Co jest głupie i wypada raz na rok? Walentynki! Dlaczego? Odpowiedź jest prosta! Padawani jak zwykle ubierają całą świątynie w serduszka i różne bibeloty w tym temacie. Oszaleć można. Yoda siedzi cały czas w swoim pokoju i nie chce na to patrzeć tak samo, jak jeszcze innych wielu Jedi. Moich dwóch szalonych przyjaciół- Chazer i Niro rok temu dla jaj podrzucili Yodzie walentynkę co skończyło się karą czyszczenia podłogi w bibliotece. Nawet było zabawnie.
Nie zamierzam dziś wychodzić z pokoju. Aż do jutra! I nie obchodzi mnie to, że ktoś będzie zawiedziony! Nie wychodzę do końca dnia i nikt nie ma prawa się mi sprzeciwić bo kłaki powyrywam i nie wiadomo co mu jeszcze zrobię. Grr...gardzę tym świętem jak mało kto!
Do mojego pokoju ktoś zapukał. Ale nie normalnie. W tak jakby melodyjce. Nagle przed moimi oczami pojawiły się wspomnienia z dzieciństwa w Świątyni. W ten charakterystyczny sposób mogła zapukać tylko jedna osoba w tej świątyni i pewnie galaktyce CHAZER! Niestety radość szybko minęła, jak się pojawiła. Bo przecież pan szanowny Hrabia Motess musi się wydurnić i dać jakąś debilną, idiotyczną, gównianą walentynkę, którą bym mu wepchała...wiadomo.
Blondyn wszedł do środka. Na policzkach miał szminki. No bez jaj! Ten Ułom nawet namalować dobrze zmyślonych pocałunków na twarzy nie umie.
-Najlepszego z okazji walentynek!-krzyknął rozbawiony. Dokładnie wiedział, że nienawidzę tego...to nawet święto nie jest. To nawet odchodami Banthy nie można nazwać, bo nawet one są zbyt zacne, by nazwać nimi inaczej walentynki! To jest C-H-O-R-E
-A nakopał Ci ktoś kiedyś? Jeszcze raz coś głupiego, a twoja głowa znajdzie się w klozecie!-krzyknęłam rozdrażniona. On już po prostu przeginał. Jego szczyt głupoty jest powyżej normy. Powoli odechciewa mi się żyć przez dzisiejszy dzień. Nie dość, że jestem wkurzona, to jeszcze on musi pogarszać sytuacje!
-Bo co? Masz tu walentynkę.-podaje mi dużą kartkę A4. Nie patrząc nawet co jest napisane w środku-bo znając życie jakiś głupi wierszyk mogłam tam zastać-zgięłam ją wytwarzając kulę. Wstałam i wsadziłam ją do ust przyjaciela. Najchętniej wsadziłabym mu wiadomo gdzie, ale go oszczędzę. Postanowiłam iść do Barriss. Jedyna osoba, która mnie popiera w zdaniu co do walentynek to ona. I Ati, ale jej niestety nie było. Poszłam w stronę sal uzdrawiania. Mijałam szerokimi łukami padawanów. Zobaczyłam Wysy wraz z jej najlepszą baroliańską przyjaciółką- Ekrią. Różowe włosy Wysy były spięte w pięknej fryzurze. Od czoła miała dobrane sześć kłosów po trzy z każdej strony. Wszystkie te kłosy spotkały się na środku tworząc różową kokardę. Włosowa wstążka(no wiecie jaka xD) była fioletowa co dawało bardzo fajny efekt. Reszta jej grubych włosów była rozpuszczona z tyłu, w których były także fioletowe pasemka. Dwa najkrótsze pasma czyli grzywka, były pofalowane i padały po obu stronach twarzy. Ładnie wyglądała.
W rękach niosła dużego białego miśka. Takiego metrowego z dużą fioletową muchą, trzymającego serce na, którym pisało "I Love You so much". I jakąś torebkę prezentową...dziesięć. Kilkadziesiąt kartek walentynkowych i jakieś czekoladki. Tak słodko wyglądały te bibeloty, że zaraz rzygnę. No proszę was!
Ekria miała podobne prezenty, ale nie przyjrzałam się dokładnie bo chciałam od tego być jak najdalej więc im tylko pomachałam. Szłam dalej. Już nikogo nie spotkałam. Po prostu szłam i patrzyłam przed siebie, ale to drugie, nie było zbyt dobrym pomysłem. Przy fontannie całowała się dwójka padawanów. Że co?! Zlitujcie się! Chwila! To...to...była Fari!(Pozdro. od niej xD) Niemożliwe! Ona...ona...ona całowała się z...Pavlo Jorim?![klik] Nagle się oderwali od siebie i Fari spojrzała na mnie z przerażeniem. Widocznie mnie wyczuła, skoro przerwała tak "wspaniałą" dla niej chwilę.
-Nie spoko. Nikomu nie powiem, ale proszę was o jedno. Nie róbcie więcej tego na moich oczach.-powiedziałam
-Dzieki Ahsoka. I w porządku.-uśmiechnęłyśmy się do siebie.
-Radzę wam iść do pokoju bo mogą was przyłapać.-po tych słowach odeszłam. Szłam dalej, aż do sal uzdrawiania. Weszłam. Barriss dawała jakiś lek...ATARI! Na moc! Nie wierzę!
-Ati!-krzyknęłam i przytuliłam ją.
-Soka.-wyczułam u niej radość, że mnie widzi.
-A nie mówiłam, że się ucieszy jak jej zrobimy niespodziankę?-spytała się Barriss mojej rówieśniczki.
-Bardzo.-przytuliłam też Offee. Cieszyłam się, że są obie w dzień, którego tak nie cierpię.
**************
Obie mnie namówiły by pójść na dyskotekę na walentynki wieczorem. Ale potańczyć potańczę. Zwłaszcza z Ati i Barriss. W jednym z kątów była nasza paczka. Ja, moje dwie przyjaciółki, Mirlea, Chaz, Niro, Wysy, Ekria, Ekria, O-mer, Jinx i Pavlo z Fari. No tak. Ta trójka chłopaków była w jednym klanie.
Szukałam wzrokiem Luksa. Obiecał, że będzie. Zauważyłam go przy wejściu. Podeszłam do niego.
-Hej.-przytuliłam go na powitanie.
-Cześć.-odpowiedział. -Jak tam.
-Niezbyt bo dziś walentynki. Nienawidzę tego święta.-powiedziałam z uśmiechem.
-Wiem. Ja też-wyjął szampana zza pleców.-Ale myślę, że to nam może poprawić humor.-uśmiechnął się szeroko odsłaniając białe, proste zęby.-Mam nadzieję, że możesz.
-Tak. Szampana tak. Chodź. Pójdziemy tam gdzie nikogo nie ma i nikt nas nie będzie prosić o łyka.- zaproponowałam, a on zachichotał podobnie jak ja. Poszliśmy do Arboteum. Do mojego i Ati ulubionego miejsca z dzieciństwa obok wodospadu. Było to miejsce gdzie nikt by na nie zauważył. Nikogo nie było, bo większość gdzieś poszła ze Świątyni. Większość na wojnie i na dyskotece oraz w swoich pokojach.
Usiedliśmy na trawie. Lux otworzył szampana i piliśmy z gwinta. Śmialiśmy się popijając szampana. Opowiadaliśmy kawały. Było wesoło. Mogłabym to nazwać jednym z najlepszych dni w życiu.
Gdy zostały ostatnie dwa łyki trunku oboje chwyciliśmy butelkę i zaczęliśmy rywalizować o nią. Dawaliśmy sobie kuksańce by "przeciwnik" puścił butelkę. Śmialiśmy i przezywaliśmy się. Ale to drugie tak trochę. Niestety wyślizgła nam się butelka i się rozbiła, a ostatnie dwa łyki szampana poszły w piach. A raczej w trawę.
-No i widzisz co zrobiłeś/aś?!-krzyknęliśmy oboje w tym samym czasie. Zbiłam go i zaczęliśmy się lać ile wlezie. W pewnym momencie Lux wylądował na mnie. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy i w pewnej chwili pocałowaliśmy się po raz drugi.
****(tu 3 os. narrator)***
Nie lubił...a raczej nienawidził walentynek gorzej niż Tatooine, podobnie jak jego padawanka. Jego nienawiść zmalała odkąd ożenił się z Padme, ale nadal gardził tym dniem. Nie dość, że Świątynia była ubrana w te głupie walentynkowe bibeloty-co maksymalnie go zniechęciło do przebywania w nim w ten głupi dzień- to jeszcze Coruscant. Najchętniej by się wyrwał z tej planety wraz z jego Aniołem z Iego. Choć tego nie wiedział, był jednym z wielu facetów nienawidzących tego "Święta".
Wszedł z werandy do apartamentu ukochanej. Zmieniała wodę w wazonach i wyczuł, że jest zła.
-Złość piękności szkodzi.-poinformował łagodnie lekko ją strasząc.
-Anakin!-powiedziała z wyrzutem.
-Padme.-odpowiedział jej tym samym i zaczął się śmiać opierając się o framugę. Ona także się zaśmiała. -Można wiedzieć skąd ta złość.-spytał gdy przestali.
-Bo są walentynki.-powiedziała z miną obrażonego dziecka.
-Też ich nienawidzę. Wyrwijmy się stąd.-zaproponował "genialnym"pomysłem.-Wrócimy za tydzień.-dodał
-Co im powiesz jak wrócisz?-spytała wyzywająco. Dla niej to był obłęd.
-Nic nie powiem. Nawet nie zauważą. Będą zajęci rozwalaniem par w okół Jedi jak to co roku.-był tym rozbawiony.
-Żeby czasem tylko nie padło na twoją padawankę.-powiedziała wlewając wodę do kolejnego wazonu. Na słowa swojej żony zjeżył się odruchowo. Jego...mały Smarkuś miałby się zakochać w ten idiotyczny dzień? Nie mieściło mu się to w głowie. Nie może mu tego zrobić...to jest jego mały Smark. Nie pozwoli na to by ktoś się w niej zakochał, a tym bardziej z nią był! Tak nie może być! -Anakin!-klasnęła mu przed oczami. Był zdezorientowany i...smutny co było widać w jego oczach.
-Ahsoka...zakochana?-spytał. Wyglądał jakby ponownie był tym małym chłopcem z Tatooine tęskniącym za matką. [klik](<-paczaj na Anakina xD).
-Annie. Żartowałam. Przepraszam.-Skywalker uśmiechnął się do niej. I...resztę można sobie dokończyć jak to u tej dwójki jest w zwyczaju >.> xD
*******W tym samym czasie na Dathomirze*********
Mamuśka Talzin siedziała przed wielkim stołem jedząc jabłecznik.(Już wiem skąd brak tych dwóch kawałków! xDD) Gdy skończyła odstawiła talerzyk na bok i upiła trochę ciepłego kaffu. Uniosła dłonie nad kulą i spojrzała w przyszłość. Zobaczyła tam brązowowłosą dziewczynkę i blond chłopca. Wraz z nimi był Skywalker.
-No to koniec. Kataklizm nadchodzi.-powiedziała zdziwiona, a zarazem z żalem, że galaktyka "wyginie"
*******Chati********
-Wybacz Det, ale wolę Ati. Jesteś dla mnie tylko przyjaciółką.- po tych słowach odszedł w stronę prywatnych pokoi Jedi szukając jego miłości życia. Zostawił za sobą zrozpaczoną Deturi samą sobie, która tonęła w smutku wraz z umierającym szczęściem; przed chwilą narodzonym.
Dla niego Deturi jest tylko przyjaciółką. Od bardzo dawna pociągała go Ati. Pamiętał jak w wieku trzech lat jej się oświadczył dla żartów i po za tym był mały, ale wtedy ona...zawładnęła jego sercem. Niemal od pierwszego wejrzenia.
Zapukał do drzwi swojej "przyjaciółki". Na słowo "Proszę" wszedł do środka. Na podłodze siedział wielki misiek z napisem "I Love you". Rozpoznał go od razu ponieważ był od niego. Uśmiechnął się do Orgeen, a ona także odwzajemniła ten gest.
-Podoba Ci się misiu?-spytał uśmiechając się.
-Od Ciebie?-w odpowiedzi chłopak pokiwał głową. Podszedł do niej.-Co?-spytała, a on ją pocałował.
__________________________________________________________
W moim domu muszą zmniejszyć wypieki jabłecznika bo wyszło coś chorego xD
Fari tak to nasza kochana i ulubiona Fari! Taak. Kazała. No cóż. Ale miał być galimatias nie? Ten Pavlo to wymyślone imię by zastąpić nim imię jej chłopaka. Fari ma prze bujną wyobraźnię xDD <3
Macie od niej pozdrowienia i może się jakiś kom od niej pojawić więc będzie szalony, a ja jak zwykle będę mieć bekę xD
No to chyba na tyle. Nienawiść Ahsoki do walentynek jest moją nienawiścią do tego porąbanego święta. No co? Zginę marnie przez Wikę bo sprawiłam, że Smarkuś kisia się z Luksem xD *.*
Dobra nie zanudzam :D
DEDYK DLA WSZYSTKICH I UDANYCH WALENTYNEK! :*
NMBZW!
poniedziałek, 10 lutego 2014
piątek, 7 lutego 2014
Rozdział 51
Bardzo żal jej było Sawa. Nawet go rozumiała, lecz była w innej sytuacji. Bo każdy przyjaciel to członek rodziny, którego sam sobie wybierasz, a ona ma wielu przyjaciół i w dodatku wszyscy Jedi to jedna wielka rodzina, a Ahsoka straciła już ich gdy odeszła z Zakonu. Pozostawiła tam kilkadziesiąt tysięcy Jedi, którzy są jej rodziną według ich ideologi, więc go rozumiała.
Bitwa skończyła się siedem godzin po śmierci Steeli i dziś - czyli na drugi dzień - odbył się jej pogrzeb, na który przyszedł cały lud Onderon. Król Dendup wygłosił przemowę. Saw stał na najbardziej honorowym miejscu. Był przygaszony, ale togrutanka tak samo jak Mistrz Plo i Anakin czuła, że Gerrera poddał by się emocją i uronił by te kilkadziesiąt łez, lecz pewnie wolał robić to w samotności.
Kilkanaście minut po pogrzebie Ahsoka przechadzała się po pałacu. Liczyła na to, że spotka po drodze swojego przyjaciela by się z nim pożegnać. Rozmyślała nad tą całą sytuacją i doszła do wniosku, że wszystko jest jej...
-Ahsoka!-z rozmyśleń wyrwał ją znajomy jej głos. I chwilę potem obok niej pojawił się "właściciel" tego głosu, którym był Lux.
-Hej.-powitała go.-Właśnie Cię szukałam.
-Ja Ciebie też.
-W porządku?
-Tak, ale raczej Sawowi będzie się trudno pozbierać.-stwierdził.
-To moja wina.
-Co? Nie! Ahsoka to nie prawda!-powiedział oburzony.
-A właśnie, że tak. Gdybym nie rzuciła się na Grievousa, Steela by jeszcze żyła.-wytłumaczyła spuszczając głowę w dół.
-Nie mów tak! Jedyną osobę, którą możemy winić to właśnie Grievous. Nie ty. Ahsoka nie wolno Ci tak myśleć.- Był trochę na nią zły. Jak mogła tak w ogóle myśleć?
Togrutanka uśmiechnęła się do niego blado.
-Wracasz na Coruscant?-spytała zmieniając temat. Może ma racje?,pomyślała, ale nie wiedziała co ma począć.
-Za tydzień. Chcę dopilnować z królem Dendupem by Steela została zapamiętana do końca Onderon, nawet za kilka tysięcy lat.-podpowiedział jej z uśmiechem. Niekiedy brakowało mu z kimś otwarcie. Zwłaszcza z Ahsoką. Nie często bywała na Coruscant, ale wiedział, że jego przyjaciółka ma swoje obowiązki względem Republiki jako Jedi. Przyjaciółka...dla Luksa szesntastoletnia padawanka jest kimś więcej(jak Sagę SW kocham, pewna osoba zginie, bo to przez nią jest to zdanie! xD)
Z komunikatora padawanki wydobył się dźwięk, który informował o tym, że już muszą odlecieć.
-Na mnie czas.-pożegnała się i pobiegła do kanonierki gdzie czekał na nią już Fives z Coriciem.
~~Asajj Ventress~~
Kroczyła spokojnie po różnych zaułkach. Nie szukała żadnych kłopotów, choć wnerwiali ją inni.
Rozglądała się tam i ówdzie gdzie szukając jakiegoś jedzenie. Czasem żałowała, że nie ma z nią Ahsoki. Byłoby jej łatwiej, tak jak przez ten miesiąc, kiedy "Małomaskotka Skywalkera" odpuściła Zakon. Sama kazała jej tam wrócić. Uważała, że jej talent nie może się zmarnować, w dodatku dużo razy czuła jak jej towarzyszka myślała o tym, co było kiedyś. Miejsce Ahsoki było zawsze w świątyni. Była Jedi. Ale Ventress też nią była. Czy jej miejsce też nie jest w zakonie? Nie. Nie ma już tam dla niej miejsca. Stanęła po Ciemnej Stronie Mocy. Z niej już nie da się wrócić. Nigdy.
Nagle poczuła drżenie w Mocy. Znała ten przypływ Mocy. Poczuła, że tą osobę raz spotkała, ale znała ten przypływ Mocy. Szła spokojnie nie oglądając się za siebie będąc gotowa. Niestety nadal nie odzyskała swoich mieczy co bardzo pogarszało tą sytuację.
Coś metalowego i ostrego uderzyło ją w plecy i odepchnęło do ściany powodując ból. Wiedźma popatrzyła się na oponenta(Wikaaa...). Jego twarz była zakryta kapturem, ale on ją widział. W oczach Dathomirianki pojawił się blask gniewu. Wstała ledwo i powoli. Bolały ją żebra. Chciała się rzucić na niego. Chciała go kopnąć nogą wspomagając się mocą, lecz nieznajomy ją zablokował i ponownie popchną. Tym razem poleciała na jakieś skrzynki, co spowodowało silniejszy ból. Syknęła z bólu. Mroczny przeciwnik-jak go nazwała w myślach-podszedł do niej i chwytając za szyję przygniótł ją do ściany. Ona jedną ręką trzymała jego dłoń na jej krtani chcąc zluźnić chwyt, ale na próżno. Drugą natomiast ściągnęła mu kaptur. Otworzyła szeroko oczy. Poznałaby wszędzie tą twarz. To spojrzenie. Dokładnie tak jak jego brata. Osobę, która próbuje ją zabić znała bardzo dobrze. Maul Opress.
~~Barriss~~
Przez te dwa dni świetnie się bawiła z Ashlą i Katooni. Zobaczenie ich ponownie i porozmawiać o różnych sprawach; pośmiać się, jakby nigdy nie było wojny. Ale tak samo jak i one żałowała, że nie ma z nimi Ahsoki. Chciała, żeby przynajmniej w jej urodziny się ponownie spotkały, ale także chciała by być z nią także w urodziny Ashli w Świątyni. No i oczywiścia chciałaby się ponownie posprzeczać z Anakinem, jak to mieli oboje w zwyczaju.
Nie wiedziała co z sobą zrobić. Pomodliła się nad ołtarzykiem, a teraz leży na łóżku pozbawiona jakichkolwiek zajęć. Na szczęście szybko sobie przypomniała, że jej przyjaciółką jest pewna pani senator starsza od niej o siedem lat i pochodzi z Naboo. Wstała i przyciągnęła swój miecz mocą, po czym przypięła go do pasa i ruszyła ku hangarowi. Mijała Adeptów w różnym wieku. Przypomniała sobie jak kiedyś, gdy miała najwyżej cztery lata bawiła się piłeczką w Świątyni i spotkała wtedy Yodę, który uśmiechnął się wtedy do niej po raz pierwszy. Podobny obraz pojawił się przed jej oczyma gdy uzdrawiała pewnego klona.
Uśmiechnęła się do siebie i szła dalej obserwując dzieci wrażliwe na moc, które radośnie bawią się na korytarzach świątynnych nie zważając na to, że w galaktyce toczą się walki na śmierć i życie.
___________________________________________________________
Kaboom! Przybyłam. Podziękujcie Idce. Gdyby nie ona, nie myślałabym co wieczór o tym, co zrobić po napisanej już dawno notce. Albo...dobra. Pożyjemy zobaczymy co przyniesie wena.
Dedyki dla:
Mati- masz Luksokę :*
Idki- za tą twoją sadystyczną wenę wrodzoną + czekam z milkami na Ciebie ^^ <3
Wiki- za to, że mi cały czas pomaga mimo, że jej nie słucham, co ją podobno bawi xD :*
Następny rozdział będzie dopiero wtedy, gdy u Idy będzie co najmniej 5 komów pod notką każdy od innej osoby. Ten kom Idki się nie liczy więc muszą jeszcze co najmniej dwie osoby sensownie skomentować! ;)
NMBZW!
sobota, 1 lutego 2014
Rozdział 50
~~Ahsoka~~
-Widzę, że dla Luksa nadal jesteś najzdolniejszą osobą jaką zna?-spytała Steela podchodząc do stojącej padawanki. Togrutanka popatrzyła na nią dziwnie. Była...oschła.
-Nie rozumiem...-odrzekła Tano.
-O to...-jej wypowiedź przerwał głośny wybuch. Nad niebem latały droidy sępy strzelając w wieże pałacu. Dzięki swoim dobrym zmysłom młoda Jedi usłyszała czołgi i marsz droidów typu B1 i B2. Krzyknęła do klonów by ustawiły się n pozycji dokładnie w tej samej chwili co Steela wykrzyczała rozkazy do wojska Onderon. Same przyszykowały się do walki. Padawnka włączyła miecz, a Gerrera w raz ze swoim bratem przygotowała swoją dłoń. Lux także i stanął obok Tano. Za tą czwórką stanęli wszyscy żołnierze czekając na blaszaki, które od razu na wejście otworzą ogień jak zwykle.
Togrutanka opuściła trochę swoje miecze. Spoczęła i nie stała już na baczności. Jej kąciki ust podniosły się. Oczy były przepełnione, złością, dezorientacją, lekkim strachem, niepewnością i zarazem odwagą. W jej oczach pokazały się jej uczucia. I jej ucisk na mieczach się trochę rozluźnił. Patrzyła w dal i jako togrutanka widziała o wiele dalej niż człowiek. Widziała go. Na widok jego twarzy w jej głowie pojawiły się wspomnienia. Jako czternastoletnia padawanka stanęła z nim twarzą w twarz nie myśląc zbytnio co na to powie "Rycerzyk" jak to miała w zwyczaju wtedy tak nazywać swpjego mistrza. Generał Grievous. Generał armii separatystów. Wielu Jedi już zginęło z jego ręki, a ich miecze są dla niego jak trofea. Tylko kilki Jedi przeżyło pojedynek z nim. A jedną z tych kilku osób była właśnie togrutańska padawanka jednego z Boahterów Republiki. Dla niego i Ventress- gdy Sithanka była jeszcze uczennicą Dooku- była "Małomaskotką Skywalkera".
Blaszak szedł przed siebie, a za nim podążały jego droidy, którymi rządził jak chciał i niszczył gdy się tylko wkurzył, albo gdy źle coś zrobiły. W oczach miał złość co także dokładnie widziała dziewczyna. Opanowała się z powrotem. Jej dłonie zacisnęły się mocno na mieczach. Każda jej komórka ciała była przygotowana na atak tego blaszaka ze skradzionymi mieczami jej "braci i sióstr". Z każdą sekundą wojsko separatystów się zbliżało. Lux chciał zacząć strzelać, ale Ahsoka go powstrzymała ręką, a sama wyszła półtora metra w przód. Wzbudziła się w niej większa odwaga. Generał zatrzymał się dziewięć metrów przed nią.
-Nie strzelajcie.-rozkazał swoim droidom.-Sam najpierw się rozprawię z tym nic niewartym bachorem.- włączył swoje cztery miecze. Dwie sekundy po tym ją zaatakował. Padawanka zablokowała jego cios i odepchnęła po czym sama zaatakowała. Posługiwała się wszystkimi formami, prócz VII. Wzbiła się w górę za pomocą mocy tak, że mieczami z góry zaatakowała Grievousa, który się obronił. Po wylądowaniu odepchnęła go mocą w stronę ściany z jednego budynku, ale cały czas była przygotowana do jego kolejnego ataku. Nie łatwo zabić tego cyborga. Wszyscy myśleli, że Padawanka Anakina Skywalkera może go zabić, ale według Ahsoki mylili się. Jedynie kto mógł go pokonać to Obi-Wan. Sama uważała, że jest normalną Padawanką tak jak inni mimo, że to spotkało ją wielki "honor" czyli bycie Padawanem Wybrańca.
Cztery miecze generała separatystów skrzyżowały się wraz z mieczem i shoto dziewczyny. Ponownie otuliła się mocą i pozwoliła jej sobą prowadzić. Znowu była skupiona i nie chciała pozwolić na ponownie zajęcie planet przez niego i jego blaszaków. Z Sokan z mieniła na Soresu i zaatakowała go. Teraz ona była górą. Niestety nie trwało to długo bo największa cecha cyborga się "odezwała". Tchórzliwość. Grievous wskoczył na dach i uciekł na wschodnie stepy Onderon. Padawanka pobiegła za nim.
~~Steela Gerrera~~
Gdy Grievous wylądował na dachu, dał znak swoim droidom by zaczęły strzelać do wojska, które broniło Steeli rodzinną planetę. Fives teraz dowodził wojskiem republiki, a dziewczyna wojskiem Onderon. Dla Gerrery szło to o wiele lżej niż przy powstaniach. Uważała, że ta łatwizna jest przez wiele treningów, lecz nie wiedziała jak bardzo się myliła. Droidy się cofały, a Republika wychodziła co raz bardziej w przód niszcząc je. Tak jeszcze przez kilka chwil, aż doszli na stepy. Wpadli w pułapkę. Przed nimi rozpościerała się falanga ponad setki droidów.(Wika pomogła <3) Steela zrozumiała dlaczego tak szybko i łatwo poszło. Po raz pierwszy żałowała, że nie ma z nimi Ahsoki. Ogarnął nią strach, kiedy droidy podniosły na nich broń. Wojsko pod rozkazami Steeli zaczęły strzelać i powybijały kilka droidów, ale one także się broniły. Dawni rebelianci wraz z klonami rozbiegli się na wszystkie strony, co dało im minimalnie większe szanse na wygranie. Była rebeliantka wzięła na siebie droidy-zabójcy. Z powodu, że było ich około dwudziestu, dziewczyna strzelała i cofała się jednocześnie co było wielkim błędem. Zabiła dwóch i przypomniała sobie, że ma granaty przy sobie, ale były tylko dwa.
-Saw!-krzyknęła do brata i rzuciła mu je. Wiedziała, że im bardziej się przyda, a sama chciała jakoś poradzić sobie z tą kupą złomu. Dość sprytną kupą złomu.
Jakimś trafem zabiła dwa kolejne blaszaki na raz. Strzelając do kolejnych cofała się nadal w tył. Zniszczyła kolejnego. Niestety jeden strzelił w jej lewe ramię co spowodowało wielki ból, lecz się nie poddawała. Była silna i odważna. Cofnęła się kolejne dwa kroki w tył, nie wiedząc co ją z tyłu czeka. Może droid, może bomba...wszystko było możliwe, ale ona się tym nie przejmowała. Skupiła się na tym co było przed nią i niszczyć, co było jej teraz największym priorytetem. Zabiła kolejnego. Z tyłu robotów zauważyła Luksa. Rozwalił trzy. Połowa z tego co zostało wzięła się za niego, a druga nadal strzelała do Gerrery. Cofnęła się o kolejne cztery kroki. Jeden z automatów zauważył, że stanęła prawie na przepaści. Strzeli kilka metrów od jej nogi. Ziemie zadrżała pod nią i runęła wraz z nią w dół klifu. Czuła jakby coś ciągnęło ją w dół. Poczuła bardzo wielki ból i widziała już tylko ciemność.
~~Ahsoka~~
Poturlała się brudząc się jednocześnie ziemią. Popatrzyła się na blaszaka gniewnie. Przyciągnęła swoje miecze, które leżały wyłączone niedaleko niej. Wstała i włączyła oba miecze. Nagle poczuła drżenie w Mocy. Śmierć. Śmierć kogoś kogo znała. Prócz śmierci poczuła żałobę wielu osób. Wyczuła, że wśród rebeliantów.
Usłyszała silniki statku, który ni stąd ni zowąd się pojawił nad nimi na niebie. Grievous podskoczył do góry i zniknął w wnętrzu statku.
Padawanka pobiegła do miejsca gdzie ostatni raz widziała rebeliantów. Biegła szybko wspierając się mocą jednocześnie. Na placu ich nie było, ale biegła po śladach, który zostały stworzone przez szczątki droidów. Zauważyła żołnierzy na klifie. Szybko tam podbiegła. Wszyscy patrzyli w dół ze smutkiem w oczach, więc Ona także spojrzała w dół. Zobaczyła tam martwe ciało Steeli, które przytulał Saw rozpaczając. Nad nimi stał Lux i miał świeczki w oczach, które także pojawiły się w oczach Tano. Zeskoczyła z klifu i wylądowała za pomocą mocy, przez co była żywa.
-Bardzo mi przykro.-powiedziała cicho. Choćby chciała to nic zrobić nie mogła. Saw popatrzył się na nią. Z jego oczu leciały łzy. Nie było w tym nic dziwnego. Jego siostra, którą bardzo kochał nie żyje.
Jedi i Lux spojrzeli na siebie. Ich oczy były przepełnione smutkiem.
________________________________________________________________
Fari wygrała życie, a ja se; tu piszu, piszu :D
Macie dłuższą 50 na życzenie Mati.
Macie z Idką Steelę lecącą z klifu. W końcu kiedyś to musiało nastąpić, nie? xD
Dedyk dla:
Fari
Idki
Brato-wnuczki
NMBZW!
sobota, 25 stycznia 2014
Rozdział 49
~~Ahsoka~~
Biegła uliczkami i zaułkami wraz z małym odziałem klonów i Luksem, by dotrzeć na główny plac, gdzie znajdował się zamek króle Dendupa. Gdy dzielił ich jeden budynek od placu, togrutanka wskoczyła na dach. Na placu było z trzydzieści blaszaków rozglądających się niekiedy. W drzwiach zamku pojawiła się dość duża grupa. Byli to żołnierze planety, król i doradcy króla. Między nimi zobaczyła Steelę i Sawa Gerrere.
Zeskoczyła z dachu lądując tuż przed klonami i Bonterim. Dała im znak, że czas atakować. Przebiegli przez małą uliczkę wbiegając na plac. Droidy zaczęły strzelać do Republikanów. Ahsoka sprawnie odbijała mieczem i shoto ich strzały posługując się stylem Shien i Niman. Była w obu dobra. Stylem Niman Formy IV dokładniej douczył ją Anakin. Był bardzo dobry w posługiwaniu się nią, ale to Djem So okazała się dla niego lepsza i ostatecznie był to jego podstawowy styl walki na miecze świetlne.
Fives wraz z innymi żołnierzami stworzonych do Armii Republiki Galaktycznej strzelał do blaszaków doprowadzając je do stanu, który nadawał się tylko na złom.
Do walki wkroczyli żołnierze planety, a na czele stanęło rodzeństwo Gerrera. Nikt na szczęście nie zginął, ale na pewno tam, gdzie walczył Anakin i Mistrz Plo było dużo rannych i martwych żołnierzy, którzy walczą o wolność planety jak i innych należących do Republiki.
~~Ashla i Katooni~~
Nie wiadomo dlaczego, ale od jakiegoś czasu często Ashla i jej klan mieli z klanem Katooni treningi. Raz w tygodniu. Przynajmniej było świetnie bo oba klany się dogadywały. A najbardziej cieszyły się z tych treningów te dwie przyjaciółki, między, którymi było trzy lata różnicy, lecz nie przeszkadzało im to, bo dla nich najważniejsze było to, że mogły sobie wzajemnie zaufać. Rozumiały się bez słów i często mówiły, że bardzo tęsknią za Ahsoką i Barriss. Torgutanki nie było już prawie dwa miesiące w świątyni, a Barriss widziały pół miesiąca temu.
Teraz każdy miał ćwiczyć w parach nowo poznane ruchy miecza świetlnego. Jak zwykle ośmioletnia tholthianka i pięcioletnia togrutanka były razem. Najpierw zrobiły ćwiczenia inwidualne, a później zrobiły sobie sparing. Dużo się nauczyły od Ahsoki i Barriss, a nawet od samego Wybrańca. Ale to tylko dwa ruchy mieczem i tyle. I tak nikt nie wiedział, a one nie zamierzały się chwalić. Zupełnie jakby to młoda padawanka Tano im kazała tego nie robić. Ale to była ich wola i ich decyzja.
~~Barriss~~
Stanęła na balkonie, na którym był widok na salę treningową, gdzie trenowały właśnie dwa znajome jej klany szkolone właśnie przez mistrzynię Stass Allie. Przyglądała się treningowi z uśmiechem. Jej bardzo młode przyjaciółki uczyły się szybko i były bardzo uzdolnione. Będą bardzo mądrymi Jedi, pomyślała Mirialanka. Dziewczynki są tak młode, a tak zdolne. Zawsze jak patrzy na Ashlę to jak by widziała młodą Ahsokę. Obie były uzdolnione ponad swojego wieku. W dodatku bardzo mądre. Szesnastoletnia Togrutanka może i była narwana i nieodpowiedzialna, tak samo jak jej o pięć lat starszy brat, ale byli bardzo mądrzy. A ich improwizowane plany powodują zwycięstwa Republiki nad separatystami.
Allie zarządziła przerwę. Tholthianka obróciła się za siebie patrząc na balkon, na którym stała znana jej mirialańska Uzdrowicielka Jedi. Po chwili Barriss się obróciła i zeszła do sali. Do tej pory Katoonie poinformowała swoją o trzy lata młodszą przyjaciółkę o przybyciu dziewiętnastoletniej Jedi.
-Barriss!-krzyknęły obie i pobiegły w jej stronę po czym ją przytuliły. Jedna chwila...jedna sekunda sprawiły, że bardzo poweselały.
-Dobrze was widzieć-powiedziała Offee odrywając się od nich.-Wszystkiego najlepszego z okazji dziewiątych urodzin Katooni.-życzyła jej Jedi. Dziś jej były urodziny, a Ashli wypadały za trzy tygodnie dwa dni przed urodzinami padawanki Tano.
-Dziękuje. Przyleciałaś specjalnie w dzień moich urodzin?-spytała adeptka.
-Nie. Ale gdy usłyszałam, że wracam dziś bardzo się ucieszyłam, bo pamiętam. Gdyby Jedi mogli dawać prezenty to pewnie bym Ci coś sprawiła-mówiła uzdrowicielka z uśmiechem na twarzy.
-Między nami-dałaś mi już prezent. Bardzo wspaniały. Jesteś tu.-po tych słowach Katooni przytuliła się do Barriss.
-A Ahsoka?
-Było by dobrze gdyby tu była, ale ważne, że chociaż jedna z was tu jest.-odezwała się pięciolatka i także, przytuliła Offee.
~~Palpatine~~
Kolejne zamachy na życie Amidali było dobrym pomysłem. Zabicie jej byłoby wielkim sukcesem dla Sidiousa. Wiedział, że młoda senator z Naboo jest dla Anakina jak życie. Jeżeliby doszło do jej śmierci i powiedziałby Skywalkerowi, że "odkrył" kto to zrobił, młodym Jedi zawładnęłaby zemsta przez co Sith mógło przeciągnąć na Ciemną Stronę Mocy.
Nagle do głowy wpadł mu- jak zwykle w jego mniemaniu-genialny pomysł. Zaatakuje Coruscant. W odpowiednim momencie i w odpowiednim czasie i oczywiście; z dobrym planem jak zawsze. Ten plan już zaczął się rozwijać w jego głowie.
Sith uśmiechnął się chytrze.
_________________________________________________
Welcome, Welcome, Welcome.../Effie
Shut up i spadaj! -.-*zrzuca ją ze sceny* No. Poszła won! Dziękuję za tą uwagę. I chyba Idka mnie nie zabije bo zmieniłam zdanie, ale do czerwca kupa czasu jeszcze.
Dedyk dla:
Tej Wiedźmy co chce mnie zabić i zostawić ręce, żeby pisały bloga <3
Dla młodszej siostry Anakina Wice :*
Igi, która pewnie też jest jego siostrą :)
No i dla mojej zdolnej brato-wnuczki Jainy (będę Cię teraz tak nazywać :* jak się oczywiście zgodzisz :D)
NMBZW!
sobota, 18 stycznia 2014
Rozdział 48
Krążowniki Republiki zaatakowali separańskie statki na orbicie Onderon. Sama z Anakinem i dwoma szwadronami sabotowali ich okręty myśliwcami. Jako, że była padawanką Anakina Skywalkera "Najlepszego pilota galaktyki" bardzo dobrze pilotowała różne statki i je naprawiała. Rycerz Jedi nauczył ją dwóch niebezpiecznych manewrów, z których prawdopodobnie tylko on wychodził żywy. Tak samo jak na Praesitlyn.
Poprowadziła eskadrę złotych wzdłuż jednego ze statków Konfederacji Niezależnych systemów niszcząc następne napotkane na drodze droidy-sępy. Co kilka minut tracili żołnierzy z 501 Legionu pilotujące myśliwce. Stworzono je by ginęły co bolało ją jak i Bohatera Republiki.
W głośnikach usłyszała krzyk klona. Myśliwiec 7 został zestrzelony, lecz Ahsoka dalej prowadziła myśliwce strzelając w wszystko co było wrogiem Republiki. Prowadziła ją moc tak samo jak i jej Mistrza. Jej serce biło w spokojnym rytmie jakby moc nie pozwalała by przyśpieszyło. Więc na pół spokojna leciała przed siebie strzelając laserowymi pociskami w okręty i sępy Separańców.
Działa krążowników Republiki jak i myśliwców strzelały celnie. Po kilku nastu minutach zniszczono blokadę Onderon. Zginęło siedmiu pilotów na szczęście krążowniki były całe...prawie. Jeden został uszkodzony, ale może lecieć spokojnie na Coruscant.
Ahsoka wylądowała swobodnie w hangarze wraz z Anakinem i pilotami dwóch szwadronów. Gdy oboje Jedi wyszli z myśliwców skierowali się na mostek. W centrum łączności zastali Admirała Yularena, Luksa, Mistrza Plo oraz Rexa. Kel Dor omawiał już plan. Ahsoka wraz z Luksem i średnim oddziałem klonów pod dowództwem Five'sa. Anakin i Mistrz Plo mieli zaatakować dwie bazy. Wybraniec i Rex poszli już do hangaru rozmawiając.
Tano kazała Żołnierzowi ARC zebrać oddział. Sama też z Luksem poszła do hangaru. Wyczuła, że jej przyjaciel jest wściekły.
-Uspokój się. Odzyskamy Onderon.-zaczęła togrutanka.
-Wiem, ale po prostu...-zaczął, ale nie umiał skończyć swoją wypowiedź.
-Rozumiem Cię.-dokładnie wyczuwała co ma na myśli.
~~Saw i Steela Garrera~~
Ukrywanie się w zamku nie trwało długo. W końcu driody Konfederacji przebiły się i zabili piętnaścioro osób-obywateli Onderon. Zabito ich za nic. Zabito ich za to, że żyli spokojnie w szczęściu. Za to, że byli szczęśliwi. Nikogo i nic nigdy nie skrzywdzili, a zginęli.
Z zemsty wroga tak się stało. Wojna ogarnęła całą galaktykę wraz z pokojowymi planetami jak Onderon i Naboo. Zamiast się kończyć to się nasila i zatacza swe sidła w okół kolejnych planet urządzając niekiedy na niewinnych światach jak ten, właśnie takie masakry.
Stolica została zajęta przez Separatystów. Wielu osób zostało skutych w kajdanki czyniąc z nich jeńców, których można było śmiało wykorzystać jako żywą tarczę. Jedi nigdy by nie zabili żywych istot co wiedzieli wszyscy. Separańcy mieli tak jakby więcej przewagi. Wykorzystywanie rzeczy, których Jedi zniszczyć nie mogą było trochę niesprawiedliwe. Ale nic nie można zrobić. Taki urok tych złych przeciw dobrym.
~~Anakin~~
Dwanaście lat. Tyle lat minęło odkąd Qui-Gon - człowiek, który go uwolnił umarł na Naboo. Dwanaście lat. Tyle lat znał Obi-Wana, lecz znajomość przeobraziła się w przyjaźń, a nawet w to, że młody Jedi zaczął go traktować go niemalże Ojca. Tyle też lat znał Padme, ale przed ślubem spędził z nią łącznie przez te wszystkie lata około dwóch tygodni. Tyle lat spędził na treningach w świątyni i kształcenia się na rycerza Jedi i Mistrza oraz po to by zmierzyć się z takim okropieństwem jak Wojny Klonów. Mimo, że był narwany i było w nim wiele gniewu, był dobry i umiał kochać.
Teraz walczy na Onderon przeciwstawiając się Separatystom i ich droidom bojowych, które zazwyczaj idą na złom. Nie wiadomo dlaczego, ale były strasznie głupie.
Odbijał sprawnie ich strzały mieczem świetlnym. Wraz ze swoim legionem złomował blaszaki dzięki czemu było ich co raz mniej. Lubił wojnę wraz z Ahsoką, co było dziwne. I jeszcze te zawody z nią. Sam chciał teraz z nią rywalizować o to, ile kto zniszczy separańskich droidów.
~~Yoda~~
Siedział w swojej małej komnacie myśląc i zanurzając się w mocy. Wciąż szukał odpowiedzi na to co się zmieni w przyszłości.Ale nie tylko to go martwiło. Kanclerz nadal był na swoim stanowisku i dostał nadzwyczajną władzę. Ale problem był o wiele większy. Zaczął podejmować decyzje, które nie bardzo podobały się Radzie. Jedi to było obrona Republiki. Istoty wrażliwe na moc zostały wyszkolone by się nimi posługiwać rozsądnie, ale i też bronić ich Ojczyzny. Losy Republiki były w rękach jak i kanclerza, tak i w rękach Rady. Zwłaszcza, że teraz była wojna. Wojna, której nie dorównają żadne z czasów Starej Republiki. Wiele Jedi na niej zginęło nie mówiąc już o tym, że z dwustu Jedi, którzy polecieli na Geonosis, wróciło około pięćdziesięciu. I jeszcze giną na tej wojnie.
Według rozumowania starego mistrza nastaną mroczne czasy...
___________________________________________________
...Dancing in your eyes...;3 Cały czas to śpiewam xD
To ostatnie zdanie jest do kitu .__.
Prawdopodobnie w ferie, które zaczynają się od 3 lutego będę dodawać co dwa dni notki. Ale chyba (;
DEDYK DLA WSZYSTKICH, KTÓRZY MI DALI! A szczególnie dla Idki <3
I dedyk dla Jainy Solo! Jej blog jest boski! Ja mogę sobie tylko pomarzyć o takim talencie. Nic tylko zazdrościć...
NMBZW!
sobota, 11 stycznia 2014
One-shot "Padawanka Wybrańca"
Podczas rzezi w świątyni Yoda skontaktował się ze mną na niższych poziomach. Jeszcze wcześniej skontaktował się z Matką Talzin. Ja i Ventress dostałyśmy rozkaz uciekać na Dathomirę. Ventress mnie tak jakby chroniła przed Anakinem. Według Yody nie mogłam się z nim spotkać. Ostatni raz przed Czystką Jedi widziałam jego hologram. Powiedział, że wraz z Obi-Wanem będą się ukrywać. Ja miałam być bezpieczna na planecie wiedźm. I tak jest do teraz. Nikt mnie znalazł, ale czułam śmierć każdego Jedi, który zginął w Świątyni i w galaktyce z Rozkazu 66 oraz podczas czystki. Najbardziej poczułam śmierć Plo Koona na Cato Nemodi; Ashli, która-choć nadal nie mieści mi się to w głowie-zginęła z ręki mojego Mistrza. Jeszcze Barriss na Felucii. Yoda powiedział, że wróciła. To, że bardzo poczułam jej śmierć oznaczało, że wybaczyłam jej choć sama o tym nie wiedziałam.
Na Dathomirze mieszkała Atari, która odeszła rok przed zakończeniem. Powiedziała mi, że dostała wizję przez, którą nie może zostać dłużej w zakonie i musi nauczyć się magii wiedźm. Gdy przyleciałam i opowiedziałam jej wszystko wtedy Ona opowiedziała mi o wizji. Widziała wszystko co będzie się dziać i że przylecę na jej rodzinną planetę. Widziała nawet swoją śmierć na Kessel wraz z Bultar Swan, ale chciała przeżyć. Jest dla mnie jak siostra.
Jakiś głos mnie obudził. Obudziłam się i szybko usiadłam. W moim pokoju jak zwykle w nocy było ciemno lecz nie dla mnie. Widziałam wszystkie swoje rzeczy. Nagle coś zaświeciło. Przede mną stał...stał Yoda. Jako duch. Nie widziałam go od dwudziestu dziewięciu lat. Teraz mam czterdzieści sześć lata.
-Mistrzu.-odezwałam się. Byłam bardzo szczęśliwa, że go widzę po tak długich latach.
-Witaj Padawanie.-przywitał się. Nadal miałam rangę Padawana Jedi mimo tak starego wieku. Ale wyglądałam na maximum trzydzieści lat. Nie wiem dlaczego.-Troje ludzi na Dathomirę przyleci.
-Po co?-spytałam.- I kto?
-Kim są Oni, jutro dowiesz się. Z niedoszłego twego Mistrza duchem rozmawiać będziesz.-Obi-Wan Kenobi faktycznie był moim niedoszłym mistrzem. To przez to, że Anakin zdecydował się mnie wziąć jednak na Padawana.
Cieszę się, że go zobaczę, ale czuje, że ta radość jutro upłynie, nie wiadomo dlaczego.
-Spać spokojnie możesz. Niech moc będzie z Tobą.-po starych i ważnych słowach wiekowy Mistrz zniknął.
-Niech moc będzie z tobą.-powiedziałam do głuchej ciszy, ale wiem, że doszły do niego te słowa.
*****************
Na drugi dzień ćwiczyłam z Atari i Ventress. Zrobiłyśmy sobie sparing na trzy i żadna nie była po niczyjej stronie. Choć było to trochę trudne, to świetnie się bawiłyśmy jak zwykle. Wiedźmy przyglądały się nam siedząc na ziemi, rozmawiając i coś przegryzając oraz pijąc.
Gdy skończyłyśmy poczułam silne zaburzenie w mocy. Było one trochę mniejsze od tego, które mi znajome i było podwójnie. Ati i Asajj też to poczuły.
Jedna ze strażniczek Matki Talzin mnie zawołała. Ventress i Orgeen poszły ze mną. By mnie tak jakby "chronić".
Weszłam do środka z dziewczynami. Siedziało tam troje ludzi. Dwoje mężczyzn i jedna kobieta, a za nimi stał Wookie. Ale to na ducha Obi-Wana zwróciłam największą uwagę. Wkurzyłam się na niego. Mimo, że był dla niego jak brat to nigdy nie wybaczę mu za Anakina i za to, że nie próbował go sprowadzić na dobrą stronę.
-Po co tu jesteś?!-wydarłam się.
-Bo muszę z tobą porozmawiać.-oświadczył zdziwiony moją reakcją.
-Nie ma o czym! I tak już wszyscy wiedzą, że jesteś hipokrytą!-złość we mnie rosła.
-Chcę porozmawiać spokojnie, a ty się na mnie drzesz nie wiadomo o co.-nadal mówił spokojnie i bardziej się denerwowałam tak jak kiedyś, ale nie wewnętrznie.
-Wydzieram się na Ciebie za to co zrobiłeś z Anakinem!
-Wiesz, że to było konieczne!-uniósł trochę głos.
-A nie przyszło Ci do głowy żeby go ponownie na Jasną stronę sprowadzić?!
-Wiesz, że to nie miało sensu!
-Właśnie, że miało! Gdybyś spróbował to Padme nie popełniłaby samobójstwa!
-Może już czas powiedzieć jej prawdę.-zasugerowała Ventress. O czym Ona mówiła? Co ta trójka albo i nawet czwórka przede mną ukrywała.
-Jaką prawdę. Ventress co ty przede mną ukrywasz?-spytałam się jej. Po tylu latach?
-Ja nic. Ale wyczuwam, że oni tak.-ulżyło mi, że była Sithanka nie miała z tym nic wspólnego.
Matka Talzin uniosła dłonie nad kulą. W kuli zobaczyłam Skiff Padme na Mustafar. W opowieści Yody nie było nic wspomniane o Padme, ale oglądałam dalej. Zobaczyłam Anakina. Mój Mistrz mówił o obaleniu Kanclerza. Wtedy moja przyjaciółka zaczęła się od niego odsuwać i mówić, że mój "drugi starszy brat" mówił prawdę. Kenobi pojawił się na rampie statku. Wybraniec zaczął ją dusić bo sądził, że przywiozła ze sobą jego byłego przyjaciela by go zabić. Po tym skończyło się.
-Nie możesz zwalić na mnie jej śmierć-odezwał się duch Mistrza.
-A właśnie, że mogę. Gdybyś tam się nie wkradł nie umarłaby.-patrzyłam na niego z pogardą. Czułam w sercu ból. Poznałam prawdę po tylu latach...
-Padme i tak by umarła. Dalej by żyła gdyby nie to, że straciła wolę życia przez to wszystko.
-Ja...ja uważam, że Anakin miał powód żeby stać się sługusem ciemnej strony.
-Masz rację.-przyznała Talzin.
-Wiesz?-spytała Ati.
-Tak. Nawet Yoda nie wie.-znowu uniosła dłonie nad kulą i pokazała się następna scena. Teraz pokazała się Padme. Krzyczała"Anakin pomóż mi" i płakała. Usłyszałam płacz dziecka. Obraz Padme się zamazał i pojawił się Skywalker, która obudził się zdyszany. Wyszedł na werandę, która łączyła się z prywatnym lądowiskiem Amidali. Senator przyszła do niego, a ten opowiedział jej swój sen. Pod koniec obiecał, że nie pozwoli by ten sen się sprawdził.-Teraz już wiecie dlaczego to zrobił. Palpatine obiecał mu, że nie pozwoli na śmierć tej, którą kocha.
-Po to to wszystko? Bo Padme by umarła?-spytałam.
-Sam w to nie wierzę.-odpowiedział Kenobi.
Talzin ponownie uniosła dłonie nad kulą. Teraz pokazał się Mistrz Windu z mieczem przy...Palpatinie, który leżał i był oszpecony masą zmarszczek. Obok stał Anakin. Krzyczał, że potrzebuje Palpatina. Mace zamachnął się by zabić Kanclerza. Mój mistrz szybko włączył miecz i uciął Korunowi rękę. Sith zaczął razić Mistrza błyskawicami mocy przez co wypchnął członka Rady Jedi przez duże okno, które nie miało już szyby. Skywalker opadł mówiąc"Co ja zrobiłem?". Widziałam w jego oczach poczucie winy. Żałował tego. Na tym się urwało
W tej chwili też chciałam krzyknąć "Co ja zrobiłam?". To nie jest wina nikogo, że mój "brat"przeszedł na ciemną stronę. Zapomniałam, że cały czas były obawy i ja też je miałam. Oskarżałam bezpodstawnie Obi-Wana, mimo, że nic nie zrobił.
Wybiegłam na zewnątrz. Sama chciałam się zabić. Jestem głupia. Zapomniałam myśleć rozsądnie. A nadal jestem Jedi choć z tego zrezygnowałam.
-Ahsoka.-ktoś wypowiedział moje imię. Kojarzyłam go skądś. Odwróciłam się. Moje oczy zalśniły łzami. Przede mną stał duch Anakina.
-Mistrzu.-powiedziałam. Słone łzy poleciały mi po policzkach. Uśmiechnął się do mnie.
-Nawet jeżeli jesteś na mnie zła...-odezwał się, lecz ja mu przerwałam.
-Wcale nie jestem.-zaprzeczyłam.
-Mam do ciebie prośbę.-rzekł. Miał łagodny wyraz twarzy. Pokiwałam głową, na znak, że chcę go wysłuchać i ją spełnię.- Proszę Cię byś nikogo nie oskarżała za moją porażkę. Wypełniłem proroctwo wracając się na jasną stronę, ale nikogo nie oskarżaj za to, że przeszedłem na ciemną. Nikogo to nie jest wina. Padme i tak już umarła. Twoja logika i Mistrza Plo mówi prawdę. Proszę Cię nikogo nie oskarżaj.
-Obiecuję.
-Ty dotrzymiesz tej obietnicy, ja dotrzymię tej, że będę Ci dawać rady i zjawię się kiedy będziesz mnie potrzebować. Zrobię dla Ciebie to samo co Obi-Wan robi dla Luke'a.
-Dla kogo?- Duch Anakina uśmiechnął się odkrywając swoje białe zęby
-Masz czterdzieści sześć lat, wyglądasz na trzydzieści, a zachowujesz się jak byś nadal miała szesnaście lat. Przez twoje dawne zachowanie nie dałaś sobie wytłumaczyć dlaczego są tu te osoby. Luke to ten, który siedział obok ducha Obi-Wana, a dziewczyna obok Luke'a to Leia. To są moje i Padme dzieci.
-To dlatego wyczułam podobne zaburzenie mocy do twojego?-spytałam.
-Tak. Gdybyś spojrzała dalej to stał tam Wookie, którego poznałaś na Wakash.
-Chewbacca.-powiedziałam uśmiechając się.
-Tak. I jeszcze R2 z 3PO.-powiedział. Ja się uśmiechnęła. R2 nigdy nie zapomniałam.
-Proszę Cię idź przeprosić Obi-Wana i porozmawiajcie wszyscy o tym po co tu przylecieli.
-Dobrze.
-Niech Moc będzie z Tobą...Smarku.-powiedział nazywając mnie przydomkiem, który dostałam na Christophsis. Ja się uśmiechnęłam, a duch zniknął.
________________________________________________
Nie wszystko poszło tak jak chciałam, ale ok.
Chcę ogłosić iż sezon na "Tortury Kiwi z szarlotką"uważam za otwarty! xD *złowieszczy śmiech*
Powodzenia The Waflowi na zbiórce WOŚP-u! Żebyście zebrali dużo pieniędzy!
NMBZW! I WOŚP-EM!
sobota, 4 stycznia 2014
Rozdział 47
~~Lux Bonteri~~
-Separatyści zaatakowali.-oznajmił mu Król Onderonu- Ramsis Dendup. Separańcy w zemście zaatakowali planetę, którą im zabrano spod władzy. To było pewne, dlatego Lux poprosił o ochronę klonów dla planety, którą reprezentował w Senacie Galaktycznym. Ale to nie wystarczyło. Klony zginęły.
-Poproszę natychmiast Kanclerza, a na razie niech Steela i Saw zbiorą odziały i bronią Onderon najlepiej jak umieją.-po tych słowach szybko poleciał śmigaczem do Senatu. Biegł szybkim truchtem korytarzami budynku, aż wreszcie dotarł do gabinetu. Martwił się bardzo. Dostał pozwolenie na wejście. W biurze był mistrz Yoda i jeszcze trzech członków Rady.
-Dzień dobry.-przywitał się uprzejmie.
-Witaj Senatorze Bonteri. -przywitał go Palpatine.-Stało się coś?
-Separatyści zaatakowali Onderon.-odpowiedział Lux.
-Hmm...nieunikniona zemsta była.-młody Senator się zdziwił. Nie powiedział nic o zemście, a mimo to Yoda o tym wiedział.
-Proponuję by wysłać tam Anakina i jego padawankę.-zasugerował Kanclerz.
-To nie możliwe. Skywalker jest w drodze na Makem Te.-powiedział Mace.
-Makem Te? Przecież tam nie ma żadnej bitwy.-Palpatine był bardzo zdziwiony, lecz pod maską wiedział co jest grane. W końcu sam to zorganizował to wszystko.
-Jak nie ma. Dostaliśmy wiadomość o tym.-odezwał się równie zdziwiony Ki-Adi Mundi.
-Widocznie odwrócili tym naszą uwagę na Onderon.-stwierdził Kit Fisto.
-Trzeba jak najszybciej skontaktować się ze Skywalkerem i kazać mu lecieć na Onderon.-postanowił Windu.
~~Saw i Steela Garrera~~
Nie minęło dużo czasu odkąd jako Rebelianci odzyskali Onderon. Wybuchła bitwa. U boku dwóch oddziałów klonów próbują odeprzeć droidy separatystów. Do póki nie zjawią się Jedi muszą bronić stolicy. Mieszkańcy ukryli się w pałacu. Niestety droidy zabili małą rodiankę. Blaszaki są bezlitosne. Matka dziewczynki krzyczała płacząc, ale niestety nic nie można było już zrobić. Niedawno skończyła cztery lata. Dużo miała przed sobą szczęśliwego życia.
Jak na złość droidów było co raz więcej. Oddział dawnych rebeliantów i klonów zaczęli się wycofywać do pałacu. Nic nie mogą zrobić bez Armii Republiki i generała Jedi. Muszą się poddać. Na razie przegrali.
~~Yoda~~
Na Onderon sytuacja była na prawdę niebywała. Stary Mistrz do tej pory pamięta jak Lux prosił go oddział klonów do obrony planety, którą reprezentował w senacie. Prośba nastąpiła tuż przed powrotem Ahsoki. Ta dwójka była przyjaciółmi. Oboje pomagają sobie. Yoda wyczuł, że młody Senator nigdy nie odwdzięczył się za pomoc Togrutanki. I tu się mylił. Gdyby nie pomógł Senator Amidali i Senatorowi Organie w zwolnieniu Barriss z aresztu nigdy z się z młodą Tano nie pogodziła i nie byłoby jak dawniej. Choć o tym nie wiedział to pomógł. Młoda Padawanka o tym wie, ale On nie.
Starego Yodę niepokoili nadal Sthowie. Są wielkim zagrożeniem. Zwłaszcza dla Anakina. Młody Skywalker może i jest wybrańcem, ale każdy wie, że często ulega emocjom i gniewu. To niebezpieczne dla zakonu. Dlatego ma nadzieję, że Ahsoka nadal będzie na niego uważać. Między innymi dlatego została przydzielona do Skywalkera. I też dla tego by nauczyć go odpowiedzialności poprzez pokazanie mu kogoś takiego jak On.
Dla Anakina niebezpieczna jest także przyjaźń z Padme Amidalą. Dostali zakaz, ale i tak nie zmienili do siebie swoich uczuć. Miłość jest zakazana Jedi bez wyjątku. Już i tak się przywiązał do swojej matki, która go wychowała dziewięć lat w swojej miłości. Wybraniec przywiązał się do dwóch osób. Obi-Wana, który go uczył przez dziesięć lat spełniając ostatnią wolę, ostatnią prośbę do Obi-Wana, ostatnie słowa przed śmiercią, by młody chłopiec Anakin Skywalker został Jedi za sprawą Kenobiego.
Drugą jest Ahsoka. Mimo tego, że było im trudno na początku, to z czasem było co raz lepiej. Co raz lepiej się dogadywali. Dwa lata i dwa miesiące temu na Christophsis ta dwójka się poznała i przez ten czas się przywiązała. Zaczęli się darzyć miłością brata i siostry. Wszyscy Jedi to była wielka duża rodzina, ale Oni traktują się z Obi-Wanem jak najprawdziwsze rodzeństwo.
Yoda dość długo rozmyślał, aż wreszcie udał się do Komnaty Najwyższej Rady Jedi na posiedzenie.
~~Atari~~
Nastoletnia Padawanka dostała kolejną misję. Kolejna bitwa do wygrania w tej wojnie. Nie walczyła w niej jak Soka tak długo, ale wie, że jest okropna. Straciła na niej swojego mistrza, który był jej mentorem od dwunastego roku życia czyli przez cztery lata. Jak inni mistrzowie ze swoimi padawanami byli połączeni węzłem ucznia i mentora więc, po stracie mistrza Ati rozpaczała. Mistrzyni Bultar wzięła ją na swojego padawana. Bardzo się polubiły. Młoda Orgeen wie, że może zaufać swojej mistrzyni, a Swan jej.
____________________________________________________________
Wróciłam! Sylwka nie było bo miałam masę pracę, gdyż była impreza u mnie z Fari z takim jednym kolegą (;
Nabrała mnie ochota na by napisać One-Shota O.o
Dobra. Macie rozdział. Ja spadam.
Dedyk dla:
Haniack i Piotrka
NMBZW!
Ps. Jak piszę ten skrót to jest zwrot do wszystkich jakby co. Nie do tych z dedydków ;D
Subskrybuj:
Posty (Atom)




