czas z Padme na Naboo. Skontaktował się z nimi Obi-Wan, a oni polecieli łamiąc zakaz za co im się... mocno oberwało. Nie oszukujmy się xD Wojna się rozpoczęła. Anakin stracił prawą rękę. Ożenił się z Padme. Jakiś czas później dostał taką jedną, czternastoletnią, pyskatą, w tej chwili mojego wzrostu Padawankę. Poleciał z nią na Teth w poszukiwaniu porwanego syna sławnego Jabby- Rotty Desilijic Tiure. Niestety okoliczności wydały się takie, że sami musieli odwieść go na Tatooine pozostawiając Legion 501 w klasztorze...no i każdy wie co tam było, więc nie zanudzam. Ale Anakin nienawidził tej planety i nie wpadł na pomysł zobaczenia się z Matką. A czy w ogóle ktoś wpadłby na taki pomysł, gdyby miał tyle na głowie ile on wtedy? No właśnie :) Historia tego One-shota zaczyna się pięć tygodni po powrocie Ahsoki do zakonu (taki jaki był na blogi, czyli pogodzenie się z Barriss...ale o wiele mniej płaczu xD Masz Idka xP) , na właśnie planecie, która była uznana za rodzinną planetę Skywalkerów- Tatooine. Zapraszam :)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Chciał, a właściwie żądał śmierci Hrabiego Dooku. Najpierw porwał mu syna wraz z wujem, który nie żyje, a teraz zaatakował Tatooine. Hutt nie wiedział co robić. Był zdesperowany. Nalot trwał od godziny. Wszystkie miasta planety zostały zajęte, a Jabba mógł się tylko ukrywać w swoim pałacu gdzie był bezpieczny. Jedynie co mógł zrobić za nim zablokowano wszystkie połączenia to skontaktować się z Republiką. Na jego szczęście Kanclerz zgodził się na pomoc. Miał obiecaną pomoc dziewięciu Jedi i ich siedmiu Legionów. Teraz musiał tylko czekać w spokoju lub w obawie przed śmiercią, ale był pewien, że planeta będzie odzyskana. (~~Jabba Desilijic Tiure~~)
****************************
Zdecydował z Kanclerzem i Mace'm Windu, że na Tatooine poleci: Obi-Wan Kenobi, Anakin Skywalker, Ahsoka Tano, Aayla Secura, Luminara Unduli, Barriss Offee, Padawan Zonder, Stass Allie oraz Plo Koon i ich legiony. Był przeciwny temu by Anakin też leciał. Wiedział, że spotka tam swoją matkę. Jedi nie mogą się przywiązywać. Choć wie, że żądanie wiecznego rozstania się Skywalkera z własną matką może spowodować wielki ból w sercu młodego Rycerza Jedi, to musiał niestety zabronić. Tak samo jak związku z Padme, ale nadal niepoiła go ich przyjaźń. Wciąż to samo do siebie czują, ale wiedzą, że na tyle im wolno. Amidala cały czas jest senatorem ponieważ każda królowa, przedłuża jej stanowisko Senatora Naboo. Służba publiczna. Od najmłodszych lat Naberrie służy swojej planecie. Najpierw jako królowa, którą chcieli utrzymać jeszcze przez jedną kadencje, a teraz jako Senator w Senacie Galaktycznym. Wiele osób uważa, że jest ona niesamowitą kobietą. Wie o Jedi bardzo dużo, jej wiedza jest tak wielka niczym archiwum Świątyni oraz przyczyniła się do traktatu z Huttami. Yodę zastanawiało jej cechy. Zachowywała się niczym Jedi. Może tak chciała moc? Może Moc chciała, żeby Jedi w czasach kiedy żyje Wybraniec, Zakon miał kogoś kto wiedział o nich wiele z zewnątrz? Może Padme Amidala jest im potrzebna. Pomogła wyszpiegować Clovisa, wstawiła się za Ahsoką, którą musieli wydać Republice mimo, że nie chcieli tego robić, ale musieli.(~~Yoda~~)
****************************
Tatooine zasłużyła według niego na atak. Nienawidził tej planety. Nienawidził niewolnictwa. Pozabijał by ich wszystkich. Wszystkich tych, którzy w byle jaki sposób popierają niewolnictwo...gardził nimi. Mordowałby ich gdyby nie to, że musi przestrzegać kodeksu. Ale co kodeks ma do rzeczy, skoro się ożenił? Cały czas łamie zasady. Czy takiej złamać nie może? Może, ale go coś powstrzymuje. Chce, lecz nie może.
Przypomniał sobie kto na tej planecie jest. Ktoś kto jest ważny w jego życiu. Matka. Nadal tam jest i nadal pewnie niewolnicą. Dwanaście lat jej nie widział. Przypomniał sobie pytanie, które jej zadał jak odchodził. Czy ją jeszcze spotka. Spotka ją. Jest tego pewien. I spełni obietnice, którą jej złożył. Uwolni ją i zabierze ze sobą. Gdziekolwiek byle tylko nie musiała być na tej przebrzydłej planecie.
Nie dzielił sam swojej kajuty. Z Obi-Wanem, ale to nie jego przyjaciel wszedł do niej, tylko Ahsoka, która dzieliła swoją kajutę z Barriss. Usiadła obok niego. Podciągnęła pod brodę lewą nogę, a prawą miała wyprostowaną. Uśmiechnęła się do niego, a on odwzajemnił ten gest. Cieszył się, że wróciła i cieszył się, że co raz bardziej jest między nimi lepiej. Że nie jest tak jak na początku. "Młoda" już nie pyskuje i się nie kłócą tak często. Nawet jeżeli stałaby się Rycerzem Jedi to z niewiadomego powodu wiedział, że będą utrzymywać kontakt, identyczny jak teraz z Obi-Wanem.
-Co Cię sprowadza mój młody Padawanie.-spytał. W środku był nadal zły z powodu powrotu na planetę.
-Ciekawość i nudy. Wszystko już zrobione. Barriss rozmawia z Luminarą inni też mają swoje obowiązki...-zaczęła wyliczać togrutanka.-W porządku?-spytała swojego mentora. Wyczuwała, że jakaś myśl nie daje mu spokoju.
-Tak myślę.-odpowiedział jej spokojnie.
-A o co chodzi?-za to pytanie została obdarowane ni złym, ni rozbawionym spojrzeniem.-No co? Jestem ciekawa.-jej oczy miały wymowny wyraz, co było trochę zabawne.
-A już myślałem, że będę musiał tej; smarkatej, pyskatej czternastolatki po całej galaktyce szukać, a jednak nie muszę bo nadal masz jej przebłyski.-powiedział uśmiechając się szeroko. Zaśmiali się oboje.
-Słyszałam jak Mistrzyni Secura mówi coś o Padme i traktacie z Huttami i coś, że mają być negocjacje... myślisz, że Padme tu przyleci?-spytała dziewczyna. Amidala była jej przyjaciółką i dokładnie pamiętała pakt z Huttami. Gdyby nie ona pewnie Togrutanka by już dawno nie żyła. Ciekawe czy zobaczę Rottę?, pomyślała. Ale Anakin miał może racje na Teth. Żebym poczekała co z niego wyraźnie. Czy też będzie taki...jak ojciec z wyglądu? Zastanawiała się padawanka.
-Ta się zawsze musi w jakieś bagno wpakować, bo inaczej nie umie.-stwierdził młody Jedi nie mając pojęcia, że nie mamrocze pod nosem tak jakby to chciał zrobić, ale powiedział to na głos.
-Bagno?
-Ta planeta to zadupie. Układ z Huttami to bagno. Potrzebne są nam te drogi nad przestrzenne, ale nie rozumiem jednego. Że zawsze ona mu się w takie rzeczy pakować. Zawsze ona, nie inny senator. Zawsze Padme Amidala. Nawet jak nikogo nie wybiorą, to się sama na ochotnika zgłosi.-wytłumaczył.- Niech mi jeszcze raz ktoś kiedyś powie, że jestem najbardziej upartą osobą w tej galaktyce, to pożegna się z życiem.-obiecał sobie.
-To akurat prawda. Wszyscy mówią na nas, a to oznacza, że muszą ją zobaczyć w akcji.-stwierdziła i uśmiechnęła się do niego.-Jednak małżeństwo nie jest takie fajne co?-spytała się go. Właśnie takie chwile umacniały ich więź między padawanem, a mistrzem. Więź, która jest najsilniejsza ze wszystkich w Zakonie.
-Nie chodzi o małżeństwo Smarku, tylko o jej zachowanie.
-A więc dla niej też jesteś nadopiekuńczy?-spytała bystra padawanka.(Skąd mi się wziął al'a cytat z Ataku Klonów? O.o)
-Słucham?!-spytał powstrzymując śmiech.-Dostanie Ci się za to kiedyś.-zagroził jej.
-Ja tylko stwierdzam fakty i po za tym, nie zrobisz mi tego. Zbyt bardzo mnie kochasz braciszku.-podniosła dumnie brodę, a potem znowu zaczęła się śmiać ukrywając twarz w podkurczonych nogach, które obejmowała rękoma.
-Moc mi świadkiem, że Cię kiedyś wydziedziczę.-ostrzegł ją pomiędzy napadami śmiechu.
-Nie zrobisz tego!-zaprzeczyła uśmiechając się szeroko.
Jak spojrzeć w przeszłość, to nigdy się tak dobrze nie bawili.
****************************
Planeta z orbity wyglądała niczym kula piachu, co stwierdziła Padawanka stojąca na mostku Republikańskiego Krążownika. Pamiętała jak po raz pierwszy ją zobaczyła podczas pierwszej misji ze swoim nowym Mistrzem. Zaatakowani przez sępy, bo Separatystom zależało na śmierci "Śmierdzielka", tylko dlatego, że go nie dostali. Dooku sam kiedyś był Jedi, a teraz uważa ich za słabych. Wiedział kim dokładnie jest Anakin Skywalker, lecz jedynym Wybrańcem dla Szanownego Hrabiego, był on sam. Sam się nazywał Wybrańcem. Gdyby był tym za kogo się podaje, wylądował by na Mortis. Spotkałby wielką trójcę. Nikt prócz Obi-Wana, Anakina i Ahsoki nie wie o takim miejscu. I tylko oni wiedzą, że Qui-Gon Jinn miał rację. Dlatego Togrutanka odkąd tylko stała się padawanką jednego z bohaterów Republiki i trochę więcej się o Dooku dowiedziała, zaczęła uważać go za starego szaleńca.
-Komandorze. Generał Skywalker każe zejść do hangaru.-powiadomił ją Yularen, który stanął obok.
-Już idę. Dziękuję Admirale.-Uśmiechnęła się z wdzięcznością i ukłoniła się lekko, po czym poszła do hangaru. Zastanawiała się co z jej mistrzem. Tatooine była planetą, na której się wychował, ale wiedziała, że jej nienawidzi. Ale coś było tu nie tak i ona wiedziała, lecz zastanawiała się co mogło mu tu jeszcze przeszkadzać? Może rodzina?-pomyślała. Wiedziała, że to nie możliwe. Wiedziała, że kochał i nadal kocha swoją matkę.
Jej rozmyślenia nie mogły ciągnąć się dalej bo znalazła się w hangarze. Rozmyślenia "zabiły" czas, który przeszywał drogę od mostka do hangaru.
-Widzę, że prace idą pełną parą.-zauważyła podchodząc do Anakina i Barriss.
-Tak. Ja, ty i Barriss wraz z ośmioma pilotami lecimy na planetę atakując droidy na miastach dając znak wyzwolenia i w dodatku poniszczymy trochę. Musimy przeprowadzić każdego Generała na wyznaczone miasta.-zaczął tłumaczyć Skywalker.
-Droidy dali jeńców tylko do pięciu miast. Z reszty są podzieleni i dani do nich by zrobić sobie większą tarczę z niewolników bo Jabba się tym zajmuje więc wiadomo o co im chodzi. Farmerzy są przeprowadzeni do pobliskich miast więc nie trzeba ich uwalniać.-dokończyła Offee.
-Jawowie i Tuskeni są gdzieś ukryci, ale blaszaki nie będą ich szukać bo nie mają czasu. Zaczynamy od Mos Gamos przeprowadzając tam Aaylę, później na Mos Ila Stass Allie. Plo Koon na Mos Etnę; Barriss kończy na Mos Espie, gdzie będzie czekać na nią Zonder i zacznie rozwalać złomy. My kończymy na Mos Eisley gdzie będziemy walczyć z Luminarą. Tam jest najwięcej jeńców.-ponownie wytłumaczył Bohater Republiki.(nazwy miast są prawdziwe ;) )
-A co z Obi-Wanem?-spytała Tano.
-Na stepach jest ustawione z siedemset droidów. Tym zajmie się on, a my zrobimy na nich ostrzał jak wlecimy co ułatwi mu zadanie.-odpowiedziała Mirialanka.
Cała trójka weszła do myśliwców.
-Dobrze Cię znów widzieć R7.-odpowiedziała na pisk astrodroida.-Też za Tobą tęskniłam. Wygramy to.-obiecała. Tak samo jak R2 traktowała swojego R7 jak przyjaciela.
W głośnikach usłyszała pisk droida swojego Mistrza i uśmiechnęła.
-Za Tobą też.-odpowiedziała mu.
-Nie jesteś opuszczony R2.-Anakin uśmiechnął się szeroko.-Jedynka gotowa.-Po jego słowach zaczęło się odliczanie. Gdy doszli do ostatniego wylecieli z hangaru. Za nimi podążyło siedem kanonierek z żołnierzami 212 Batalionu Szturmowego z Kenobim na czele. Od razu jak wlecieli na powierzchnię Tatooine spotkali "falę" droidów. Na Moc!, pomyślała Barriss. Zaczął się ostrzał. Może ze sto blaszaków zostało zniszczone, a resztę zostawili Niekwestionowanemu Mistrzowi Soresu. Zaraz za myśliwcami pojawiły się kanonierki Aayly lecące w stronę Mos Gamos. Na drodze napotkali kolejne sępy. I znowu zaczęła się strzelanina. Coś co uwielbiał Skywalker i jego padawanka. To był ich żywioł. Walka. Bitwy.
Gdy znaleźli się nad Mos Gamos zaczęli kolejny raz strzelać do droidów. Jeden klon trafił w jeden bar, co spowodowało zniszczenie. Kanonierki Generał Secury zaczęły strzelać. Trzy Delty 7 wraz z kilkoma pilotami z WAR w stronę następnego miasta rozstrzelając kolejne sępy. Za nimi podążyła Stasss Allie wraz ze swym Legionem. Anakin nigdy nie widział Mos Illa. Było trochę mniejsze od Mos Espy, ale było tam masę jeńców. I z tego miasta i z kilku innych. Nienawidził niewolnictwa. Zabiłby najchętniej wszystkich Zygerian i Huttów.
-Niech Moc będzie z Wami.-życzyła im tholthianka, gdy skakała z wnętrza LAAT w stronę jeńców z włączonym mieczem świetlnym.
-Teraz ty Mistrzu Plo.-powiadomiła Kel Dora Ahsoka. Za nimi pojawiły się kanonierki z 104 Batalionem.
-Skywalker. Jeńcy są umieszczeni w pewnym punkcie miasta. Ty i Ahsoka omińcie ich po prawej stronie bez strzelaniny, a Barriss z jakimś żołnierzem z lewej i to samo. Wtedy wkroczymy z zaskoczenia.-poinstruował go Koon.
-Przyjąłem.-odpowiedział mu Wybraniec. Miasto było widać po kilku minutach. Rozdzielili się tak jak ustalił Plo. Anakin przyśpieszył wraz z Ahsoką w tym samym momencie co Barriss i jeden klon. Droidy były zdezorientowane i rozglądały się za czterema myśliwcami przez co, żołnierze 104 Batalionu mogli je niszczyć nie narażając się na straty, minimum dwóch klonów. Skywalker mógł spokojnie lecieć w stronę Mos Espy. Mos Espa...-pomyślał były niewolnik. To miasto, w którym się wychował przez sześć lat. Miasto, gdzie zostawił swoją matkę. Przyjaciół. Po raz pierwszy od początku wojny przypomniał sobie o jego najlepszym przyjacielu z dzieciństwa. Jedynej osobie,-prócz matki- która wiedziała, że jak mały Annie(Masz Iga wiem, że uwielbiasz to określenie xD) coś postanowi, to mówi poważnie. Kitster Banai. Kitster nie był taki jak Seek, Amee albo Melee. Jedyną osobą, która także traktowała małego Anakina poważnie był W. Wald. Rodiański przyjaciel, lecz nie tak bliski jak Kitster, który najbardziej wspierał młodego Skywalkera.
Wspomnienia o przyjacielu spowodowały, że dwudziestojednoletni generał przypomniał sobie ostatni dzień na Tatooine. Kiedy był sławny, przez to, że jako pierwszy człowiek w dziejach wygrał wyścig Boonta Eve Classic. Pierwszy człowiek mający tylko dziewięć lat. Ale to właśnie sprawiło, że jest sławny do teraz na tej pustynnej planecie. Teraz jest Jedi. Wraz ze swoim byłym mistrzem Obi-Wanem Kenobim jest bohaterem Republiki. Jest uważany za najlepszego pilota w galaktyce. Najpierw wygrał wyścig jako dziewięcioletni chłopczyk. Później złamał blokadę na ojczystej planecie swojej żony czyli Naboo. Osiągnął wiele, ale uwielbiał o tym po prostu zapomnieć. Takie chwile następują, kiedy może spędzić te parę pięknych godzin z Padme.
-Mistrzu!-krzyknęła Ahsoka w głośnikach "Lazurowego Anioła II". Jej myśliwiec leciał najbliżej jego, więc wyczuła, że "odpłynął".-Galaktyka do Anakina Skywalkera! Halo!
-Jestem Smarku.-uśmiechnął się.
-Kiedy indziej na to czas. Teraz mamy Mos Espę do przejęcia.-Dzięki R2 wyglądało jakby Anakin naprawdę pilotował, a nie żył w innym świecie. W marzeniach, przeszłości, przyszłości. Lecz to miało minusy. Nie zauważył kolejnych kanonierek z Zonderem na czele. Gdy próbował poukładać sobie całą teraźniejszość, usłyszał w głośnikach pisk R2-D2. Na ekranie pojawiły się litery aurebeshu co oznaczało słowa astrdroida, które brzmiały "Nasz cel". Niedaleko było widać osadę. Anakin poczuł ciepło w skórze. Nienawidził tej planety, ale tak jakby coś-a może i nawet Moc-podpowiadało mu, że spotka tu matkę. Że zobaczy kolejny uśmiech na jej twarzy, który widział tylko w co raz bardziej blaknących wspomnieniach.
-MISTRZU!-krzyknęła rozdrażniona Tano. Wie, że wrócił na swoją planetę, ale odkąd zaczęli lecieć w stronę Mos Espy odpływał. Nie wiedziała jak to jest wracać do swojego rodzinnego domu, ale to drażniło i było dziwne. Przecież jej odważny Mistrz zawsze był czujny, uważał, a teraz odpływa cały czas i jedynie co podtrzymuje młodą padawankę na duchu to to, że jego droidem jest R2 i pilotuje wraz z nim.
-Przepraszam.-powiedział cicho Rycerz Jedi i skupił się już na zadaniu. Nie czas teraz na to. Odnajdę matkę później, jak już wygramy.-obiecał sobie i skupił się całkowicie.
-Czas na mnie. Niech Moc będzie z Wami.-odezwała się Barriss. Nie słyszała rozmowy swoich dwóch przyjaciół, bo Ahsoka przerzuciła na tak jakby "prywatny" tryb rozmowy.
-I z Tobą.-życzyli jej równocześnie. Im zostało Mos Eisley. Z Luminarą mają spotkać się w połowie drogi. W mieście, które mu przydzielili nie było kogoś, kto był mu bliski. Nikogo tam nie znał i cieszył się z tego.
Gdy znaleźli się nad miastem ujrzeli Luminarę i wojsko. Widocznie zaczęła bez nas. No cóż. Mniej zabawy, ale ważne by było.-stwierdził w myślach Anakin. Kiwnął głową w stronę padawanki, na znak, że wchodzą. Oboje otworzyli kokpity i wyskoczyli z nich, włączając miecze w locie. Wylądowali swobodnie na ziemi i rzucili się na droidy. Kapitan Rex i 501 Legion przylecieli z Unduli. Ahsoka walczyła u boku dzielnego kapitana, a Anakin walczył ramię w ramię, o siedemnaście lat starszą mistrzynią. Wszyscy usłyszeli głośny krzyk dziecka. Droid potknął się o drugiego i strzelił niechcący w stronę tłumu. Padło na prawe ramię. Dziewczynka zaczęła płakać. Ramię ją piekło i czuła jakby rozrywało jej całą rękę. Rycerz Jedi wyczuwał jej ból i doskonale ją rozumiał. Niekiedy miał ochotę po prostu rozwalić protezę przez sensory bólu. Także czuł, jakby coś mu rękę rozrywano. Gdyby nie to, że słyszał szmer serwomotorów swojej mechanicznej ręki przy najmniejszym poruszaniu nie wiedziałby, że ją ma tak, jak nie wiedziała tego większość galaktyki.
Postanowił skupić się teraz na walce, niż na bólu dziecka, które miało może z sześć lub siedem lat. Skupił się na rozwalaniu droidów, bo walczył za takie osoby, jak ta dziewczynka. Przeciął klingą miecza świetlnego kolejnego blaszaka, a później kolejne, podobnie jak Mirialańska mistrzyni i jego padawanka.
Minęło trochę czasu za nim się uporali ze złomami. Ahsoka od razu podbiegła do dziewczynki i oglądnęła jej ramię. Za nią poszedł klon-medyk.
-Jestem Ahsoka.-przedstawiła się padawanka łagodnym głosem, aby zdobyć zaufanie dziewczynki.-Mogę zobaczyć ramię? Chcę pomóc. Nic Ci nie zrobię.-uśmiechnęła się do niej, a dziecko o dziwo odwzajemniło gest. Nie bało się jej w ogóle.-Mogę w takim razie zobaczyć?-W odpowiedzi dziewczynka kiwnęła głową. Tano delikatnie wykręciła jej chudą rękę i obejrzała ranę.-Powiesz mi jak masz na imię?-spytała się.
-Vella.-odpowiedziała.
-Vella. Muszę Ci dać pewien lek, ale przez igłę. Poczujesz lekkie ukłucie.-zapewniła ją Vella popatrzyła na togrutankę z ufnością. Ahsoka uśmiechnęła się do niej i wpuściła lek do jej krwi. Dziewczynka nie poruszyła się ani razu, również nic nie mówiła. Była odważna.-Teraz zajmie się tobą ten żołnierz, ja muszę coś załatwić.-Po tych słowach wstała i odeszła do Mistrza.
****************************
Tylko jedna osoba w galaktyce ma taki wyraz oczu w niebieskim odcieniu. Tylko jedna osoba, posiada oczy, które by rozpoznała wszędzie. Osoba, która mimo niewolnictwa potrafiła się cieszyć życiem. Osoba, która jest wolnym człowiekiem. Osoba, której nie widziała tak wiele lat. Jej syn. Jej dorosły syn. Jej mały Annie nie był już małym chłopcem. Jest Jedi. Była z niego dumna.
Patrzyła jak podchodzi do niego młoda Togrutanka. Rozmawiali z Mirialanką, ale dla niej najważniejszy był on. Na jego twarzy pojawił się uśmiech przepełniony aprobatą w stronę dziewczyny.
-Idź.-przepędził dziewczynę uśmiechając się szeroko. Ona obróciła się i poszła kilka kroków od Shmi, do postrzelonej dziewczynki.
-To on.-odezwała się do mężczyzny obok.
-Kto?-spytał się jej mężczyzna.
-Ten chłopak. To Anakin. Cliegg. To mój syn.-jej oczy zaczęły lśnić. Nie wiedziała ile tak stała, ale podeszła do niej togrutanka, która rozmawiała wcześniej z jej synem.
-Wszystko w porządku?-spytała dziewczyna.
-Tak.-odpowiedziała..-Na pewno.-wyprzedziła pytanie padawanki.
-Jeżeli by się coś działo to proszę śmiało mówić.-Po tych słowach dziewczyna podeszła.
Anakin w pewnym momencie zaczął szukać swojej "siostry" wzrokiem. Zobaczył ją jak stała z pewną kobietą. Znał ją dobrze z wyblakłych wspomnień z dzieciństwa. Tyle chwil z nią spędził. Te wiele wesołych momentów na Tatooine, sprawiało, że zapomnieli, że są niewolnikami. Ale teraz on jest wolny. I przez wolność musiał ją zostawić. Wiedział, że szczęście kosztuje, ale dla niego była to zbyt duża cena.
Ahsoka odeszła, a on popatrzył się na matkę, a ona na niego. Teraz już płakała, a on się do niej uśmiechnął. Cieszył się, że może ją ponownie zobaczyć, choć nie bardzo wiedział, jak to możliwe, że jest w Mos Eisley, a nie w Mos Espie, Lecz teraz go to nie obchodziło. Dla niego ważne było, że znowu zobaczył ten uśmiech.
-Skywalker!-zawołała go Luminara, brutalnie kończąc tą szczęśliwą chwilę. Skywalker nie mając wyboru podszedł do mistrzyni. Miała zmartwioną minę, a zarazem lekko przerażoną.
-Słucham?-spytał.
-Na stepach pojawiły się nowe droidy. Bardziej uzbrojone i silniejsze. Klony praktycznie wszystkie wybite. Przeżyło pięciu i Obi-Wan, ale jest ranny. Ostatecznie uratował ich szwadron lecący stąd.
-Gdzie on jest?-spytał Wybraniec.
-Jeńcy z Mos Illa są już wszyscy w kanonierkach i lecą już do wyznaczonego krążownika. Mos Gamos tak samo. Aayla i Stass, lecą wspomóc Mos Espę bo tam droidy zaczęli atakować niewolników. Barriss przyleci tutaj, a Stass zajmie się tam. Barriss zajmie się tu Obi-Wanem i tą dziewczynką, a później pomaga Stass.-wytłumaczyła.
-Dobrze.-odpowiedział. Pozostało mu tylko czekać na przyjaciela. Podeszła do niego Tano.
-Co jest?-spytała go.
-Jak to co? Obi-Wan jest ranny, ale ja go tym razem nie uratowałem.-"oświecił"ją.
-No tak. Wasze hobby.-powiedziała z uśmiechem. Do ich uszu doszedł dźwięk lądującej kanonierki. O wilku mowa.-pomyślał ironicznie Anakin. Klony posadziły Obi-Wana obok rannej dziewczynki. Kenobi przyłożył rękę do jej rany i zanurzył się w Mocy. by uzdrowić dziewczynkę.
-Zostaw ją.-powiedział jego były padawan z głosem nie przyjmującym sprzeciwu.
-Ta dziewczynka potrzebuje pomocy Anakinie.-rzekł spokojnie negocjator Jedi.
-Barriss jak przyleci to jej pomoże, a jak nie skończysz w tej chwili, to Tobie nikt nie będzie umiał pomóc.-zagroził Skywalker. Starszy Jedi znowu zamknął oczy i próbował uzdrowić dziewczynkę. Anakinowi powoli kończyła się cierpliwość, a jego matka patrzyła na to wszystko z zaciekawieniem.
-Stary, uparty cap!-krzyknął Wybraniec do Kenobiego.
-Ja?-spytał otwierając oczy.
-A co my próbujemy bawić się w uzdrowicieli, którymi nie jesteśmy?-spytała kpiąco Ahsoka. Jej mistrz wyciągnął rękę pokazując na nią z popierającą miną.
-To, że przeżywasz kryzys wieku średniego to nie jest nasza wina, ale nas posłuchaj chociaż raz!-poprosił.
-Ty mnie przez dziesięć lat nie słuchałeś i było dobrze?-spytał z ironią Obi-Wan.
-Hej! Ja nie bawiłem się w tego kim nie jestem jak ty, jasne? Teraz ja nie jestem Twoim padawanem, ale przyjacielem i jako dobry przyjaciel radzę Ci skończyć z uzdrawianiem, przez, które o mało, żeś się nie wykończył na Lanteeb! Na Moc zlituj się.-odpowiedział młodszy.
-Taa...bo potrafi.-stwierdziła Soka.-Barriss gdzie ty jesteś?-spytała. Na jej szczęście-w które Jedi oczywiście nie wierzyli-pojawiła się mirialańska przyjaciółka.-Chwała Mocy.-powiedziała pod nosem szesnastolatka.
Gdy kanonierka już opadła na drażniący piasek, wyszła z niej Mistrzyni Offee.
-Kogo trzeba uzdrowić?-spytała opierając się ręką na ramieniu o dwa lata starszego przyjaciela.
-Obi-Wana. Najlepiej na mózg.-poinformował uzdrowicielkę.-Siebie przy okazji też wylecz na to samo.-dodał.
-Nienawidzę Cię.-wycedziła przez zaciśnięte zęby dziewczyna. Tyle osób się dziwiło, że pomieszczenie lub planeta, na której przebywali jeszcze nie wybuchła.
****************************
Każde miasto miało przydzielone krążownik, lecz połowa Mos Eisley musiała iść do krążownika Mos Espy. Tam Shmi spotkała Watto, Jirę i dawnych przyjaciół Anakina- Kitstera, Amee, Melee, Seeka i W. Walda. Dawno ich nie widziała i z małych dzieci wyrosły dorosłe osoby.
Atari Orgeen, która wraz ze swoją Mistrzynią Bultar Swan i przyszywaną kuzynką-którą mimo wszystko traktowała jak swoją prawdziwą kuzynkę, ale jeszcze bardziej jak rodzoną siostrę-Padem Amidalą. przybyła z Coruscant z krążownikami przeznaczonym dla jeńców z Tatooine, zapisywała ich nazwiska i imiona w specjalnym datapadzie. Zapisywała także miasta, z których pochodzą, by można było ich później odesłać w odpowiednich statkach do domu. Była skupiona na tym co robi. Musiała. Na planecie są niektórzy przestępcy, których trzeba zamknąć, ale są na krążownikach wraz z mieszkańcami. W pewnym momencie przed jej oczami pojawiła się dłoń z nośnikiem pamięci, w których są zapisane nazwiska kolejnych przestępców. Była to dłoń Padme. Szesnastoletnia Dathomirianka wzięła od niej nośnik i podziękowała.
-Radzisz sobie czy Ci pomóc.-spytała Senator.
-Na razie sobie radzę.-odpowiedziała z uśmiechem. Pomagały sobie wzajemnie jak tylko mogły. W obowiązkach i życiu. Ati jako jedyna z jej rodziny wiedziała, że Amidala ma męża i jest nim Wybraniec, który ma przywrócić równowagę Mocy w galaktyce.-Imię i nazwisko.-poprosiła Atari pewnego młodego mężczyznę. Padme popatrzyła się na niego, a później jej wzrok padł na kobietę w wieku pięćdziesięciu dwóch lat. Była to matka Anakina. Naberrie uśmiechnęła się do niej, ale po chwili obróciła głowę do tyłu, bo za nimi w hangarze wylądowała kanonierka. Wyszedł z niej Skywalker, Ahsoka i Obi-Wan, którego żołnierze położyli na przenośnej pryczy. Amidala popatrzyła się na swojego męża. Był wściekły. Podeszła do niego, a Atari przebiegła obok niej bardzo szybko, by przytulić swoją przyjaciółkę na powitanie. Ty mnie kiedyś siostra do zawału doprowadzisz-pomyślała wystraszona i troszkę wkurzona senator.
-Coś ty taki zły.-spytała z lekkim uśmiechem Skywalkera. Nie było Obi-Wana więc mogli swobodnie pogadać.
-Pomyślmy...Znowu wracam na tą kupę piachu, ty tu przyleciałaś, bo jesteś uparta. Obi-Wan znowu bawi się w uzdrowiciela mimo, że z nim jest źle. Niech mi ktoś powie, że ja i Ahsoka jesteśmy najbardziej uparci w galaktyce, to najpierw każę mu się zmierzyć z Tobą i tym starym capem, a później go zabiję.-wysłowił się na jednym wydechu.
-Ej. Ja się akurat zaraziłam do Ciebie.-zażartowała jego żona.
-Jeszcze kiedyś Cię dorwę.-obiecał.
-Czekam z niecierpliwością.-poinformowała go robiąc kpiącą minę.-Spotkałam przed chwilą Twoją matkę.-powiedziała niepewnie.
-A ja ją godzinę temu.-powiedział uśmiechnięty.
-Kogo?-spytały obie padawanki.
-Później Ci powiem Smarku. Teraz trzeba raport złożyć.-ostatnie dwa słowa powiedział z niechęcią. Nienawidził tego.
****************************
Zdziwiła się kiedy Anakin powiedział, że kobieta, której pytała się na Tatooine czy wszystko dobrze, jest jego matką. Cieszyła się, że ją znalazł. Nie opowiadał o matce prawie nigdy, ale teraz z nim o niej rozmawiała. Mówił, że jest bardzo miła i zazwyczaj uśmiechnięta, często dawała reprymendy, ale mimo wszystko ją bardzo kochał, bo wiedział, że się o niego martwiła. Nigdy by nie zrobiła nikomu krzywdy. Dla niego była najlepszą matką w galaktyce, ale przecież dla każdego dziecka, własna matka taka jest. Ale Ahsoka z tego co mówił jej Mistrz, stwierdziła, że to jest matka marzeń.
Weszła do hangaru i od razu zobaczyła Panią Skywalker. Siedziała na materacu na podłodze, bo na razie tyle mogła dać jeńcom Republika jeżeli chodzi o sen, ale mieli koce i poduszki. Gdy Togruranka podeszła do niej, ta popatrzyła na nią zdziwiona. Tano wyciągnęła do niej rękę, by pomóc jej wstać, a ona ją przyjęła z chęcią.
-Proszę za mną.-powiedziała uprzejmie Soka.-Ty też.-powiedziała do Kitstera. O nim też trochę słyszała.
Banai wstał i wraz z matką swojego dawnego przyjaciela, podążyli za padawanką. Mijali wiele klonów, ale żaden z nich nie zwracał uwagi na tą dwójkę. Szesnastolatka była Komandorem WAR i prawdopodobnie byli je do czegoś potrzebni, ale żaden żołnierz nie śmiał spytać. Nie powinni się tym interesować, a nawet jeżeli by, któryś się z nich spytał Tano, wcale by się nie uniosła i nie miałaby im tego za złe. Każdy jest ciekawy różnych rzeczy.
Doszli do drzwi kajuty. Ahsoka otworzyła je. Jej mentor właśnie zakładał rękawice na protezę, która zastępowała mu rękę, po pamiętnym, pierwszym pojedynku z Dooku na Geonosis, która zapoczątkowała Wojny Klonów. Popatrzył na nią, a ona się uśmiechnęła potwierdzająco.
-Dziękuję Ahsoko.-powiedział do niej uśmiechając się.
-Nie ma sprawy. To ja idę zobaczyć co u naszego upartego, starszego braciszka.-poinformowała szykując się do wyjścia.
-Pozdrów tego starego capa.-poprosił ją uśmiechając się szeroko.
-Jasne. Zacytuje mu. Powinien się ucieszyć ze swojej nowej ksywy.-roześmiała się.
-Przyjdę do niego jak będę mógł. Niech Moc będzie z Tobą Smarku.-życzył jej.
-I z Tobą.-Po tych słowach wyszła, a drzwi się zamknęły. W kajucie był tylko on, jego matka i dawny przyjaciel. Shmi podeszła do niego, a on ją przytulił. Jego oczy były szkliste i kilka sekund później, leciały z nich łzy. W końcu ją zobaczył. W końcu ją spotkał. Tyle lat marzył o tym, by znowu ujrzeć łagodny wyraz twarzy swej matki. Ta chwila...oddałby po prostu wszystko by ją zobaczyć. Wszystko prócz innych, bliskich dla niego osób. Był wdzięczny, że Separatyści zaatakowali tą planetę, bo mógł ją zobaczyć, ale to szczęście kosztowało stratą klonów. Taka była cena za szczęście w czasie wojny.
-Mój syn. Mój dorosły syn. Jestem z Ciebie dumna Annie.-rzekła do jego ucha matka. Po jej głosie było wiadome, że płakała. W prawdzie nienawidził jak mówiono do niego Annie. Czuł się jak mały chłopiec. Ale co innego, jak wypowiadała to zdrobnienie matka i Padme. Podobnie było po pasowaniu. Zwracano się do niego "Mistrzu Skywalker", lecz nie przeszkadzało mu to tak bardzo, gdy usłyszał ten przydomek z ust żony.
-Mamo.-zwrócił się do niej młody Jedi. Tylko tyle mógł jej na razie powiedzieć. Oderwała się od niego i popatrzyła się na niego z dumą w oczach, a on się uśmiechnął. Popatrzył się na Kitstera. Podszedł do niego i przytulił po przyjacielu. Tylko on rozumiał małego Anniego, na Tatooine, bo tylko on był prawdziwym przyjacielem.
-Nie wierzę.-powiedział Kitster do Anakina jak tylko się oderwali od siebie.-Jesteś Jedi. Pozazdrościć tylko.
-Jesteś szczęśliwy?-spytała matka syna.
-Nic prócz końca wojny wygraną Republiki mi do szczęścia nie trzeba. Mogłem was zobaczyć ponownie, mam padawankę, która jest dla mnie jak siostra. Mistrza, którego traktuje jak ojca. Żonę. Lepszego życia nie mógłbym mieć.-odpowiedział.
-Masz żonę. Jedi mogą mieć drugą połówkę?-spytał zdziwiony Kitster.
-Nie nie mogą. Dlatego mówię wam to w tajemnicy, bo wiem, że ją dochowacie.-uśmiechnął się do przyjaciela Wybraniec.
-Zawsze.-odpowiedział mu przyjaciel.
-Kto posiada to szczęście?-spytała uśmiechając się Shmi.
-Padme.-Nie wiedział jak zareagują, ale ważne by wiedzieli.
-Jeżeli ty jesteś szczęśliwy, to ja też teraz mogę być. Bo mi więcej do szczęścia nie było nic potrzebne, prócz tego by zobaczyć Cię szczęśliwego.-Po tych słowach Anakin znowu przytulił matkę.
____________________________________________________
Daj z siebie wszystko, Ziomek cel jest tak blisko...był i jest! Zaległy One-shot skończony! Nareszcie się doczekaliście i mam nadzieję, że się opłacało.
Ja osobiście nawet jestem dumna z tego one-shota, ale każdy ma inne zdanie.
To co teraz zrobię powinna zrobić Wika bo najdłużej w tym siedzi. Więc...powitajmy Przemka jako nowego blogera tematyki SW! Jest to drugi chłopak, który pisze, więc z racji tego, że dziewczyn jest 12, a chłopców na razie 2 to umówmy się, że każdego chłopaka będziemy witać. Niech się cieszą :DD
Dziewczyny! Wszystkiego najlepszego z okazji DNIA KOBIET! :*
Tak więc kończę i mam nadzieję, że nie pożałujecie te parę minut czytania tego nad krechą :*
NMBZW!
Anakin był cały czas z Padme na Naboo. Skontaktował się z nimi Obi-Wan, a oni polecieli łamiąc zakaz za co im się... mocno oberwało. Nie oszukujmy się xD Wojna się rozpoczęła. Anakin stracił prawą rękę. Ożenił się z Padme. Jakiś czas później dostał taką jedną, czternastoletnią, pyskatą, w tej chwili mojego wzrostu Padawankę. Poleciał z nią na Teth w poszukiwaniu porwanego syna sławnego Jabby- Rotty Desilijic Tiure. Niestety okoliczności wydały się takie, że sami musieli odwieść go na Tatooine pozostawiając Legion 501 w klasztorze...no i każdy wie co tam było, więc nie zanudzam. Ale Anakin nienawidził tej planety i nie wpadł na pomysł zobaczenia się z Matką. A czy w ogóle ktoś wpadłby na taki pomysł, gdyby miał tyle na głowie ile on wtedy? No właśnie :) Historia tego One-shota zaczyna się pięć tygodni po powrocie Ahsoki do zakonu (taki jaki był na blogi, czyli pogodzenie się z Barriss...ale o wiele mniej płaczu xD Masz Idka xP) , na właśnie planecie, która była uznana za rodzinną planetę Skywalkerów- Tatooine. Zapraszam :)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Chciał, a właściwie żądał śmierci Hrabiego Dooku. Najpierw porwał mu syna wraz z wujem, który nie żyje, a teraz zaatakował Tatooine. Hutt nie wiedział co robić. Był zdesperowany. Nalot trwał od godziny. Wszystkie miasta planety zostały zajęte, a Jabba mógł się tylko ukrywać w swoim pałacu gdzie był bezpieczny. Jedynie co mógł zrobić za nim zablokowano wszystkie połączenia to skontaktować się z Republiką. Na jego szczęście Kanclerz zgodził się na pomoc. Miał obiecaną pomoc dziewięciu Jedi i ich siedmiu Legionów. Teraz musiał tylko czekać w spokoju lub w obawie przed śmiercią, ale był pewien, że planeta będzie odzyskana. (~~Jabba Desilijic Tiure~~)
****************************
Zdecydował z Kanclerzem i Mace'm Windu, że na Tatooine poleci: Obi-Wan Kenobi, Anakin Skywalker, Ahsoka Tano, Aayla Secura, Luminara Unduli, Barriss Offee, Padawan Zonder, Stass Allie oraz Plo Koon i ich legiony. Był przeciwny temu by Anakin też leciał. Wiedział, że spotka tam swoją matkę. Jedi nie mogą się przywiązywać. Choć wie, że żądanie wiecznego rozstania się Skywalkera z własną matką może spowodować wielki ból w sercu młodego Rycerza Jedi, to musiał niestety zabronić. Tak samo jak związku z Padme, ale nadal niepoiła go ich przyjaźń. Wciąż to samo do siebie czują, ale wiedzą, że na tyle im wolno. Amidala cały czas jest senatorem ponieważ każda królowa, przedłuża jej stanowisko Senatora Naboo. Służba publiczna. Od najmłodszych lat Naberrie służy swojej planecie. Najpierw jako królowa, którą chcieli utrzymać jeszcze przez jedną kadencje, a teraz jako Senator w Senacie Galaktycznym. Wiele osób uważa, że jest ona niesamowitą kobietą. Wie o Jedi bardzo dużo, jej wiedza jest tak wielka niczym archiwum Świątyni oraz przyczyniła się do traktatu z Huttami. Yodę zastanawiało jej cechy. Zachowywała się niczym Jedi. Może tak chciała moc? Może Moc chciała, żeby Jedi w czasach kiedy żyje Wybraniec, Zakon miał kogoś kto wiedział o nich wiele z zewnątrz? Może Padme Amidala jest im potrzebna. Pomogła wyszpiegować Clovisa, wstawiła się za Ahsoką, którą musieli wydać Republice mimo, że nie chcieli tego robić, ale musieli.(~~Yoda~~)
****************************
Tatooine zasłużyła według niego na atak. Nienawidził tej planety. Nienawidził niewolnictwa. Pozabijał by ich wszystkich. Wszystkich tych, którzy w byle jaki sposób popierają niewolnictwo...gardził nimi. Mordowałby ich gdyby nie to, że musi przestrzegać kodeksu. Ale co kodeks ma do rzeczy, skoro się ożenił? Cały czas łamie zasady. Czy takiej złamać nie może? Może, ale go coś powstrzymuje. Chce, lecz nie może.
Przypomniał sobie kto na tej planecie jest. Ktoś kto jest ważny w jego życiu. Matka. Nadal tam jest i nadal pewnie niewolnicą. Dwanaście lat jej nie widział. Przypomniał sobie pytanie, które jej zadał jak odchodził. Czy ją jeszcze spotka. Spotka ją. Jest tego pewien. I spełni obietnice, którą jej złożył. Uwolni ją i zabierze ze sobą. Gdziekolwiek byle tylko nie musiała być na tej przebrzydłej planecie.
Nie dzielił sam swojej kajuty. Z Obi-Wanem, ale to nie jego przyjaciel wszedł do niej, tylko Ahsoka, która dzieliła swoją kajutę z Barriss. Usiadła obok niego. Podciągnęła pod brodę lewą nogę, a prawą miała wyprostowaną. Uśmiechnęła się do niego, a on odwzajemnił ten gest. Cieszył się, że wróciła i cieszył się, że co raz bardziej jest między nimi lepiej. Że nie jest tak jak na początku. "Młoda" już nie pyskuje i się nie kłócą tak często. Nawet jeżeli stałaby się Rycerzem Jedi to z niewiadomego powodu wiedział, że będą utrzymywać kontakt, identyczny jak teraz z Obi-Wanem.
-Co Cię sprowadza mój młody Padawanie.-spytał. W środku był nadal zły z powodu powrotu na planetę.
-Ciekawość i nudy. Wszystko już zrobione. Barriss rozmawia z Luminarą inni też mają swoje obowiązki...-zaczęła wyliczać togrutanka.-W porządku?-spytała swojego mentora. Wyczuwała, że jakaś myśl nie daje mu spokoju.
-Tak myślę.-odpowiedział jej spokojnie.
-A o co chodzi?-za to pytanie została obdarowane ni złym, ni rozbawionym spojrzeniem.-No co? Jestem ciekawa.-jej oczy miały wymowny wyraz, co było trochę zabawne.
-A już myślałem, że będę musiał tej; smarkatej, pyskatej czternastolatki po całej galaktyce szukać, a jednak nie muszę bo nadal masz jej przebłyski.-powiedział uśmiechając się szeroko. Zaśmiali się oboje.
-Słyszałam jak Mistrzyni Secura mówi coś o Padme i traktacie z Huttami i coś, że mają być negocjacje... myślisz, że Padme tu przyleci?-spytała dziewczyna. Amidala była jej przyjaciółką i dokładnie pamiętała pakt z Huttami. Gdyby nie ona pewnie Togrutanka by już dawno nie żyła. Ciekawe czy zobaczę Rottę?, pomyślała. Ale Anakin miał może racje na Teth. Żebym poczekała co z niego wyraźnie. Czy też będzie taki...jak ojciec z wyglądu? Zastanawiała się padawanka.
-Ta się zawsze musi w jakieś bagno wpakować, bo inaczej nie umie.-stwierdził młody Jedi nie mając pojęcia, że nie mamrocze pod nosem tak jakby to chciał zrobić, ale powiedział to na głos.
-Bagno?
-Ta planeta to zadupie. Układ z Huttami to bagno. Potrzebne są nam te drogi nad przestrzenne, ale nie rozumiem jednego. Że zawsze ona mu się w takie rzeczy pakować. Zawsze ona, nie inny senator. Zawsze Padme Amidala. Nawet jak nikogo nie wybiorą, to się sama na ochotnika zgłosi.-wytłumaczył.- Niech mi jeszcze raz ktoś kiedyś powie, że jestem najbardziej upartą osobą w tej galaktyce, to pożegna się z życiem.-obiecał sobie.
-To akurat prawda. Wszyscy mówią na nas, a to oznacza, że muszą ją zobaczyć w akcji.-stwierdziła i uśmiechnęła się do niego.-Jednak małżeństwo nie jest takie fajne co?-spytała się go. Właśnie takie chwile umacniały ich więź między padawanem, a mistrzem. Więź, która jest najsilniejsza ze wszystkich w Zakonie.
-Nie chodzi o małżeństwo Smarku, tylko o jej zachowanie.
-A więc dla niej też jesteś nadopiekuńczy?-spytała bystra padawanka.(Skąd mi się wziął al'a cytat z Ataku Klonów? O.o)
-Słucham?!-spytał powstrzymując śmiech.-Dostanie Ci się za to kiedyś.-zagroził jej.
-Ja tylko stwierdzam fakty i po za tym, nie zrobisz mi tego. Zbyt bardzo mnie kochasz braciszku.-podniosła dumnie brodę, a potem znowu zaczęła się śmiać ukrywając twarz w podkurczonych nogach, które obejmowała rękoma.
-Moc mi świadkiem, że Cię kiedyś wydziedziczę.-ostrzegł ją pomiędzy napadami śmiechu.
-Nie zrobisz tego!-zaprzeczyła uśmiechając się szeroko.
Jak spojrzeć w przeszłość, to nigdy się tak dobrze nie bawili.
****************************
Planeta z orbity wyglądała niczym kula piachu, co stwierdziła Padawanka stojąca na mostku Republikańskiego Krążownika. Pamiętała jak po raz pierwszy ją zobaczyła podczas pierwszej misji ze swoim nowym Mistrzem. Zaatakowani przez sępy, bo Separatystom zależało na śmierci "Śmierdzielka", tylko dlatego, że go nie dostali. Dooku sam kiedyś był Jedi, a teraz uważa ich za słabych. Wiedział kim dokładnie jest Anakin Skywalker, lecz jedynym Wybrańcem dla Szanownego Hrabiego, był on sam. Sam się nazywał Wybrańcem. Gdyby był tym za kogo się podaje, wylądował by na Mortis. Spotkałby wielką trójcę. Nikt prócz Obi-Wana, Anakina i Ahsoki nie wie o takim miejscu. I tylko oni wiedzą, że Qui-Gon Jinn miał rację. Dlatego Togrutanka odkąd tylko stała się padawanką jednego z bohaterów Republiki i trochę więcej się o Dooku dowiedziała, zaczęła uważać go za starego szaleńca.
-Komandorze. Generał Skywalker każe zejść do hangaru.-powiadomił ją Yularen, który stanął obok.
-Już idę. Dziękuję Admirale.-Uśmiechnęła się z wdzięcznością i ukłoniła się lekko, po czym poszła do hangaru. Zastanawiała się co z jej mistrzem. Tatooine była planetą, na której się wychował, ale wiedziała, że jej nienawidzi. Ale coś było tu nie tak i ona wiedziała, lecz zastanawiała się co mogło mu tu jeszcze przeszkadzać? Może rodzina?-pomyślała. Wiedziała, że to nie możliwe. Wiedziała, że kochał i nadal kocha swoją matkę.
Jej rozmyślenia nie mogły ciągnąć się dalej bo znalazła się w hangarze. Rozmyślenia "zabiły" czas, który przeszywał drogę od mostka do hangaru.
-Widzę, że prace idą pełną parą.-zauważyła podchodząc do Anakina i Barriss.
-Tak. Ja, ty i Barriss wraz z ośmioma pilotami lecimy na planetę atakując droidy na miastach dając znak wyzwolenia i w dodatku poniszczymy trochę. Musimy przeprowadzić każdego Generała na wyznaczone miasta.-zaczął tłumaczyć Skywalker.
-Droidy dali jeńców tylko do pięciu miast. Z reszty są podzieleni i dani do nich by zrobić sobie większą tarczę z niewolników bo Jabba się tym zajmuje więc wiadomo o co im chodzi. Farmerzy są przeprowadzeni do pobliskich miast więc nie trzeba ich uwalniać.-dokończyła Offee.
-Jawowie i Tuskeni są gdzieś ukryci, ale blaszaki nie będą ich szukać bo nie mają czasu. Zaczynamy od Mos Gamos przeprowadzając tam Aaylę, później na Mos Ila Stass Allie. Plo Koon na Mos Etnę; Barriss kończy na Mos Espie, gdzie będzie czekać na nią Zonder i zacznie rozwalać złomy. My kończymy na Mos Eisley gdzie będziemy walczyć z Luminarą. Tam jest najwięcej jeńców.-ponownie wytłumaczył Bohater Republiki.(nazwy miast są prawdziwe ;) )
-A co z Obi-Wanem?-spytała Tano.
-Na stepach jest ustawione z siedemset droidów. Tym zajmie się on, a my zrobimy na nich ostrzał jak wlecimy co ułatwi mu zadanie.-odpowiedziała Mirialanka.
Cała trójka weszła do myśliwców.
-Dobrze Cię znów widzieć R7.-odpowiedziała na pisk astrodroida.-Też za Tobą tęskniłam. Wygramy to.-obiecała. Tak samo jak R2 traktowała swojego R7 jak przyjaciela.
W głośnikach usłyszała pisk droida swojego Mistrza i uśmiechnęła.
-Za Tobą też.-odpowiedziała mu.
-Nie jesteś opuszczony R2.-Anakin uśmiechnął się szeroko.-Jedynka gotowa.-Po jego słowach zaczęło się odliczanie. Gdy doszli do ostatniego wylecieli z hangaru. Za nimi podążyło siedem kanonierek z żołnierzami 212 Batalionu Szturmowego z Kenobim na czele. Od razu jak wlecieli na powierzchnię Tatooine spotkali "falę" droidów. Na Moc!, pomyślała Barriss. Zaczął się ostrzał. Może ze sto blaszaków zostało zniszczone, a resztę zostawili Niekwestionowanemu Mistrzowi Soresu. Zaraz za myśliwcami pojawiły się kanonierki Aayly lecące w stronę Mos Gamos. Na drodze napotkali kolejne sępy. I znowu zaczęła się strzelanina. Coś co uwielbiał Skywalker i jego padawanka. To był ich żywioł. Walka. Bitwy.
Gdy znaleźli się nad Mos Gamos zaczęli kolejny raz strzelać do droidów. Jeden klon trafił w jeden bar, co spowodowało zniszczenie. Kanonierki Generał Secury zaczęły strzelać. Trzy Delty 7 wraz z kilkoma pilotami z WAR w stronę następnego miasta rozstrzelając kolejne sępy. Za nimi podążyła Stasss Allie wraz ze swym Legionem. Anakin nigdy nie widział Mos Illa. Było trochę mniejsze od Mos Espy, ale było tam masę jeńców. I z tego miasta i z kilku innych. Nienawidził niewolnictwa. Zabiłby najchętniej wszystkich Zygerian i Huttów.
-Niech Moc będzie z Wami.-życzyła im tholthianka, gdy skakała z wnętrza LAAT w stronę jeńców z włączonym mieczem świetlnym.
-Teraz ty Mistrzu Plo.-powiadomiła Kel Dora Ahsoka. Za nimi pojawiły się kanonierki z 104 Batalionem.
-Skywalker. Jeńcy są umieszczeni w pewnym punkcie miasta. Ty i Ahsoka omińcie ich po prawej stronie bez strzelaniny, a Barriss z jakimś żołnierzem z lewej i to samo. Wtedy wkroczymy z zaskoczenia.-poinstruował go Koon.
-Przyjąłem.-odpowiedział mu Wybraniec. Miasto było widać po kilku minutach. Rozdzielili się tak jak ustalił Plo. Anakin przyśpieszył wraz z Ahsoką w tym samym momencie co Barriss i jeden klon. Droidy były zdezorientowane i rozglądały się za czterema myśliwcami przez co, żołnierze 104 Batalionu mogli je niszczyć nie narażając się na straty, minimum dwóch klonów. Skywalker mógł spokojnie lecieć w stronę Mos Espy. Mos Espa...-pomyślał były niewolnik. To miasto, w którym się wychował przez sześć lat. Miasto, gdzie zostawił swoją matkę. Przyjaciół. Po raz pierwszy od początku wojny przypomniał sobie o jego najlepszym przyjacielu z dzieciństwa. Jedynej osobie,-prócz matki- która wiedziała, że jak mały Annie(Masz Iga wiem, że uwielbiasz to określenie xD) coś postanowi, to mówi poważnie. Kitster Banai. Kitster nie był taki jak Seek, Amee albo Melee. Jedyną osobą, która także traktowała małego Anakina poważnie był W. Wald. Rodiański przyjaciel, lecz nie tak bliski jak Kitster, który najbardziej wspierał młodego Skywalkera.
Wspomnienia o przyjacielu spowodowały, że dwudziestojednoletni generał przypomniał sobie ostatni dzień na Tatooine. Kiedy był sławny, przez to, że jako pierwszy człowiek w dziejach wygrał wyścig Boonta Eve Classic. Pierwszy człowiek mający tylko dziewięć lat. Ale to właśnie sprawiło, że jest sławny do teraz na tej pustynnej planecie. Teraz jest Jedi. Wraz ze swoim byłym mistrzem Obi-Wanem Kenobim jest bohaterem Republiki. Jest uważany za najlepszego pilota w galaktyce. Najpierw wygrał wyścig jako dziewięcioletni chłopczyk. Później złamał blokadę na ojczystej planecie swojej żony czyli Naboo. Osiągnął wiele, ale uwielbiał o tym po prostu zapomnieć. Takie chwile następują, kiedy może spędzić te parę pięknych godzin z Padme.
-Mistrzu!-krzyknęła Ahsoka w głośnikach "Lazurowego Anioła II". Jej myśliwiec leciał najbliżej jego, więc wyczuła, że "odpłynął".-Galaktyka do Anakina Skywalkera! Halo!
-Jestem Smarku.-uśmiechnął się.
-Kiedy indziej na to czas. Teraz mamy Mos Espę do przejęcia.-Dzięki R2 wyglądało jakby Anakin naprawdę pilotował, a nie żył w innym świecie. W marzeniach, przeszłości, przyszłości. Lecz to miało minusy. Nie zauważył kolejnych kanonierek z Zonderem na czele. Gdy próbował poukładać sobie całą teraźniejszość, usłyszał w głośnikach pisk R2-D2. Na ekranie pojawiły się litery aurebeshu co oznaczało słowa astrdroida, które brzmiały "Nasz cel". Niedaleko było widać osadę. Anakin poczuł ciepło w skórze. Nienawidził tej planety, ale tak jakby coś-a może i nawet Moc-podpowiadało mu, że spotka tu matkę. Że zobaczy kolejny uśmiech na jej twarzy, który widział tylko w co raz bardziej blaknących wspomnieniach.
-MISTRZU!-krzyknęła rozdrażniona Tano. Wie, że wrócił na swoją planetę, ale odkąd zaczęli lecieć w stronę Mos Espy odpływał. Nie wiedziała jak to jest wracać do swojego rodzinnego domu, ale to drażniło i było dziwne. Przecież jej odważny Mistrz zawsze był czujny, uważał, a teraz odpływa cały czas i jedynie co podtrzymuje młodą padawankę na duchu to to, że jego droidem jest R2 i pilotuje wraz z nim.
-Przepraszam.-powiedział cicho Rycerz Jedi i skupił się już na zadaniu. Nie czas teraz na to. Odnajdę matkę później, jak już wygramy.-obiecał sobie i skupił się całkowicie.
-Czas na mnie. Niech Moc będzie z Wami.-odezwała się Barriss. Nie słyszała rozmowy swoich dwóch przyjaciół, bo Ahsoka przerzuciła na tak jakby "prywatny" tryb rozmowy.
-I z Tobą.-życzyli jej równocześnie. Im zostało Mos Eisley. Z Luminarą mają spotkać się w połowie drogi. W mieście, które mu przydzielili nie było kogoś, kto był mu bliski. Nikogo tam nie znał i cieszył się z tego.
Gdy znaleźli się nad miastem ujrzeli Luminarę i wojsko. Widocznie zaczęła bez nas. No cóż. Mniej zabawy, ale ważne by było.-stwierdził w myślach Anakin. Kiwnął głową w stronę padawanki, na znak, że wchodzą. Oboje otworzyli kokpity i wyskoczyli z nich, włączając miecze w locie. Wylądowali swobodnie na ziemi i rzucili się na droidy. Kapitan Rex i 501 Legion przylecieli z Unduli. Ahsoka walczyła u boku dzielnego kapitana, a Anakin walczył ramię w ramię, o siedemnaście lat starszą mistrzynią. Wszyscy usłyszeli głośny krzyk dziecka. Droid potknął się o drugiego i strzelił niechcący w stronę tłumu. Padło na prawe ramię. Dziewczynka zaczęła płakać. Ramię ją piekło i czuła jakby rozrywało jej całą rękę. Rycerz Jedi wyczuwał jej ból i doskonale ją rozumiał. Niekiedy miał ochotę po prostu rozwalić protezę przez sensory bólu. Także czuł, jakby coś mu rękę rozrywano. Gdyby nie to, że słyszał szmer serwomotorów swojej mechanicznej ręki przy najmniejszym poruszaniu nie wiedziałby, że ją ma tak, jak nie wiedziała tego większość galaktyki.
Postanowił skupić się teraz na walce, niż na bólu dziecka, które miało może z sześć lub siedem lat. Skupił się na rozwalaniu droidów, bo walczył za takie osoby, jak ta dziewczynka. Przeciął klingą miecza świetlnego kolejnego blaszaka, a później kolejne, podobnie jak Mirialańska mistrzyni i jego padawanka.
Minęło trochę czasu za nim się uporali ze złomami. Ahsoka od razu podbiegła do dziewczynki i oglądnęła jej ramię. Za nią poszedł klon-medyk.
-Jestem Ahsoka.-przedstawiła się padawanka łagodnym głosem, aby zdobyć zaufanie dziewczynki.-Mogę zobaczyć ramię? Chcę pomóc. Nic Ci nie zrobię.-uśmiechnęła się do niej, a dziecko o dziwo odwzajemniło gest. Nie bało się jej w ogóle.-Mogę w takim razie zobaczyć?-W odpowiedzi dziewczynka kiwnęła głową. Tano delikatnie wykręciła jej chudą rękę i obejrzała ranę.-Powiesz mi jak masz na imię?-spytała się.
-Vella.-odpowiedziała.
-Vella. Muszę Ci dać pewien lek, ale przez igłę. Poczujesz lekkie ukłucie.-zapewniła ją Vella popatrzyła na togrutankę z ufnością. Ahsoka uśmiechnęła się do niej i wpuściła lek do jej krwi. Dziewczynka nie poruszyła się ani razu, również nic nie mówiła. Była odważna.-Teraz zajmie się tobą ten żołnierz, ja muszę coś załatwić.-Po tych słowach wstała i odeszła do Mistrza.
****************************
Tylko jedna osoba w galaktyce ma taki wyraz oczu w niebieskim odcieniu. Tylko jedna osoba, posiada oczy, które by rozpoznała wszędzie. Osoba, która mimo niewolnictwa potrafiła się cieszyć życiem. Osoba, która jest wolnym człowiekiem. Osoba, której nie widziała tak wiele lat. Jej syn. Jej dorosły syn. Jej mały Annie nie był już małym chłopcem. Jest Jedi. Była z niego dumna.
Patrzyła jak podchodzi do niego młoda Togrutanka. Rozmawiali z Mirialanką, ale dla niej najważniejszy był on. Na jego twarzy pojawił się uśmiech przepełniony aprobatą w stronę dziewczyny.
-Idź.-przepędził dziewczynę uśmiechając się szeroko. Ona obróciła się i poszła kilka kroków od Shmi, do postrzelonej dziewczynki.
-To on.-odezwała się do mężczyzny obok.
-Kto?-spytał się jej mężczyzna.
-Ten chłopak. To Anakin. Cliegg. To mój syn.-jej oczy zaczęły lśnić. Nie wiedziała ile tak stała, ale podeszła do niej togrutanka, która rozmawiała wcześniej z jej synem.
-Wszystko w porządku?-spytała dziewczyna.
-Tak.-odpowiedziała..-Na pewno.-wyprzedziła pytanie padawanki.
-Jeżeli by się coś działo to proszę śmiało mówić.-Po tych słowach dziewczyna podeszła.
Anakin w pewnym momencie zaczął szukać swojej "siostry" wzrokiem. Zobaczył ją jak stała z pewną kobietą. Znał ją dobrze z wyblakłych wspomnień z dzieciństwa. Tyle chwil z nią spędził. Te wiele wesołych momentów na Tatooine, sprawiało, że zapomnieli, że są niewolnikami. Ale teraz on jest wolny. I przez wolność musiał ją zostawić. Wiedział, że szczęście kosztuje, ale dla niego była to zbyt duża cena.
Ahsoka odeszła, a on popatrzył się na matkę, a ona na niego. Teraz już płakała, a on się do niej uśmiechnął. Cieszył się, że może ją ponownie zobaczyć, choć nie bardzo wiedział, jak to możliwe, że jest w Mos Eisley, a nie w Mos Espie, Lecz teraz go to nie obchodziło. Dla niego ważne było, że znowu zobaczył ten uśmiech.
-Skywalker!-zawołała go Luminara, brutalnie kończąc tą szczęśliwą chwilę. Skywalker nie mając wyboru podszedł do mistrzyni. Miała zmartwioną minę, a zarazem lekko przerażoną.
-Słucham?-spytał.
-Na stepach pojawiły się nowe droidy. Bardziej uzbrojone i silniejsze. Klony praktycznie wszystkie wybite. Przeżyło pięciu i Obi-Wan, ale jest ranny. Ostatecznie uratował ich szwadron lecący stąd.
-Gdzie on jest?-spytał Wybraniec.
-Jeńcy z Mos Illa są już wszyscy w kanonierkach i lecą już do wyznaczonego krążownika. Mos Gamos tak samo. Aayla i Stass, lecą wspomóc Mos Espę bo tam droidy zaczęli atakować niewolników. Barriss przyleci tutaj, a Stass zajmie się tam. Barriss zajmie się tu Obi-Wanem i tą dziewczynką, a później pomaga Stass.-wytłumaczyła.
-Dobrze.-odpowiedział. Pozostało mu tylko czekać na przyjaciela. Podeszła do niego Tano.
-Co jest?-spytała go.
-Jak to co? Obi-Wan jest ranny, ale ja go tym razem nie uratowałem.-"oświecił"ją.
-No tak. Wasze hobby.-powiedziała z uśmiechem. Do ich uszu doszedł dźwięk lądującej kanonierki. O wilku mowa.-pomyślał ironicznie Anakin. Klony posadziły Obi-Wana obok rannej dziewczynki. Kenobi przyłożył rękę do jej rany i zanurzył się w Mocy. by uzdrowić dziewczynkę.
-Zostaw ją.-powiedział jego były padawan z głosem nie przyjmującym sprzeciwu.
-Ta dziewczynka potrzebuje pomocy Anakinie.-rzekł spokojnie negocjator Jedi.
-Barriss jak przyleci to jej pomoże, a jak nie skończysz w tej chwili, to Tobie nikt nie będzie umiał pomóc.-zagroził Skywalker. Starszy Jedi znowu zamknął oczy i próbował uzdrowić dziewczynkę. Anakinowi powoli kończyła się cierpliwość, a jego matka patrzyła na to wszystko z zaciekawieniem.
-Stary, uparty cap!-krzyknął Wybraniec do Kenobiego.
-Ja?-spytał otwierając oczy.
-A co my próbujemy bawić się w uzdrowicieli, którymi nie jesteśmy?-spytała kpiąco Ahsoka. Jej mistrz wyciągnął rękę pokazując na nią z popierającą miną.
-To, że przeżywasz kryzys wieku średniego to nie jest nasza wina, ale nas posłuchaj chociaż raz!-poprosił.
-Ty mnie przez dziesięć lat nie słuchałeś i było dobrze?-spytał z ironią Obi-Wan.
-Hej! Ja nie bawiłem się w tego kim nie jestem jak ty, jasne? Teraz ja nie jestem Twoim padawanem, ale przyjacielem i jako dobry przyjaciel radzę Ci skończyć z uzdrawianiem, przez, które o mało, żeś się nie wykończył na Lanteeb! Na Moc zlituj się.-odpowiedział młodszy.
-Taa...bo potrafi.-stwierdziła Soka.-Barriss gdzie ty jesteś?-spytała. Na jej szczęście-w które Jedi oczywiście nie wierzyli-pojawiła się mirialańska przyjaciółka.-Chwała Mocy.-powiedziała pod nosem szesnastolatka.
Gdy kanonierka już opadła na drażniący piasek, wyszła z niej Mistrzyni Offee.
-Kogo trzeba uzdrowić?-spytała opierając się ręką na ramieniu o dwa lata starszego przyjaciela.
-Obi-Wana. Najlepiej na mózg.-poinformował uzdrowicielkę.-Siebie przy okazji też wylecz na to samo.-dodał.
-Nienawidzę Cię.-wycedziła przez zaciśnięte zęby dziewczyna. Tyle osób się dziwiło, że pomieszczenie lub planeta, na której przebywali jeszcze nie wybuchła.
****************************
Każde miasto miało przydzielone krążownik, lecz połowa Mos Eisley musiała iść do krążownika Mos Espy. Tam Shmi spotkała Watto, Jirę i dawnych przyjaciół Anakina- Kitstera, Amee, Melee, Seeka i W. Walda. Dawno ich nie widziała i z małych dzieci wyrosły dorosłe osoby.
Atari Orgeen, która wraz ze swoją Mistrzynią Bultar Swan i przyszywaną kuzynką-którą mimo wszystko traktowała jak swoją prawdziwą kuzynkę, ale jeszcze bardziej jak rodzoną siostrę-Padem Amidalą. przybyła z Coruscant z krążownikami przeznaczonym dla jeńców z Tatooine, zapisywała ich nazwiska i imiona w specjalnym datapadzie. Zapisywała także miasta, z których pochodzą, by można było ich później odesłać w odpowiednich statkach do domu. Była skupiona na tym co robi. Musiała. Na planecie są niektórzy przestępcy, których trzeba zamknąć, ale są na krążownikach wraz z mieszkańcami. W pewnym momencie przed jej oczami pojawiła się dłoń z nośnikiem pamięci, w których są zapisane nazwiska kolejnych przestępców. Była to dłoń Padme. Szesnastoletnia Dathomirianka wzięła od niej nośnik i podziękowała.
-Radzisz sobie czy Ci pomóc.-spytała Senator.
-Na razie sobie radzę.-odpowiedziała z uśmiechem. Pomagały sobie wzajemnie jak tylko mogły. W obowiązkach i życiu. Ati jako jedyna z jej rodziny wiedziała, że Amidala ma męża i jest nim Wybraniec, który ma przywrócić równowagę Mocy w galaktyce.-Imię i nazwisko.-poprosiła Atari pewnego młodego mężczyznę. Padme popatrzyła się na niego, a później jej wzrok padł na kobietę w wieku pięćdziesięciu dwóch lat. Była to matka Anakina. Naberrie uśmiechnęła się do niej, ale po chwili obróciła głowę do tyłu, bo za nimi w hangarze wylądowała kanonierka. Wyszedł z niej Skywalker, Ahsoka i Obi-Wan, którego żołnierze położyli na przenośnej pryczy. Amidala popatrzyła się na swojego męża. Był wściekły. Podeszła do niego, a Atari przebiegła obok niej bardzo szybko, by przytulić swoją przyjaciółkę na powitanie. Ty mnie kiedyś siostra do zawału doprowadzisz-pomyślała wystraszona i troszkę wkurzona senator.
-Coś ty taki zły.-spytała z lekkim uśmiechem Skywalkera. Nie było Obi-Wana więc mogli swobodnie pogadać.
-Pomyślmy...Znowu wracam na tą kupę piachu, ty tu przyleciałaś, bo jesteś uparta. Obi-Wan znowu bawi się w uzdrowiciela mimo, że z nim jest źle. Niech mi ktoś powie, że ja i Ahsoka jesteśmy najbardziej uparci w galaktyce, to najpierw każę mu się zmierzyć z Tobą i tym starym capem, a później go zabiję.-wysłowił się na jednym wydechu.
-Ej. Ja się akurat zaraziłam do Ciebie.-zażartowała jego żona.
-Jeszcze kiedyś Cię dorwę.-obiecał.
-Czekam z niecierpliwością.-poinformowała go robiąc kpiącą minę.-Spotkałam przed chwilą Twoją matkę.-powiedziała niepewnie.
-A ja ją godzinę temu.-powiedział uśmiechnięty.
-Kogo?-spytały obie padawanki.
-Później Ci powiem Smarku. Teraz trzeba raport złożyć.-ostatnie dwa słowa powiedział z niechęcią. Nienawidził tego.
****************************
Zdziwiła się kiedy Anakin powiedział, że kobieta, której pytała się na Tatooine czy wszystko dobrze, jest jego matką. Cieszyła się, że ją znalazł. Nie opowiadał o matce prawie nigdy, ale teraz z nim o niej rozmawiała. Mówił, że jest bardzo miła i zazwyczaj uśmiechnięta, często dawała reprymendy, ale mimo wszystko ją bardzo kochał, bo wiedział, że się o niego martwiła. Nigdy by nie zrobiła nikomu krzywdy. Dla niego była najlepszą matką w galaktyce, ale przecież dla każdego dziecka, własna matka taka jest. Ale Ahsoka z tego co mówił jej Mistrz, stwierdziła, że to jest matka marzeń.
Weszła do hangaru i od razu zobaczyła Panią Skywalker. Siedziała na materacu na podłodze, bo na razie tyle mogła dać jeńcom Republika jeżeli chodzi o sen, ale mieli koce i poduszki. Gdy Togruranka podeszła do niej, ta popatrzyła na nią zdziwiona. Tano wyciągnęła do niej rękę, by pomóc jej wstać, a ona ją przyjęła z chęcią.
-Proszę za mną.-powiedziała uprzejmie Soka.-Ty też.-powiedziała do Kitstera. O nim też trochę słyszała.
Banai wstał i wraz z matką swojego dawnego przyjaciela, podążyli za padawanką. Mijali wiele klonów, ale żaden z nich nie zwracał uwagi na tą dwójkę. Szesnastolatka była Komandorem WAR i prawdopodobnie byli je do czegoś potrzebni, ale żaden żołnierz nie śmiał spytać. Nie powinni się tym interesować, a nawet jeżeli by, któryś się z nich spytał Tano, wcale by się nie uniosła i nie miałaby im tego za złe. Każdy jest ciekawy różnych rzeczy.
Doszli do drzwi kajuty. Ahsoka otworzyła je. Jej mentor właśnie zakładał rękawice na protezę, która zastępowała mu rękę, po pamiętnym, pierwszym pojedynku z Dooku na Geonosis, która zapoczątkowała Wojny Klonów. Popatrzył na nią, a ona się uśmiechnęła potwierdzająco.
-Dziękuję Ahsoko.-powiedział do niej uśmiechając się.
-Nie ma sprawy. To ja idę zobaczyć co u naszego upartego, starszego braciszka.-poinformowała szykując się do wyjścia.
-Pozdrów tego starego capa.-poprosił ją uśmiechając się szeroko.
-Jasne. Zacytuje mu. Powinien się ucieszyć ze swojej nowej ksywy.-roześmiała się.
-Przyjdę do niego jak będę mógł. Niech Moc będzie z Tobą Smarku.-życzył jej.
-I z Tobą.-Po tych słowach wyszła, a drzwi się zamknęły. W kajucie był tylko on, jego matka i dawny przyjaciel. Shmi podeszła do niego, a on ją przytulił. Jego oczy były szkliste i kilka sekund później, leciały z nich łzy. W końcu ją zobaczył. W końcu ją spotkał. Tyle lat marzył o tym, by znowu ujrzeć łagodny wyraz twarzy swej matki. Ta chwila...oddałby po prostu wszystko by ją zobaczyć. Wszystko prócz innych, bliskich dla niego osób. Był wdzięczny, że Separatyści zaatakowali tą planetę, bo mógł ją zobaczyć, ale to szczęście kosztowało stratą klonów. Taka była cena za szczęście w czasie wojny.
-Mój syn. Mój dorosły syn. Jestem z Ciebie dumna Annie.-rzekła do jego ucha matka. Po jej głosie było wiadome, że płakała. W prawdzie nienawidził jak mówiono do niego Annie. Czuł się jak mały chłopiec. Ale co innego, jak wypowiadała to zdrobnienie matka i Padme. Podobnie było po pasowaniu. Zwracano się do niego "Mistrzu Skywalker", lecz nie przeszkadzało mu to tak bardzo, gdy usłyszał ten przydomek z ust żony.
-Mamo.-zwrócił się do niej młody Jedi. Tylko tyle mógł jej na razie powiedzieć. Oderwała się od niego i popatrzyła się na niego z dumą w oczach, a on się uśmiechnął. Popatrzył się na Kitstera. Podszedł do niego i przytulił po przyjacielu. Tylko on rozumiał małego Anniego, na Tatooine, bo tylko on był prawdziwym przyjacielem.
-Nie wierzę.-powiedział Kitster do Anakina jak tylko się oderwali od siebie.-Jesteś Jedi. Pozazdrościć tylko.
-Jesteś szczęśliwy?-spytała matka syna.
-Nic prócz końca wojny wygraną Republiki mi do szczęścia nie trzeba. Mogłem was zobaczyć ponownie, mam padawankę, która jest dla mnie jak siostra. Mistrza, którego traktuje jak ojca. Żonę. Lepszego życia nie mógłbym mieć.-odpowiedział.
-Masz żonę. Jedi mogą mieć drugą połówkę?-spytał zdziwiony Kitster.
-Nie nie mogą. Dlatego mówię wam to w tajemnicy, bo wiem, że ją dochowacie.-uśmiechnął się do przyjaciela Wybraniec.
-Zawsze.-odpowiedział mu przyjaciel.
-Kto posiada to szczęście?-spytała uśmiechając się Shmi.
-Padme.-Nie wiedział jak zareagują, ale ważne by wiedzieli.
-Jeżeli ty jesteś szczęśliwy, to ja też teraz mogę być. Bo mi więcej do szczęścia nie było nic potrzebne, prócz tego by zobaczyć Cię szczęśliwego.-Po tych słowach Anakin znowu przytulił matkę.
____________________________________________________
Daj z siebie wszystko, Ziomek cel jest tak blisko...był i jest! Zaległy One-shot skończony! Nareszcie się doczekaliście i mam nadzieję, że się opłacało.
Ja osobiście nawet jestem dumna z tego one-shota, ale każdy ma inne zdanie.
To co teraz zrobię powinna zrobić Wika bo najdłużej w tym siedzi. Więc...powitajmy Przemka jako nowego blogera tematyki SW! Jest to drugi chłopak, który pisze, więc z racji tego, że dziewczyn jest 12, a chłopców na razie 2 to umówmy się, że każdego chłopaka będziemy witać. Niech się cieszą :DD
Dziewczyny! Wszystkiego najlepszego z okazji DNIA KOBIET! :*
Tak więc kończę i mam nadzieję, że nie pożałujecie te parę minut czytania tego nad krechą :*
NMBZW!
niedziela, 2 marca 2014
Rozdział 53
~~Barriss~~
Szła korytarzami domu wszystkich wrażliwych na Moc istot w galaktyce. Była tu taka cisza. Jedynie niekiedy było słychać pół głośny pisk adeptów bawiących się w berka, lub w inne gry i zabawy. Mimo, że ich przeznaczeniem jest być Jedi przez, których ma przepływać moc, są na razie dziećmi. Być dzieckiem oznacza wiele zabawy. Nawet mały Jedi ma swobodę bawić się tu, aż do momentu, kiedy z tego wyrośnie, lecz musi zachowywać wewnętrzny spokój.
-Opętaniec!-krzyknął ktoś wyrywając młodą Jedi z zamyśleń. Nie byle jak na nią krzyknął. Tym przezwiskiem, którym wszyscy ją nazywają przez zamach. To nie była jej wina, ale większa połowa Mistrzów i Rycerzy Jedi nie zwracała na to uwagi. A Padawani...wszyscy o niej tak myśleli. Mała garstka tak ją jedynie nie traktowała. Przyjaciele oraz przyjaciele Ahsoki. No i jeszcze Rada. Robią wszystko by można było zapomnieć o tym wszystkim, ale wiedzieli, że nigdy nie zdołają. Barriss wiedziała, że sama sobie jest tego winna. Uważała siebie za słabą bo według niej, gdyby była silna nie dała by się opętać.-Opętaniec! Opętaniec!...-zaczęli krzyczeć melodyjnie dwoje padawanów. Mieli krótkie, ciemnoblond włosy. Jeden miał zielone oczy, drugi brązowe. Mieli może z piętnaście lat, a zachowali się gorzej niż adepci.
-Gan! Term! Przestańcie!-krzyknęła jakaś dziewczyna. Miała bardzo długie, różowe włosy spięte w kucyk po lewej stronie, który kończył dobieranego warkocza z tyłu głowy. Miała fioletowe pasemka.
-Wysy co Ci?-spytał uśmiechnięty Gan.-Przyłącz się.
-Tego opętańca to powinni dawno ze świątyni wyrzucić!-zauważył Term
-Nazwijcie ją tak jeszcze raz, a nigdy mnie więcej nie zobaczycie. Nie będę się z wami przyjaźnić. To co robicie to chamskie świństwo! Postawcie się na jej miejscu! Zobaczymy czy byście byli tacy cwani jak teraz! Jak wam się nudzi to idźcie podręczniki czytać do Biblioteki, ale nie przezywajcie jej teraz, bo zrobię to co obiecałam!-po głosie Wysy było wiadomo, że nie chce słyszeć żadnego sprzeciwu. Odeszła od chłopaków bez słowa i pociągnęła za nadgarstek Mirialankę. Szły bardzo szybko. Skręciły w lewą stronę gdzie było pusto. Dopiero wtedy stanęły.
-Jestem Wysy.-przedstawiła się.
-Dlaczego mnie obroniłaś.-spytała zdziwiona, a zarazem wdzięczna Offee.
-Jestem przyjaciółką Ahsoki. Kilka tygodni temu walczyłam z nią Colla IV. Na początku nie pajała do mnie sympatią przez właśnie takie sytuacje, ale później jakoś wyszło, że zaczęłyśmy gadać otwarcie ze sobą. Opowiedziała mi o wszystkim. Nigdy nie myślałam o was tak jak oni, a teraz, gdy znam całą prawdę jaka była, obronię ją i Ciebie. Bo to się robi dla przyjaciółki, a skoro jesteś najlepszą przyjaciółką Ahsoki to Ciebie też muszę obronić.-wytłumaczyła piętnastolatka.
-Dziękuję Wysy.-uśmiechnęła się.
-Zaprzyjaźnimy się?-spytała optymistycznie różowo-włosa.
-No nie wiem. Mogę Ci zniszczyć reputację.-odpowiedziała niepewnie.
-Oj tam. Chodź.-Poszły w niewiadomym kierunku. Chciały o czymś porozmawiać, lecz nie o tym co się stało.-Nie myślałaś kiedyś, o metamorfozie wyglądu?-spytała znienacka Wysy.
-Nie. Po co niby?-spytała zaskoczona dzięwiętnastolatka.
-Od tak. Kiedy masz urodziny i które?
-Za miesiąc dwudzieste.
-To może na dwudzieste urodziny zmienisz trochę wygląd?-zaproponowała pytaniem padawanka.
-Jesteś bardzo szalona. To wyrażają nawet twoje włosy.-stwierdziła Mirialanka.
-Nigdy nie farbowałam włosów. Jedynie pasemka sobie robię, ale tak to nigdy całych. Wiem dziwne, ale na serio nigdy tego nie robiłam. Jak dziesięć lat, pewnego ranka obudziłam się i jak podeszłam do lustra, miałam różowe odrosty. Cztery centymetry. Byłam zdziwiona, ale zostawiłam to. Nawet ładnie wyglądało to z blondem. Na drugi dzień miałam kolejne cztery centymetry różowych włosów Aż po kilku dniach miałam je całe różowe. Zaczęłam sobie robić pasemka jakie mi się podobały lub pasują do sytuacji.-opowiedziała.-To co? Zmieniasz wygląd? Mogę Ci pomóc.-zaoferowała się.
~~Ahsoka~~
Wiedziała, że nie powinna tak się zachować, ale musiała. Zalazł jej za skórę bardzo dawno, ale ona musiała to zrobić mimo, że przewidziała reprymendę od Anakina. Reprymendy, która nie nastąpiła. Nic. Jej mistrz w ogóle nie pojawił się w jej kajucie ze złym wzrokiem, albo nawet spokojnym by wytłumaczyć je, ale się nie pojawił w ogóle. Postanowiła iść na mostek. Wiedziała, że tam go spotka, a spotkanie z nim oznacza reprymendę, której nie dostała. Czy naprawdę tego chce?
-To co zrobiłaś w hangarze było niezłe!-pochwalił ją Fives.
-Miejmy nadzieję, że kara też będzie zabawna.-powiedziała chichocząc.
-Jaką karę?-spytał zdziwiony.
-Od Anakina za to co zrobiłam.-oświeciła go.
-Chyba żartujesz. Rex mu opowiedział, to się z tego śmiał.-na wspomnienie uśmiechnął się. Wyczuła, że mówi prawdę i jest z nią szczery, ale nigdy nie pomyślałaby, że jej Mistrz śmiałby się z takiej rzeczy. Nie wolno tego padawanom. Młoda padawanka wie, że łamie zasady, ale jest świadoma tych największych. Podobnie jest z błędami. Może w wieku czternastu lat i była bardzo dojrzała jak na swój wiek, ale popełniła błędy i dość duże jak na przykład na Felucii, gdy wpadła w zasadzkę droidów i nie posłuchała swojego mentora. Za to dostałą reprymendę, ale według niej odezwanie się takim tonem do Pellaeona(W skrócie "Pele" xD Pamiętasz Jaina? xD)było równie podobne, a zamiast tego Wybraniec się z tego wszystkiego śmiał.
Gdy oboje weszli na mostek, Kapitan Pellaeon obrzucił padawankę ni złym, ni obojętnym spojrzeniem. Tano popatrzyła się na swojego "brata" i zobaczyła na jego twarzy uśmiech. Odwzajemniłaby ten gest, lecz wie, że Kapitan nie wie co zrobił Rycerz Jedi po tym jak się dowiedział. Gdyby teraz togrutanka to pokazała, Anakin wyszedł by na nienormalnego Jedi, a tego by nie chciała. Możliwe, że przez jakąś szesnastolatkę, Anakin Skywalker byłby źle spostrzegany w oczach całej Galaktyki. Gilad był znany i można było się po nim spodziewać wszystkiego, więc w takich sprawach lepiej trzymać się na baczności, jak stwierdziła Ahsoka.
~~Atari Orgeen~~
Ponowny powrót do Świątyni sprawił, że z jej twarzy nie schodził uśmiech. Nie kontaktowała się ze swoją najlepszą przyjaciółką, ale nie była też przekonana, że na pewno ją spotka w "domu", lecz sam fakt, że wraca na Coruscant cała i zdrowa, sprawiało, że jest rozpromieniona. Wiedziała, że czeka ją składanie raportu, treningi, nauka w bibliotece, ale nie obchodziło ją to zbyt bardzo. Mistrzyni Bultar powiedziała, że treningi są na polu bitwy, więc w Świątyni jest to może i zbędne według Adeptów, ale pole bitwy to nie jest duża sala treningowa w Świątyni Jedi, w którą przeszywa spokój, harmonia, Moc...pole bitwy może oznaczać śmierć, a w sali ćwiczy się z mieczem świetlnym z Mentorem. Na wojnie wielu Jedi ginie i dużo padawanów. Większość Rycerzy i Mistrzów Jedi uważają, że dla uczniów to trening, ale to po połowie może i prawda. Jakiś padawan walczy, ale zaraz ginie. Ten "trening" wygląda jakby specjalnie chcieli by ich zmęczyć tak, by przygotować ich do śmierci. Więc co to za nauka?
Młoda Dathomirianka siedziała w swojej kajucie medytując i zanurzając się w Mocy. Odprężenie, które mogła zapewnić sobie tylko osoba, o odpowiednim stężeniu midichlorianów. Dość długi nie wychodziła z kajuty. Jedi będąc zanurzonym w medytacji traci rachubę czasu. Nie istnieje dla niego galaktyka; świat, na którym jest; życie wszystkich istot. Jest tylko Moc i on. Dlatego młoda Orgeen nie zauważyła Komandora Anshina.(Odpowiedź na dręczące was pytanie, o te, jakże zacne imię znajdziecie u Idki >.>)
-Komandorze Orgeen?-spytał nie pewnie wyrywając padawankę ze spokojnego transu.
-Tak?-spytała będąc już w rzeczywistości.
-Generał Swan każe wstawić się Pani na mostek.-przekazał. Pani...-pomyślała Atar. Miała szesnaście lat... była o cztery lata starsza od klonów, ale miała tylko szesnaście lat, więc nie mogła się przyzwyczaić do tego przydomku. Krzywiła się bardzo lekko tak, że prawie nie było widać, gdy słyszała to słowo skierowane do niej. Nikt nie zwracał się tak do niej w Świątyni czy na misji tak jak klony niekiedy. Zawsze było "Padawanie". Nie inaczej. Muszę się zacząć przyzwyczajać.-stwierdziła. Zastanawiała się czy do jej
togrutańskiej przyjaciółki także się tak zwracają i jak to znosiła jeżeli tak było.
-Już idę.-powiedziała wstając. Położyła przelotnie dłoń na ramieniu żołnierza, co oznaczało, żeby podążał za nią, po czym poszła w stronę mostka, gdzie czekała jej Mistrzyni.
_____________________________________________________
Już się tłumaczę. Na one-shota potrzebuję o wiele więcej czasu niż tydzień. W szkole jest masakra totalna i piszę w wolnych chwilach ile dam radę. Może nawet za 2 tygodnie się pojawić. Tam musi się dziać wiele i nie mogę tego zrobić w tak mało czasu. Akurat mnie wczoraj wzięła wena na nn co mi uratowało życie.
DEDYK DLA WSZYSTKICH! I proszę wybaczcie mi :c
NMBZW!
niedziela, 23 lutego 2014
One-Shot "Wybór (nie) Jedi"
Nie. Nadal nie wiem. Nie wiem, czy tego chcę. Czy jestem gotowa. Co mam zrobić? Nie wiem czy ktokolwiek może odpowiedzieć na dręczące mnie pytanie. Dlaczego Ventress? Powiedz mi proszę dlaczego? Nie jestem już tą samą odważną osobą. Wszystko się zmieniło. Nie jestem Jedi. Nie jestem taka jak kiedyś. Skoro tak to dlaczego się zgodziłam na to wszystko? Czemu postanowiłam lecieć z Ventress na Naboo? Wiem, że ona chce zemsty na Dooku, ale dlaczego mnie ze sobą wzięła? Oni tam będą. Wszyscy. Wszystkie osoby, które wiele znaczą dla mnie. Mistrz Plo, Obi-Wan i...Anakin. Czy zdobędę się na odwagę by spojrzeć mu w oczy po tym jak odeszłam z Zakonu? Spojrzałam na Asajj. Miała zwyczajny wyraz twarzy. Leciałyśmy statkiem, którego była Sithanka ukradła jakiemuś facetowi. Śpimy zazwyczaj na poziome 1312 na jakiś starych podziurawionych matach. Wiele osób zna tam Dathomiriankę więc prawdopodobnie ten ktoś komu został skradziony ten statek miał u niej dług.
-Wychodzimy z nad przestrzeni.-poinformowałam ją. Gdy znalazłyśmy się na orbicie Naboo wyczułam duże skupienie w Mocy. Tylko jeden człowiek w galaktyce otaczała taka wielka aura Mocy. Wybrańca z przepowiedni, którym według Qui-Gona - byłego mistrza Obi-Wana - był nim Anakin Skywalker pochodzący z Tatooine. Najbardziej parszywej planecie w galaktyce jak sam kiedyś stwierdził Rycerz Jedi.
Wylądowałyśmy na bagnach. Była Sithanka pobiegła szukać Dooku i zmierzyć się z nim. Ja pobiegłam w stronę wielkiego placu tuż przed pałacem. Miecze obijały mi się o uda, ale nie zwracałam na nie uwagi, chociaż tak wiele czasu minęło odkąd miałam jakikolwiek miecz przypięty do pasa. Dwa dni temu kiedy ja jeszcze byłam zanurzona w spokojnym, głębokim śnie ona pobiegła szukać mieczy. Znalazła swoje na terenie Świątyni, a moje w magazynie i na terenie więzienia. Nie wiem jak ktoś jej nie zauważył, ale byłam pod wielkim wrażeniem jej pracy.
Biegłam sprintem, wspomagając się mocą. Dobiegłam do budynku i wskoczyłam na jego dach. Był stamtąd świetny widok na plac. Widziałam wiele mieszkańców Naboo, którzy w parę godzin stali się jeńcami. Padme opowiadała co zrobili podczas blokady i wiem, że to co się dzieje tutaj jest na pewno podobne to tego co było dwanaście lat. Patrzyłam jak twarze dzieci są bardzo mizerne. Nie jadły pewnie długo. Ale po to tu jestem. Jestem by ich uwolnić od tego koszmaru.
Pobiegłam wzdłuż dachu by być ich bliżej. Wzbiłam się w powietrze, włączając miecze po czym wylądowałam na nogach przecinając dwa droidy na pół. Moje oczy były przymrużone jak kiedyś gdy byłam jeszcze Jedi i mierzyłam się z nimi u boku swojego Mistrza.
Przecinałam kolejne. Byłam nadal w tej samej formie mimo, że tak długo nie walczyłam. Stanęłam na przeciw trzydziestu droidom i większość z nich zezłomowałam. Cięłam dalej. Pociski z ich blasterów chybiały cały czas, a ja nadal swoje. Co do ostatniego co nie trwało długo. Stanęłam i dyszałam. Miecze miałam dalej włączone. Obywatele planety patrzyli na mnie z wdzięcznością i uśmiechami na twarzy. Wyłączyłam shoto, a następnie miecz i przypięłam je do pasa, także się do nich uśmiechając. Zauważyłam jak ochrona pałacu uwalniają się z kajdanek, a następnie jeńców. Zaczęła zbliżać się do mnie jakaś dziewczyna. Była ubrana w szatę królewsko i miała na głowię koronę. Nie była to królowa Neeyutnee. I nie była to także jej dublerka bo nie była do niej w ogóle podobna. Wyglądała mi na dwanaście lat.
-Jestem Królowa Apailana.-przedstawiła się gdy do mnie podeszła. Nie wiem ile miała lat, ale jeżeli tyle na ile mi się zdaje to prześcignęła Padme o rok.(Nie gadać głupot mi tu tylko. W 33BBY była już królową więc miała 13 lat )
-Ahsoka Tano.-ukłoniłam się .
-Jesteś Jedi?-spytała, ale nie zdołałam jej odpowiedzieć.
-Królowo!-Ni stąd ni zowąd pojawiła się Padme. Nie sama. W towarzystwie jej przyszywanej kuzynki, a mojej przyjaciółki, której nie widziałam od trzech lat. Miesiąc po tym jak odkryła kim na prawdę jest, poleciała ze swoim Mistrzem na jakąś misje. Od tej pory jej nie widziałam, ale teraz ją rozpoznałam. Ona stanęła z Padme jak wryte. Nie spodziewały mnie się. Nie po tym jak odeszłam.
Atari podbiegła do mnie i mnie przytuliła. Z oczu poleciały mi łzy tak jak jej. Nie sądziłam, że ją tu spotkam. Cieszyłam się, że ona mnie pierwsza zobaczyła. Bardzo za nią tęskniłam. Była pierwszą osobą w Świątyni, która się do mnie uśmiechnęła i powiedziała krótkie "Cześć". Od tamtej pory się nigdy nie rozstawałyśmy aż do momentu, kiedy miała polecieć na tą misję.
Oderwałam się od niej. Jej oczy były czerwone.
-Dobrze Cię znowu widzieć Soka.-powiedziała ocierając łzy.
-Wiesz co się stało.-bardziej stwierdziłam niż spytałam.
-Moja misja się skończyła dwa tygodnie po twoim odejściu. Gdy spytałam się mistrzyni Swan czy mogę iść Cię poszukać wtedy Mistrz wszystko powiedział. Przykro mi Soka.-powiedziała ze smutną miną.
-Nie da się cofnąć czasu.-chciałam coś dodać, ale ktoś położył mi rękę na ramieniu. Padme.
-Cieszę się, że mogę Cię znowu zobaczyć.-powiedziała uśmiechając się.
-Ja także się cieszę, że Ciebie widzę Padme.- też się do niej uśmiechnęłam.
***************
Przez kilkadziesiąt minut, rozdawałam wraz z Atari chleb i wodę mieszkańcom, którzy siedzieli na schodach. Nie mogli wracać do domu. Najpierw trzeba było uwolnić główny plan-co już zrobiłam.- by można było przywozić tu jeńców z innych ulic, a potem zapewnić im schronienie w pałacu na noc, lub na dwie by wrócić po wszystkim do swoich domów.
Żal mi ich było. Połowa z nich pamięta jak to było podczas inwazji. Jednymi z tych osób była rodzina Padme. Ojciec, który był bardzo miły, lecz wyczułam w nim, że jeżeli trzeba to potrafi się zdenerwować. Matka miała łagodny wyraz twarzy i także była miła i te cechy odziedziczyła ich druga córka- Sola. Siostra Padme, która była od niej starsza o cztery lata. Miała dwie córki: Pooję i Ryoo. Mimo tego wszystkiego były bardzo radosne, ale smętniały im miny gdy nie było przy pani Senator R2. Czyli znała tego małego robota, w którego częściach znajdowały się prawie wszystkie dane Republiki.
Usiadłam z Atari pod ścianą jednego z budynków trochę dalej od jeńców bo chciała porozmawiać. Nie wiem o czym, ale wyczuwam, że ta rozmowa ma coś wspólnego ze mną, lecz nie jestem pewna. Ati trudno rozszyfrować podobnie jak Anakina. Umiała dobrze się "chować" jeżeli chodziło o coś o czym nikt nie może się dowiedzieć. Ale znałam ją na wylot tak jak mojego byłego Mistrza i wiem kiedy to robi.
-Wrócisz?-spytała wprost gdy usiadłyśmy.
-Atari...-zaczęłam, ale mi przerwała.
-Ahsoka. Kiedy wróciłam miałam nadzieję się z Tobą spotkać. Z Tobą, Niro, Chazem i Mirleą, ale zastałam smutną informację, której nie mogłam z nieść. Już cztery miesiące siedzę w świątyni. Dobrze się bawię z chłopakami i Mrleą, jak tylko nam na to obowiązki wojny pozwolą, ale nie jest tak jak kiedyś. We wszystkim co robimy w czwórkę. Głupie, żarty, rozmowy i wszystko co robiliśmy jako adepci traci powoli sens. Dlaczego? Ponieważ z nami Ciebie nie ma. Ja wracam z Yavina 4, a tu puf! Mojej przyjaciółki nie ma. Czy będzie jak dawniej? Nie.-spuszcza głowę na kilka sekund i milczy, po czym dodaje.-Ale to nie znaczy, że nie uszanuję twojej decyzji.
-Ja...-ponownie mi przerwano, ale tym razem to nie była Atari, lecz strzały. Strzały separańskich droidów.
Obie poderwałyśmy się z miejsca i biegiem ruszyłyśmy w stronę Padme. Była wraz z królową. Apailana była w szoku. Ludzie krzyczeli z przerażenia, ale ona miala tylko dwanaście lat.
Chwyciła dłoń Padme w ręce i zaczęła ją prosić.
-Pani. Proszę Cię. Wróć na tron. Ty lepiej obronisz Naboo. Błagam.-Nikogo w pobliżu nie było prócz mnie i mojej przyjacióki, więc tylko my ich słyszałyśmy.
-Nie mogę. -odpowiedziała grzecznie Padme. Była spokojna, ale na zewnątrz. Czuję to.-Ty rządzisz planetą i musisz się im przeciwstawić rozumiesz? To Ciebie wybrali na królową i muszą wiedzieć, że postąpili słuszni i wybrali dobrze.
-Ale ja się boję.-odparła przerażona Apailana.-Nie mam tyle odwagi co ty bynajmniej nie teraz i prawdopodobnie nigdy nie będę mieć. To nie mnie powinni wybrać. Ty powinnaś rządzić cały czas.
-Nie mogę. Nie chcę już. Jestem senatorem i taka służba publiczna Naboo mi wystarcza. Nie zasiądę na tron, bo nie chcę i nie mogę. To twoja rola. Ja Ci mogę tylko pomóc i pokierować Cię przez całą bitwę.-Nie wiem ile jeszcze Padme będzie musiała ją przekonywać. Wiem dlaczego nie może. Wiem dokładnie. Nie chodzi tylko o to co powiedziała Królowej. Chodzi o Anakina. To jej nie pozwala, ale i tez ona nie chce.- Kapitanie Panaka.- zwróciła się Amidala do kapitana i kiwnęła głową na znak. Chodzi o podmianę. Wiem to od właśnie od niej. Powiedziała mi tylko dlatego, że wie, że może mi zaufać i nic nie powiem.
Gdy nadeszły droidy ja oraz Orgeen włączyłyśmy miecze i rzuciłyśmy się na droidy. Odbijałyśmy blasterowe strzały i niszczyłyśmy te automaty(Idula pamiętasz tomaty? xD)W tej chwili brakowało mi jednego. Tych chwil kiedy niszczyłam z Wybrańcem te złomy urządzając sobie zawody, kto więcej rozwali. Mimo przegranych albo wygranych nic się działo po tej "niewinnej"zabawie. Nadal urządzaliśmy sobie te zawodu i nie było żadnego obrażania się. Był tylko uśmiech na twarzy i niekiedy zwrócenie uwagi Mistrza Kenobiego. Do tych wspomnień się uśmiechnęłam, lecz dalej rozwalałam separańskie droidy. To był teraz mój priorytet. Zabić je wszystkie i pomóc Republice nawet jako już nie Jedi. Nie wiem gdzie Ventress, ale wiem, że jeszcze żyje. Ale co jeżeli poniesie klęskę? Co jeżeli umrze? Co wtedy zrobię? Nie poradzę sobie bez niej. Nie teraz.
Nie wiem dlaczego, ale coś szybko poszło z tymi puszkami. Zaczęłam oglądać się w okół siebie i wtedy pojęłam o co chodzi. Widziałam go. Grievous. Dla niego byłam "Małomaskotką Skywalkera". Nie doceniał mnie. Możliwe, że dałabym radę go zniszczyć. Do tej pory jestem jedynym padawanem, który się z nim zmierzył i przeżył. I właśnie dlatego, że żyje patrzę na niego gniewnie mrużąc oczy. Zza cyborga pojawił się człowiek w kremowej szacie. Niebieska klinga jego miecza świetlnego uderzyła w dwa miecze Generała, którymi zablokował cios oponenta. Niebieskie oczy Jedi wpatrywały się w metalową twarz separatysty, po czym ponownie zaatakował. Styl poruszania się i walczenia III Formą- Soresu poznałabym wszędzie. Tylko jeden człowiek, Jedi jest kwestionowanym mistrzem tego o to stylu walczeniem mieczem świetlnym. Obi-Wan. Mój niedoszły Mistrz po raz kolejny mierzy się z zabójcą wielu Jedi. Mojej rodziny, którą są wszyscy wrażliwi na Moc według ideologi Zakonu. Obserwowałam ich w milczeniu i nadziei, że teraz pewnie nadejdzie kres Grievousa. Moim ramieniem potrząsnęła czyjaś dłoń. Przez zapatrzenie się w pojedynek mojego "brata" i separatystycznego cyborga zupełnie zapomniałam o mojej kompance, z którą spędziłam wiele chwil w Świątyni. Pobiegłam z nią ukryć jeńców w pałacu. Kolejne roboty mogły nadejść, więc musimy być przygotowane. Pani Senator postanowiła skontaktować się z Mistrzyni Securą.
-Padme.-zwróciłam się do przyjaciółki.-Proszę Cię nic im nie mów o mnie.-Popatrzyła się na mnie zdezorientowana.-Błagam. Nie mogą się dowiedzieć. Nie teraz.-patrzyłam na nią prosząco. Kiwnęła na znak, że nie powie. Popatrzyłam na Atari. Miała identyczną minę jak jej przyszywana kuzynka. Oczy miały ten sam wyraz mimo innego koloru. Zostało jej parę cech wyglądu po tym jak przez trzynaście lat była "w ciele" Padme.
Kiedy prośba o przysłanie klonów została wysłana, usłyszałam strzały.Kierowanie były do wrót pałacu. Znowu droidy. To oznacza, że będzie niebezpieczna bitwa. Nagle wszystko pojęłam. Przecież wojna trwa długo. Separatyści chcą ją zakończyć. Naboo jest jedną z najważniejszych planet Republiki, a to oznacza, że Senat wyśle tu najwięcej żołnierzy, tak samo jak swoje automaty Separatyści. W dodatku jeszcze Federacja Handlowa chce od dawna zemsty. Padme kocha Naboo każdą swoją komórką, dlatego tu jest. Ventress... ona żyła. Czuję to, ale nie da rady pokonać Dooku sama.
Włączyłam miecze i podbiegłam do drzwi. Za mną pobiegła moja rówieśniczka. Otworzyłyśmy Mocą wrota, a później odepchnęłyśmy nią kilka droidów, a na resztę ruszyłyśmy z mieczami. Nie było już na dachu walczących Obi-Wana i Grievousa . Albo jeden wygrał, albo pojedynek nadal trwa tylko, że gdzie indziej, ale skupiłam się na droidach. Walczyłam z Orgeen tuż obok siebie. Moja przyjaciółka była jedną z Jedi, których kryształ nie był podstawowego koloru czyli niebieskiego, zielonego lub żółtego. Był błękitny. Tak jakby kolor miecza był specjalnie dopasowane do jej bladego, dathomiriańskiego koloru skóry. Dalej odbijałyśmy strzały nie pozwalając im się przedrzeć. Za nami strzelali żołnierze Naboo. Nad nami pojawiły się kanonierki. Żołnierze klony. Kanonierki wylądowały za nami. Na moje nieszczęście był to 501 Legion pod dowództwem Kapitana Rexa. Mimo tego, że Rex był zdziwiony co wyczułam strzelał przed siebie i niszczył blaszaki. Cieszyłam się, że ponownie mogę walczyć u jego boku, ale nie jako Jedi. Jako była padawanka. Jako normalny obywatel Republiki. Poczułam dziwny dreszcz, ale nie wiem dlaczego. Dreszcz...zła? Nie jestem pewna, ale po minie Atari wiem, że też to poczuła.
Z moim dawnym Legionem szybko poszło rozwalanie droidów. Jedynie trzeba było posprzątać. To powinno dać Republice plac jako bezpieczne miejsce. Popatrzyłam się na Rexa. Zdjął hełm i patrzył na mnie zaskoczony, a zarazem z radością w oczach, że mnie znowu zobaczył. Uśmiechnęłam się do niego. Nagle usłyszałam dźwięk komunikatora. Nareszcie.
-Muszę iść.-zwróciłam się do Atari. Przytuliłam ją bez słowa i pobiegłam na bagna. Cieszę się bardzo, że mogłam ich ponownie spotkać. Tęskniłam za Ati bardzo. Mimo, że spotkałam ją teraz czego nie chciałam tego, to cieszę się, że mogłam z nią porozmawiać. Dobiegłam do statku.-Hej.-przywitałam się z nią.
-Dooku zabity.-poinformowała mnie. Już wiem, dlaczego poczułam dreszcz.
-Wyczułam. Gratuluję.-posłałam jej ciepły uśmiech.
-To nie tylko moja zasługa.-powiedziała z trochę smutną miną.
-Kogo jeszcze?-nikt mi nie przychodził do głowy.
-Anakin.
-Powiedziałaś mu o mnie?
-Nie. Ale plac został odzyskany z twojej także zasługi. Skywalker kontaktował się z Radą. Przymkną oko na moje czyny i zapłacą za pomoc. A to znaczy, że idziesz ze mną. Może policzą podwójnie. Wiem, że nie chcesz iść, ale...-nie dokończyła, bo wie, że jestem wszystkiego świadoma.
-To chodźmy.-powiedziałam po dłuższej chwili. Szłyśmy szybko, nie odzywając się do siebie. Nie wiedziałam co zrobię jak spotkam Anakina i innych. Albo co będzie, jak zobaczą z kim się sprzymierzyłam? Nie mogłam sobie odpowiedzieć na to pytanie jak dopiero wtedy, gdy minie to wszystko.
Wskoczyłyśmy na dach budynku. Większość żołnierzy sprzątało. Anakin rozmawiał z Plo i Obi-Wanem tyłem do mnie. Zeskoczyłam z Ventress z dachu. Jedi obrócili się.
-Niemożliwe.- powiedział Yoda na mój widok. Nie chcę nawet wiedzieć co sobie o mnie pomyślał. Przystałam z moją kompanką, zaczęła rozmawiać, ale dla mnie rozmowy cichły. Patrzyłam się w jeden punkt. W oczy mojego byłego Mistrza. Wyrażały one radość, że mnie widzi, ale też i dziwienie z kim mnie widzi. Z jego byłym wrogiem. Autorem blizny, która go oszpeciła. Ale czy aby na pewno? Raczej sprawiła, że jest bardziej przystojny, skoro więcej bab na niego leci. Chciałam odwrócić wzrok, ale nie mogę. Po prostu nie umiem. Tyle razy te oczy patrzyły na mnie z dumą i zadowoleniem. Tyle razy te oczy mnie karciły za złe posunięcie...cokolwiek wyrażały te oczy patrzące na mnie byłam wdzięczna, że mogę jeszcze raz je zobaczyć. Miałam wrażenie, że chciałabym by mnie okrzyczał za zły czyn, ale nie miał za co, a ja nie wiem dlaczego tak tego pragnęłam. Może dlatego, że dawno tego nie zrobił?
Nie mam pojęcia jak długo trwały moje rozmyślenia. Jak długo tam stałam, ale wyrwała mnie ręka byłej Sithanki. Podeszła do mnie Ati i przytuliła. Będę za nią tęsknić, bardziej niż wcześniej.
-Powiedz chłopakom i Mirlerze, że za nimi tęsknię.-poprosiłam ją mówiąc do ucha. Przytaknęła i oderwałyśmy się od siebie. Z jej oczu popłynęły słone krople. Nie popatrzyłam się na nikogo więcej i poszłam w stronę Asajj, która czekała kilka metrów dalej.
-Nie każę Ci iść ze mną. Możesz wrócić.-powiedziała do mnie szeptem tak, bym tylko ja ją usłyszała. Mogę wybierać. Nigdy bym nie pomyślała, że stanę przy takim wyborze. Ba! Nigdy nie sądziłam, że spotka mnie coś takiego. Że trafie do więzienia za coś czego nie zrobiłam i że ucieknę z więzienia zamiast siedzieć na miejscu i czekać. Nigdy nie pomyślałabym, że będę padawanką Wybrańca. Nigdy nie marzyłam o tym by być Jedi. A co jeżeli to nie dzieje się naprawdę. Co jeżeli zaraz się obudzę i do mojego pokoju wkroczy rozweselona trzyletnia Atari Orgeen i pójdę z nią na śniadanie, a później na trening. A może obudzę się w swoim pokoju w domu na Shili by pójść znowu na łąkę? Tyle, że to nie jest sen. Gdyby to był sen, to bym obudziła. Na prawdę stanęłam przed takim wyborem, ale to, czy wybiorę mądrze, nie umiem przewidzieć. Stałam bokiem do każdej ze stron i zastanawiałam się, którą wybrać, bo tylko jedna jest moim przeznaczeniem. Moc nie chciała mi pomóc. Muszę sama zgadnąć. Sama wybrać. Zamknęłam oczy i w swoim świecie zaczęłam szukać wyboru. Otworzyłam oczy bo minucie. Znalazłam odpowiedź. Poszłam w stronę, która ma mnie poprowadzić przez dalsze życie. Przyszłość.
_______________________________________________________
Ajajajajajaj...wyszłam na jędzę xD No co? Tak wiem. Mam przerypane. Kto chce mnie zlać?
A tak na serio. Odpowiedzcie mi w komie tak na poważnie. Zmienił mi się styl pisania? Mam jakieś dziwne przeczucia, że tak.
Brato-wnuczko pamiętaj. Przylatuję w czwartek na tłusty czwartek :3 Mamy spotkanie rodzinne ^^ Chwila...czyli Idka też leci! YAY! xDD To je dziwna rodzinka. Tego nie ogarniesz :DD Ranyy...uwielbiam z Tobą rozmowy xD Rodzinka.holonet xDD
Dobra kończę.
NMBZW!
niedziela, 16 lutego 2014
Rozdział 52
~~Anakin~~
Tibrin. Kolejna planeta potrzebująca pomocy Republiki i jej Wojska. Wojska pod dowództwem Anakina Skywalkera. Drugiego Bohatera Republiki.
Lubił walczyć, ale chciał wracać na Coruscant. Do domu. Do Padme. Ponad dwa miesiące walczył i nie miał ze swoją żoną, żadnego kontaktu.
Poczuł ukłucie w ręku. Sensory bólu w protezie. Niekiedy miał ochotę ją rozwalić. Ból był wielki, ale on już do tego przywykł. Czuł, ale nie robiło to na nim wielkiego wrażenia tak jak na początku. Przystosował się do życia bez jednej ręki i czuł się normalnie, lecz nie zawsze. Nie wtedy kiedy był z Padme. Nie w tych momentach. Był wdzięczny Vokarze Che za to, że zrobiła wszystko co w jej mocy by było jak kiedyś, ale
nie jest. On ma żonę. Nie móc dotykać jej obiema, żywmy dłońmi było dla niego niczym cierpienie.
Jego rozmyślenia, przerwało otwarcie drzwi do jego kajuty. Przez próg przeszła nie inna osoba jak jego młoda Padawanka. Drzwi się zamknęły, a ona oparła się o metalową ścianę tuż przy pryczy.
-Widzę, że twoje rozmyślenia dość długo trwały.-odezwała się pierwsza. Skywalker popatrzył na nią zdziwiony.-Nie wychodziłeś z kajuty dwie godziny.-odpowiedziała na jego nieme pytanie.
-Wybacz. Straciłem rachubę czasu. Zaraz przygotuję wojsko.-powiedział.
-Nie trzeba. Zajęłam się wszystkim.-uśmiechnęła się do niego, a on odwzajemnił gest.
-Mistrz Plo jeszcze jest?-spytał zmieniając temat.
-Pół godziny temu odleciał. Mistrzyni Unduli już na nas czeka. Do systemu wchodzimy za dziesięć minut. Rex na mostku i wraz Admirałem Yularenem i coś jeszcze planują. Ostateczne decyzje podejmujesz z Mistrzynią Luminarą.-poinformowała go.
-Dobrze.-podniósł się i poszedł w stronę drzwi. Przelotnie dotknął ramienia Ahsoki dłonią i podążyli oboje na mostek.
~~Yoda~~
W swojej małej komnacie siedział spokojnie zanurzony w mocy i rozmyślaniach. Bardzo dużo ostatnio medytował. W jego małej głowie rodziło się tyle pytań, lecz wiedział, że Moc mu zawsze sprzyja zwłaszcza teraz. Teraz bo Palpatine trochę przeginał. Czyżby był skorumpowany? Nie wiadomo, ale odpychał od siebie tę myśl gdyż dla niego to nie może być prawda. Po raz pierwszy od długiego czasu zanurzył się dokładniej w Mocy. Wiedział bo czuł. Czuł, że rozmyśla inaczej. Dokładniej. I też przez tą dokładność po raz pierwszy zauważył to czego nie dostrzegł przez dwanaście lat. Tyle ile Palpatine zasiadał na stanowisku Wielkiego Kanclerza Republiki. Dostał nadzwyczajną władzę na początku Wojny, ale to teraz nie miało znaczenia dla starego mistrza. Kanclerz urzędował na swoim stanowisku już trzecią kadencję. Drugich wyborów nie było. Nie było. Jak to możliwe? Jak to możliwe, że nie było wyborów. Czyżby ktoś, kto go otacza Ciemną Stroną wszystko to robił?
Mistrz otworzył oczy. Musiał przerwać swoje rozmyślania. Na chronometr pokazywał godzinę ósmą czterdzieści więc za dwadzieścia minut ma trening z Adeptami. Wyszedł w spokoju, zostawiając za sobą rozmyślenia o Kanclerzu.
~~Ahsoka~~
Jak zazwyczaj na rzadkie, nienormalne zdziwienie zachłysnęła się powietrzem. Gild Pellaeon ma przylecieć z Luminarą. Nie chciała go tu. Nie chciała po prostu, nie chciała go na tym krążowniku. Ale miała plan jak przetrwać z nim tę bitwe. Nie była już tą samą czternastoletnią, rozwydrzoną padawanką Anakina Skywalkera. Ostatnie miesiące dały jej lekcje. Jest bardziej cierpliwa, lecz...nie czuje się jak wtedy na Cato Nemodii, gdzie była ostatnia bitwa tuż, przed zamachem. Wiedziała jaka była wtedy, ale teraz...teraz już nie jest taka. Wie, że dorasta, ale przez dwa lata wojny tak się nie zmieniła jak przez ten miesiąc, kiedy postanowiła "raz na zawsze" odejść ze świątyni. Wie, że nie jest raczej tą osobą. Jest świadoma tego jak bardzo się zmieniła, a także jak teraz postrzegana przez Anakina. Mimo, że nazywa ją Smarkiem, to Ahsoka nie czuje jakby mówił do niej. Chciałaby wrócić do swojego charakteru. Czyje się po prostu jakby ktoś jej wręczył w podarunku nowy charakter, rozumowanie... wszystko inne. Obce. Gdyby była taka sama jak kiedyś...ba! Gdyby nie było tego całego zamachu, nie musiała by zatrzymywać teraz łez. Z planowania na odegraniu się na Gildzie, zaczęła rozmyślać nad sobą. Potrząsnęła głową. Wstała i poszła do hangaru. Zastała tam klony wraz z Rexem. Dziesięciu- w nich Rex, Fives i Coric -żołnierzy siedzieli na skrzynkach i opowiadali kawały. Ahsoka przyłączyła się do nich. Usiadła na podłodze ze skrzyżowanymi nogami. Coric podał jej sok bribb. Wiedziała, że był to ulubiony sok jej mistrza i ona tak samo, lecz najbardziej sok z owoców shuura i jogan(nazwy owoców z SW się kłaniają! xD), ale tego też było dobrze się napić przy pogawędce. Ahsoka uwielbiała rozmawiać z klonami. Dzięki temu wiedzieli, że nie są jej obojętni. Wiedzieli, że Anakin bardzo się troszczył o swoich Żołnierzy, ale nie znali tak bardzo Ahsoki, jak znają ją Coric, Fives i Kapitan kompani potok. Wiedzieli, że przychodzi porozmawiać z klonami także w imieniu ich generała.
Nadleciała kanonierka. Ahsoka wraz z Kapitanem podeszła by ich przywitać, jak przystało na "Wzorową Padawankę" wraz z posłusznym żołnierzem. Cieszyła się, że zobaczy Mistrzynię Unduli, ale jeżeli chodzi o Pellaeona to już czuła złość. Po prostu jak ma usłyszeć jego rozkazy to czuję złość, którą patrzy na wrota kanonierki. Otworzyły się i wyszła z nich mirialańska mistrzyni, a za nią siwy admirał. Togrutanka była spokojna. Na razie.
Ukłoniła się przed Mistrzynią i poinformowała ją, że jej mistrz czeka na mostku, gdzie chwile później Luminara ruszyła, a Gree wraz z Rexem odeszli. Pellaon ominął Ahsoką i powiedział do niej:
-Myślałem, że skoro urosłaś to zmienisz swój ubiur, lecz widzę, że nie.
-Coś ty powiedział?-spytała. Jej gniew wzrósł. Czuła, że chciałaby mu coś zrobić.
-Że nie powinnaś być tak ubrana młoda damo.-odparł. Musiała się trochę opanować by zabrać głos.
-Kapitanie Pellaeon. Sam pan powiedział, że Admirał Yularen może robić co chce na swoim krążowniku i pozwala mi chodzić w moim stroju Jedi. To jest jego krążownik i Generała Skywalkera czyli mojego mistrza, co pozawala mi tutaj wydawać rozkazy. Więc nie ma pan prawa tutaj rozkazywać. Zwłaszcza mi. I może niech pan uważa bym panu nie kazała czasem zmienić ubrań.- jej oczy były przepełnione złością, a w jej głosie można było usłyszeć leciutką chrapkę co oznaczało, że jest zła co sam zauważył Kapitan. W jego oczach był lekki lęk, ale tam w środku bał się trochę bardziej. Ahsoka nie jest już dzieckiem i poczuła, że stare nawyki wracają, co bardzo ją uszczęśliwiło w duchu. Ale wiedziała, że nie może powrócić do tego co było. Może jedynie sprawić by po połowie była taka jak kiedyś.
Rex i Gree przyglądali się szesnastolatce. Rex jednym mrugnięciem oka odizolował się od całej galaktyki i zaśmiał się gromko w hełmie. Nikt go nie słyszał i to było w tym najlepsze. Mógł śmiać się do woli z Kapitana. Widać było, że się boi zlekceważonej padawanki Skywalkera. Wcale mu się to nie opłaciło. Nie ma do czynienia z tą pyskatą, lekceważącą starszych, czternastoletnią dziewczynką. Kapitan stał przed tą samą osobą, lecz inną. Mądrzejszą, bardziej doświadczoną i skupioną. Nie jest już taka sama. Bardzo wiele się zmieniła charakterem odkąd nastąpił zamach i Kapitan 501 legionu zauważył to przy pierwszej misji po jej powrocie.
________________________________________________
Zgadza się. Napisałam nn i mam nadzieję, że wszystkie będą dodawane w niedziele (;
Dziękuję Wiki za nowy wygląd. Jesteś niesamowita Mistrzyni :* Nic dziwnego. Przecież to siostra mojego Mistrza :D
Dedyk dla:
Idki- za rok obowiązkowa powtórka! Tyle, że ja zacznę wtedy ferie bo dolnośląskie ma wtedy kiedy ty, ale to nie ważne. Za rok musi być powtórka! <3
Wiki-za ten szablon i walentynkę i za to, że jesteś <3
Brato-wnuczki-nie no. Dzisiejsza rozmowa była boska xD <3
NMBZW!
Subskrybuj:
Posty (Atom)




.jpg)
